Ekologiczne życie na co dzień. 365 zielonych zmian na 365 dni w roku, czyli małe kroki we właściwym kierunku. Przez rok, każdego dnia, zamierzam wprowadzać w swoje miejskie życie jedną pro-ekologiczną zmianę. Zmiana raz wprowadzona będzie kontynuowana aż do końca roku. A dalej? Się zobaczy. Zaczęłam w czerwcu 2008, trzynastego w piątek, na szczęście, więc trzymajcie kciuki.
| < Czerwiec 2008 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30            

Liczniki bez rejestracji
poniedziałek, 30 czerwca 2008

Chwaliłam się, że dobrze sobie radzę w temacie RECYCLE. Ale jak się sobie przyjrzałam to wcale nie jest tak idealnie, jakby się mogło wydawać :-/

W domu mam kosze na odpadki szklane, plastikowe, metalowe i pudełko na makulaturę. Segreguję śmieci od lat i mam już taki odruch, że nawet nie muszę o tym myśleć - "samo się" wrzuca do właściwego kosza. Ale poza domem?

Poza domem to zależy jak się trafi. Oczywiście, jeśli mam pod ręką właściwy kosz to wyrzucam tam gdzie trzeba, ale jeśli nie ma? Wtedy śmieci lądują w pierwszym z brzegu śmietniku, niestety. Szklane butelki po sokach, plastikowe butelki po wodzie, aluminiowe i papierowe opakowania - wszystko razem... Bo mi się nie chce... Powinnam się poprawić, prawda?

Czyli od dzisiaj jeśli w miejscu gdzie jestem nie ma pojemników do segregacji to śmieci-surowce wtórne będę zabierać ze sobą, do najbliższego odpowiedniego pojemnika. Nawet jeśli okaże się, że ten najbliższy jest u mnie pod domem.

************************************************************************

A poniżej przykład tego, co można zrobić z odpadów. Chyba najbardziej mi się podoba ta, co wygląda jak kłąb zielonych macek :-)

W Szczecinie rozstawiono 15 niekonwencjonalnych ławeczek z surowców wtórnych. Wykonała je szczecińska rzeźbiarka Monika Szpener.  Więcej tutaj.

niedziela, 29 czerwca 2008

Jest takie słynne pro-ekologiczne hasło REDUCE, REUSE, RECYCLE (w wolnym tłumaczeniu: "kupuj mniej, używaj ponownie, przetwarzaj"). Z tych trzech największy kłopot mam z pierwszym. Podobno też jest takie święto "Dzień bez Zakupów". Na samą myśl moje zakupoholiczne JA włącza dzwonek alarmowy, gdzieś z tyłu głowy słyszę "ale jak ci będzie smutno to co, nie będzie terapii zakupowej?" "ale jak ci będzie wesoło to co, nie uczcimy tego jakoś?" "ale jak będzie super-wyprzedaż, minus 1000%, to co, darujemy sobie?"

Tak, mała. Trzy razy wielkie TAK. Jeden dzień w tygodniu bez łażenia po sklepach i robienia zakupów - dasz radę. A zresztą napisane - zaklepane. Teraz już musisz :-)

No i obraziło się i poszło, moje zakupoholiczne JA, gmerać w dopiero co zakupionych koszyczkach (czterech, bo była wyprzedaż; teraz chodzi i myśli po co jej one...). Przynajmniej są ekologiczne - z wikliny i lnu, chociaż tyle :-)

Ze względów logistycznych najbardziej na ten dzień pasuje mi niedziela. A więc od dzisiaj 'Dzień bez Zakupów" obchodzimy 52 razy do roku, obie ;-) 

************************************************************************

Rzadko mi z tymi panami po drodze, ale tutaj akurat się zgadzamy :-)

"Solidarność" rozpoczęła walkę o całkowity zakaz handlu w niedzielę. Więcej tutaj.

21:34, isia2711 , dom
Link Komentarze (3) »

28 czerwca 2008, sobota

W sobote się popisałam ;-( Pamiętacie, kilka dni temu zaczęłam koci żwirek spuszczać w toalecie - no i świetnie się to sprawdza, naprawdę. Pod warunkiem, że się do sedesu nie wrzuci za jednym zamachem całej zawartości dużej, głebokiej, "dwuosobowej" kuwety! To nie może się udać! Nie próbujcie robić tego w domu!!!

