Ekologiczne życie na co dzień. 365 zielonych zmian na 365 dni w roku, czyli małe kroki we właściwym kierunku. Przez rok, każdego dnia, zamierzam wprowadzać w swoje miejskie życie jedną pro-ekologiczną zmianę. Zmiana raz wprowadzona będzie kontynuowana aż do końca roku. A dalej? Się zobaczy. Zaczęłam w czerwcu 2008, trzynastego w piątek, na szczęście, więc trzymajcie kciuki.
| < Listopad 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    

Liczniki bez rejestracji

zakupy

sobota, 17 stycznia 2009

Burak jest dobry. Burak jest swojski. Burak jest pyszny. Burak jest zdrowy. Tylko niech go ktoś weźmie i obierze! Czy ja już gdzieś wspominałam, że jestem leniwa? ;-)

A więc przyznaję się, jestem. Bardzo lubię sałatkę z buraków, ale jak pomyślę, że miałabym tę czerwoną zarazę obierać to mi się całkiem odechciewa. Dlatego mam sposób - kupuję na stoisku garmażeryjnym porcję najprostszej buraczanej sałatki (grubo starte buraki, sól, pieprz, oliwa), a później traktuję ją jako półprodukt. Doprawiam, dosmaczam, wzbogacam pleśniowym serem, kiszonym ogórkiem czy orzechami włoskimi. Sama przyjemność komponowania bez wysiłku obierania ;-)

Dzisiaj gdy kupowałam kolejną porcję smakołyku (małą, bo w poniedziałek znowu wyjeżdżam) okazało się, że małe pudełeczka "wyszły" i pani może mi zapakować w duże. OK, no problem. Ale widok odrobiny sałatki na dnie wielkiego pudełka natchnął mnie myślą - a co by było gdybym przyniosła własne opakowanie?

Po konsultacji z panią kierowniczką sklepu okazało się, że można, jak najbardziej. Postępowanie dziwaczne i niezrozumiałe, ale do zaakceptowania ;-)

Od dzisiaj więc oprócz wielorazowych siatek będę zabierała na zakupy wielorazowe pudełko na sałatkę :-)

[apetyczne zdjęcie stąd]

23:30, isia2711 , zakupy
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 05 stycznia 2009

 

3 stycznia 2009, sobota

Zima - sezon wzmożonego smarkania. Skończyły się i trzeba dokupić. Połaziłam po osiedlowych sklepikach w poszukiwaniu opcji najbardziej eko.

Żadnych tam wydumanych makulaturowych-organicznych, oczywiście, nie było. Ale oprócz produktu liczy się też opakowanie. A raczej brak opakowania. Lub jak najmniej opakowania w przeliczeniu na jednostkę towaru. A jeśli już opakowanie to z surowców nadających się do przetworzenia.

Chusteczki higieniczne. Uniwersalne dwuwarstwowe. 130 sztuk. Luzem w kartonowym pudełku. Li i jedynie. Sukces.

[a stąd pochodzi piękne dekupażowane pudełko na chusteczki, czyli chustecznik] 

23:52, isia2711 , zakupy
Link Komentarze (4) »
piątek, 26 grudnia 2008

25 grudnia 2008, czwartek

Czas przesilenia zimowego to ważny okres w wielu religiach. Jak żaden inny zdaje się symbolizować zwycięstwo dobra nad złem, światłości nad mrocznymi mocami, życia nad umieraniem. Magiczny czas :-)

Dla mnie jest też czasem odkrywania wewnętrznego dziecka, które nieodmiennie znajduje radość w rytuałach, powtarzalności zdarzeń, rodzinnej tradycji. Które z roziskrzonymi oczami czeka na pierwszą gwiazdkę i nowe zabawki. Nawet jeśli same "zabawki" już są bardzo dorosłe :-)

Ale mam w rodzinie również prawdziwe dzieci, czekające na prawdziwe, dziecinne zabawki. Dla nich postanowiłam od dzisiaj wybierać tylko polskie wyroby, z niskim "toy miles" ;-)