Rany, gdzie ja miałam rozum? Pół godziny przepychania rury, kilkanaście spłukań oraz szorowanie i dezynfekcja sedesu... rozrywka w sam raz na sobotnie popoludnie, dobrze chociaż, że nie miałam gości ;-(

************************************************************************

Pocieszyłam się świeżo odebraną paczką ze sklepu Floreo - nie mówiłam nigdzie, że rzucę zakupoholizm, będzie to na razie zakupoholizm bardziej ekologiczny ;-) W sklepie obsługa sympatyczna, ceny niewygórowane (porównałam z kilkoma innymi) i dostawa też w rozsądnym czasie. Będę opisywać nabytki w miarę testowania. Na pierwszy ogień zaś poszedł krem do rąk. Godny następca tego z "uciętym końcem" :-) Jest na bazie masła shea i oleju migdałowego, więc trochę się obawiałam, że będzie bardzo gęsty i ciężkowchłanialny - ale nie, wsiąka szybko i dokładnie. Ma bardzo delikatny, przyjemny zapach, a skóra jest gładka i miękka. Jednym słowem - mniamniuśny ;-) Do tego jest wegański, a większość składników roślinnych pochodzi z certyfikowanych upraw ekologicznych - więc mniamniuśny do kwadratu. Od dzisiaj zatem będzie mi wszędzie towarzyszył i dopieszczał swoim eko- moje paluszki :-) TYm bardziej, że istnieje też mini wersja 30 ml, idealna do torebki.

piątek, 27 czerwca 2008

Jak wracałam do domu to złapała mnie ulewa, więc postanowiłam sobie darować dzisiejszy prysznic E nie, to tylko taki mały przedweekendowy żarcik. Dzisiaj będzie o czymś innym :-)

Moje domowe klapki zakończyły swój żywot ostatecznie - pękł jeden z pasków i nic już nie trzyma stopy, więc wylądowały w śmieciach. Ale ze względu na lekcje tańca nie miałam czasu iść na zakupy. I wtedy przyszło mi do głowy pytanie - a czy ja przypadkiem nie mam innych odpowiednich butów? Alez mam!* Bardzo wygodne pistacjowozielone letnie klapeczki sprzed dwóch sezonów. Nie noszę ich już, bo kolorystycznie dobrany kapelusz rok temu zostawiłam w samolocie, a letnie spodnie zalałam kawą. I na tym się skończyła lista ciuchów, z którymi klapki owe się komponowały (wiem, miałam lekkie zaćmienie umysłowe jak je kupowałam). Zatem przeżyją teraz drugą młodość jako kapcie domowe, a ja zanim coś kupię będę myślała czy by nie wykorzystać tego co już mam.

*w tym miejscu przydaje się bycie chomikiem i awersja do wyrzucania 'przydasiów'

************************************************************************

I cytat z "Waldena" Thoreau, który akurat wczoraj wpadł mi w oko:

"Człowiek jest bogaty proporcjonalnie do liczby rzeczy, bez których potrafi się obyć."

Daje nadzieję. Jeśli nie będę szczęśliwa, to przynajmniej będę bogata ;-)

czwartek, 26 czerwca 2008

Wlasnie sie przylapalam na czyms absurdalnym. W ogole pisanie tego bloga otwiera mi oczy i zupelnie zmienia percepcje, wiedzialam ze to moze sie zdarzyc, ale nie myslalam, ze az tak...

Meritum - za oknem trzydziesci stopni, w pracy pomimo nekania administracji budynku nadal nie dziala klimatyzacja, pot sie z czlowieka leje, pic sie chce. Co robie? Ide do kuchni, zaparzam wiaderko herbaty malinowej i ... czekam az ostygnie. A przeciez moge sie napic po prostu wody z sokiem i nie czekac na wystygniecie, oszczedzajac energie. Ale tak dziala automatyzm i rutyna zimowych miesiecy :-(

O poranku dostalam maila od P., zupelnie o czyms innym, w calkiem innej sprawie:

"czytam znow to opracowanie Castanedy, wyjatek taki odnosnie oszczedzania energii:
energie pochlaniaja nam zwykle przyzwyczajenia, rytualy, nalogi, w ktorych tkwimy. Oderwanie sie od nich, zmiana warunkow, pozwala uzyskac zasob wolnej energii, ktora mozna wykorzystac tworczo"

Czyz nie pasuje zadziwiajaco? :-)

Zatem odstawiam rutyne, zmieniam przyzwyczajenia i odzyskuje energie. Na razie z herbaty, ale kto wie ;-)

************************************************************************

Wczorajsze stracie zostalo po krotkiej szamotaninie (myslowej) wygrane przez 'Ekologiczne kruche ciasteczka z kawalkami czekolady' oraz wloskie patyczki chlebowe grissini, ktore zostaly kupione w zastepstwie krakersow. Polowa ciasteczek zniknela podczas stania w kolejce do kasy. Chyba sa dobre, ale musze jeszcze pare zjesc zeby sie smaku doszukac ;-)

17:17, isia2711 , praca
Link Komentarze (2) »
środa, 25 czerwca 2008

Zrobiłam dzisiaj małe zakupy w Tesco i przy kasie dostałam ulotkę z napisem 'TESCO Organic, Produkty ekologiczne'. Kilka lat temu, tuż po powrocie z Irlandii, zapytałam w TESCO, dlaczego nie ma w polskim sklepie warzyw z rolnictwa ekologicznego, a w irlandzkim są. Co prawda 2 razy droższe, ale za to pomidory o smaku pomidorów, ogórki o smaku ogórków i nawet truskawki o smaku truskawek się zdarzały ;-) Odpowiedź którą uzyskałam brzmiała: "Nie ma targetu". Co przekładając z marketingoidalnego na polski znaczy - nie ma wystarczająco wielu klientów, żeby opłacało się wprowadzić taki asortyment. Czyżby zatem ulotka była pierwsza jaskółką zwiastującą pojawienie się owego "targetu"?

Jeśli tak to postanowiłam dać do zrozumienia, że target (to znaczy ja) istnieje i ma się dobrze. Dać do zrozumienia w najbardziej dobitny sposób, czyli kupując produkty organic*, jeśli tylko jest taka możliwość.

Od czego by tu zacząć testowanie...? Myślę, że na pierwszy ogień pójdą "Ekologiczne ciasteczka orkiszowo-miodowe". A może jednak "Ekologiczne kruche ciasteczka z kawałkami czekolady"? Hmmm... lubię mieć takie dylematy ;-)

************************************************************************

* swoją drogą dość paskudne słowo w polskim kontekście, ale "produkt rolnictwa ekologicznego" też  nie bardzo brzmi

BTW Słownik angielsko-polski tłumaczy organic na organiczny, zaś słownik wyrazów obcych wyjaśnia, że organiczny to "należący do świata zwierząt i roślin". Zatem słownikowo to niemalże 100% naszego  pożywienia jest "organiczne", Nie, organic = organiczny odpada. Jakieś pomysły?

24 czerwca 2008, wtorek  

Znacie? no to posłuchajcie:

Dawno, dawno temu przychodzi niepozorny człowieczek do wielkiego koncernu kosmetycznego i mówi, że koniecznie musi się zobaczyć z najwyższym kierownictwem, bo ma bardzo ważną oferte biznesową. W sekretariacie go wyśmiali, ale tak bardzo nalegał, że umówili mu spotkanie z jednym z pomniejszych kierowników. Kierownik nic nie wskórał. Człowieczek nadal domagał się koniecznie najwyższego szczebla, gdyż jego oferta to super biznes i za pomocą dwóch magicznych słów, praktycznie żadnym nakładem kosztów, zwiększy zyski dwukrotnie. Zaintrygowało to samego prezesa firmy, stwierdził, że w najgorszym razie straci 10 minut dla wariata, a może będzie okazja do śmiechu. Wezwał więc nietypowego "biznesmena" i powiada:

  • To co to za ciekawa propozycja?
  • O, nie, nie! - mówi człowieczek - jesteście wielką firmą, więc na pewno usłyszycie mój pomysł, wykorzystacie go, a ja nic z tego nie będę miał. Tu jest kontrakt, na piśmie, że jeśli dzięki mnie wasz zysk wzrośnie to będę dostawał 50% prowizji od każdego dodatkowo sprzedanego produktu.
  • No cóż, co nam szkodzi podpisać, skoro i tak na pewno nie będziemy chcieli tego pomysłu wykorzystać - zadumał się prezes - Już podpisane. Mów więc.
  • Zobaczcie. To jest szampon produkcji waszej firmy. Jest na nim instrukcja 'nałożyć na włosy, spienić i spłukać'. Wystarczy dodać na końcu 'czynność powtórzyć'.

No i człowieczek w krótkim czasie został miliarderem ;-)

************************************************************************

Skąd mi się wzięło wspominanie starych dowcipów? Tak naprawdę nikt nie wie dlaczego na butelkach z szamponem jest napisane 'czynność powtórzyć'. Nie ma takich napisów na mydle, ani na żelu pod prysznic, ani na płynie do mycia naczyń... Dlaczego automatycznie używamy szamponu dwukrotnie, wie ktoś?

Zmiana dzisiejsza wiąże się z tym właśnie napisem. Ponieważ wieczory spędzam teraz na intensywnym tańcu po jednym dniu nie są już wystarczająco świeże, żeby iść tak do pracy. Dlatego muszę je myć codziennie, chociaż tak naprawdę nie są brudne. Na zwiększone zużycie wody nic nie poradzę, ale przynajmniej rozpuszczę w niej mniej detergentów. "Czynność powtórzyć"? Nie, dziękuję :-)

************************************************************************

A tu filmik zachęcający - jak potrenuję jeszcze z 10 lat to tak właśnie będę tańczyć ;-)

poniedziałek, 23 czerwca 2008

Pierwsza wpadka zaliczona ;-( Mialam zabierac ze soba wode w wielorazowej butelce, ale w euforii pierwszej wymarzonej lekcji w szkole flamenco - zapomnialam. I majac przed soba perspektywe dwoch godzin tanca w trzydziestostopniowym upale po prostu musialam kupic zapas wody.

Ale rozni madrzy ludzie mowia, zeby wpadkami sie nie przejmowac  - a juz na pewno nie tracic przez to motywacji. Staram sie wiec nie tracic. Bardzo sie staram. Juz nawet przygotowalam sobie butelke na jutro. Aha, i przeciez po schodach chodze, dzielna jestem :-)

A przy okazji w szkole na koszu na smieci byl zabawny napis o tym, zeby zgniatac puszki i butelki po napojach przed wyrzuceniem, bo nie dosc, ze zmniejsza sie objetosc smieci to mozna wyladowac nagromadzona frustracje w bezpieczny dla postronnych sposob. Cos czuje, ze zajecia dla poczatkujacych beda we mnie gromadzily duzo frustracji ;-) Dlatego od dzisiaj gniote smieci i zmniejszam ich objetosc. Olé! ;-)

niedziela, 22 czerwca 2008

Okrągły dziesiąty wpis (może powinnam to jakoś uczcić? ;-) ) będzie o małych wrednych tubeczkach z kosmetykami. Producenci muszą mieć w tym jakiś cel, że nigdy nie daje się wycisnąć kremu do końca. Choćby się człowiek męczył i pocił jak Pudzian, zawsze na dnie coś zostaje - jest to szczególnie złośliwe, gdy tubka jest półprzezroczysta i wszystko widać.  Wrrrr!

Właśnie tak stało się dzisiaj z moim ulubionym kremem do rąk Yves Rocher z arniką. Nic a nic się już  nie dawało wycisnąć, a nie mam drugiego w zapasie, więc ucięłam mu koniec. I co się okazało? Że przy wylocie tubki jest jeszcze ilość kremu spokojnie wystarczająca na tydzień smarowania. Na pewno złośliwie to robią!

Od dzisiaj więc każda zużyta tubka zostanie przecięta! Niech odda wszystko, do ostatniej kropelki :-)

21 czerwca 2008, sobota

Kilka wpisów wcześniej zamieniłam kupowanie gazet codziennych na wersję elektroniczną. Jednak nie zawsze ma to sens. Jeśli celem czytania nie jest pozyskanie informacji, ale oglądanie kolorowych obrazków w wannie z pianką, na przykład, internetowa wersja nie do końca spełnia swój cel ;-)

Na pewno ta metoda nie ucieszy wydawców prasy - ale dobrze jest wymieniać się czasopismami ze znajomymi. Mniej egzemplarzy w obiegu za to czytanych przez więcej osób = duża ulga dla środowiska, mniej papieru, farb i pracy maszyn drukarskich. A i finansowa oszczędność niemała :-)

Dlatego od dzisiaj postaram się, żeby każdy egzemplarz kupionego przeze mnie czasopisma przeczytało jeszcze kilka osób.

Właśnie dostałam od rodziny ostatni numer Reader's Digest z bardzo ciekawym artykułem na temat oszczędnej jazdy samochodem. Akurat chodziło tu o oszczędność w sensie wydatków na paliwo i konserwacje silnika, ale przy okazji oszczędza się zasoby naturalne - też dwa w jednym ;-)

************************************************************************

A zatem jak oszczędnie jeździć:

  • NAPOMPUJ - przy słabo napompowanych oponach silnik intensywniej pracuje
  • JEDŹ ŁAGODNIE - startuj i hamuj z wyczuciem
  • WYŁĄCZAJ - silnik, jeśli masz stać dłużej niż 3 minuty
  • NIE ZWIĘKSZAJ OBROTÓW - rajdowa jazda to marnowanie paliwa
  • NIE ROZGRZEWAJ SILNIKA - nie ma takiej potrzeby, jeśli prowadzisz łagodnie
  • OPRÓŻNIJ BAGAŻNIK - każdy zbędny kilogram dodatkowo obciąża silnik
  • ZAMKNIJ OKNA - niski poziom klimatyzacji lub lekko uchylone okna (dodatkowo zaoszczędzisz sobie anginy)
  • NIE PRZEKRACZAJ PRĘDKOŚCI
  • RĘCZNA SKRZYNIA BIEGÓW

(za Reader's Digest 06/2008)

20:43, isia2711 , dom
Link Komentarze (2) »
piątek, 20 czerwca 2008

Zwierządka moje, koty dwa, w pełni podzielają tę opinię Kaczki Katastrofy - dźwięk odkurzacza je irytuje, świeżo umyta podłoga zniesmacza, a zapach środków czystości wręcz brzydzi. Ale nie o tym chciałam.

Mając w domu zwierzęta niewychodzące trzeba im zapewnić możliwość załatwiania potrzeb fizjologicznych w taki sposób, żeby jednocześnie ludzkich współmieszkańców nie ogarnęło obrzydzenie i niesmak. Dlatego sprytni ludzie wynaleźli żwirki do kuwety i niech im dobry los w zdrowych kotach wynagrodzi :-)

Przez kilka lat używaliśmy żwirku bentonitowego, który po wykorzystaniu lądował w foliowym woreczku, a następnie w koszu na śmieci, z którego był zabierany na wysypisko przez odpowiednie służby.

Potem, za sprawą małego głupiego kotka, który uznał mineralny żwirek za doskonałe uzupełnienie diety, zmieniliśmy żwirek na tzw. "drewniany". Produkowany z włókien roślinnych, w 100% biodegradowalny - po prostu sam miód na ekologiczne serca. I ten również po wykorzystaniu ląduje w foliowym woreczku, a następnie w koszu na śmieci, z którego jest zabierany na wysypisko. Dlaczego owijamy go w folię, skoro na opakowaniu jest napisane, że spokojnie może być użyty na kompost albo spuszczony w toalecie? Dlaczego bez sensu zużywamy 3 foliówki tygodniowo???

Zatem dosyć tego. Dzisiejsza porcja żwirku pięknie i bez śladu spłynęła w kanalizacji i tej metody będziemy się teraz trzymać :-)

Sponsorem odcinka była literka C jak Cat's Best Eco Plus ;-)

Przy okazji polecam gorąco sklep Animalia. Świetna obsługa i bardzo bogaty asortyment. Wydaliśmy tam już ponad tysiąc złotych, a koty twierdzą, że to jeszcze nie koniec ;-)

19 czerwca 2008, czwartek 

Wczoraj nie bylo wpisu, bo troszke zabalowalam i po powrocie do domu padlam, ale przyszedl mi do glowy kolejny pomysl (jak jeszcze bylam w stanie myslec ;-) ) - jedzenie poza domem.

Idziemy do restauracji. Porcje sa standaryzowane, zas apetyt nie. Zatem zjadamy i przystawke, i zupe, i... drugie danie sie cale nie zmiescilo. Zostalo 3/4 ziemniakow, na przyklad. Obsluga sprzata talerze, a pyszne mlode ziemniaczki laduja gdzie? w smieciach, a jakze! No chyba ze by mieli jakas umowe z rolnikiem na odbior zlewek kuchennych, ale to chyba epoki mi sie pomylily ;-)

A przeciez na 'dzien po' kefir plus odsmazane kartofelki to jest to co tygrysy lubia najbardziej, nieprawdaz? Zwlaszcza, ze gotowac sie nieeeee chceeee... ;-)

Zatem w celu zmniejszenia marnotrawstwa od dzisiaj grzecznie prosze o spakowanie resztek na wynos - jesli nie ja to moze pies sasiadow zje, ale dobrego jedzenia wyrzucac nie bede.

 

środa, 18 czerwca 2008

Czytajac dzisiaj lodzka wyborcza trafilam na informacje:

"Do łódzkich domów w przyszłym roku ma trafiać czystsza i smaczniejsza woda. We wtorek podpisano umowy na modernizację sieci i przepompowni, przez które woda trafia do miasta. (...) Jakie korzyści z tak wielkiej inwestycji będą mieć łodzianie? - Będzie superwoda, dobrze dostarczana - mówi Włodzimierz Tomaszewski, wiceprezydent Łodzi. - Już teraz można pić wodę prosto z kranu. Dzięki tej inwestycji będzie ona jeszcze smaczniejsza."  (wiecej na: http://miasta.gazeta.pl/lodz/1,35136,5322731,Woda_w_kranach_bedzie_czystsza.html)

No i milusio, poczekamy-zobaczymy, moze kiedys w kazdym domu w miescie bedzie mozna pic kranowke. Ale tymczasem nie zdecydowalabym sie na picie wody prosto z kranu. He, he, i chcialabym zobaczyc jak wiceprezydent to robi ;-) Chociaz i tak nasza woda jest o niebo smaczniejsza niz w Warszawie, przynajmniej nadaje sie do parzenia herbaty i po kapieli nie zamienia skory w tarke.

Pozostane tymczasem przy wodzie butelkowanej, ale bede nosic ze soba butelke wielorazowego uzytku, zeby nie generowac dodatkowej sterty plastikowych odpadow.

************************************************************************

A sprawozdanie z poprzednio wprowadzonych zmian:

  • dzielnie chodze po schodach, od tygodnia ani razu nie jechalam winda (dodatkowe plusy - niedlugo wyrobie sobie niezla kondycje i miesnie lydek ;-) )
  • gazety czytam w internecie
  • wyslalam juz zgode na e-rachunki za telefon, natomiast kablowka odpisala, ze nie moge zrezygnowac z papierkow :-(
  • najtrudniejsze jest niewlaczanie komputera przez pierwsza godzine po powrocie do domu, ale pracuje nad tym -  moze jestem uzalezniona i mam syndrom odstawienia? ;-)
wtorek, 17 czerwca 2008

rachunki

Przyszedl wlasnie rachunek za telefon z Tepsy - 5 kartek formatu A4, w kopercie z makulatury (pozytyw!) i z listem zachecajacym do przejscia na rachunki elektroniczne otrzymywane mailem. To jest  swietna mysl na dzisiejsza zmiane! :-)

Juz wypelniam formularz rachunkow elektronicznych, jutro wysle i postaram sie sprawdzic czy inni dostawcy mediow rowniez zgodza sie zrezygnowac z papierowych faktur. Troche tego jest, wiec moze uda sie uratowac kolejne drzewko, nawet malutkie ;-)

[obrazek stąd]

20:44, isia2711 , dom
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2