Na przykład w łódzkim Muzeum Kinematografii są do kupienia licencjonowane krajowe misie Uszatki (piżamkowce już się skończyły, ale są jeszcze misie w dresiku). Taki Uszatek to prawdziwy fighter po jasnej stronie mocy ;-)

[urocze zdjęcie bohatera w piżamce stąd]

00:24, isia2711 , zakupy
Link Komentarze (2) »
niedziela, 09 listopada 2008

8 listopada 2008, sobota 

Rozpoczął się przyjemny i długi weekend. To też ekologia życia codziennego - równowaga pomiędzy pracą i zabawą :-)

W ten weekend dużo przyjemności: spotkania z najbliższymi, pyszne jedzenie, spacery, wystawa kotówwystawa storczyków. Coś miłego dla ciała i coś miłego dla ducha :-)

Żeby nie było tak całkiem słodko i milusio zabrałam się w końcu za obiecany już dawno remanent w szafach ubraniowych. Ciężka robota. Idzie mi jak po grudzie, więc jestem dopiero w połowie drugiej części szafy... Po przewaleniu całej sterty ciuchów, przygotowaniu paczki do kontenera PCK i drugiej paczki do wystawienia za jakiś czas na Allegro na mojej liście "można kupić, bo potrzebne" znajdują się:

  • proste dżinsy o klasycznym kroju
  • granatowy sweter zapinany na guziki

I to wszystko, więcej nic. O rany, jaka krótka ta lista! O rany, a jaka nudna! ;-(

Postanowiłam upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu: urozmaicić mało porywające zakupy i zaliczyć kolejną zmianę. Następne dżinsy, które kupię będą z organicznej bawełny. Za wikipedią:

 Bawełna organiczna jest uzyskiwana z upraw nie stosujących pestycydów i dodatków chemicznych do nawozów, w oparciu o metody bardziej przyjazne ekologicznie. Używa się jej do wytwarzania ekskluzywnych produktów – od chusteczek po kimona. Istnieją różne poziomy certyfikatów dla bawełny organicznej, minimalnym wymogiem jest uprawa roślin na glebie wolnej od chemikaliów od co najmniej trzech lat.

Brzmi zielono, prawda? :-)

[zdjęcie stąd]

20:39, isia2711 , zakupy
Link Komentarze (5) »
środa, 08 października 2008

biust 

Dzisiaj będzie wpis dziewczyński :-)

Już pewnie każda blogoczytaczka i forumka zetknęła się z Biuściastym Lobby i Stanikomanią. Wielka akcja uświadamiania kobiet, że alfabet nie kończy się na D trwa. Nie jest to łatwa lekcja do przyswojenia, po latach indoktrynacji, że rozmiary to są A, B, C, duże C i bardzo duże C, a jak sie nie mieścisz to zamiast 75 weż 85 :-(

Kiedy już dobrze poinformowany człowiek z biustem, zwany kobietą, uświadomi sobie, że to co widzi w lustrze to nie jest "bardzo duże Ce". Przejdzie fazę euforii "ojej, to biustonosz może być wygodny!" Przejdzie fazę depresji "ja nie mam co na siebie włożyć". Wyrusza na łowy zakupowe.

I zderza się ze ścianą. Ściana nazywa się - angielskie rozmiary są takie, francuskie rozmiary są inne, polskie rozmiary są jeszcze inne, a każdy producent i tak robi po swojemu... Wiadomo, trzeba przymierzyć i się upewnić. I wtedy następuje zderzenie ze ścianą numer 2. O tym co mają do powiedzenia sklepikarki na nieśmiałe pytanie o biustonosz w rozmiarze 65G (całkiem niewielki) można poczytać tutaj.

Zostają więc sklepy internetowe. I chociaż można przymierzyć i odesłać/wymienić niepasujące - to jednak ciągłe odsyłanie jest męczące i nieprzyjemne. I do tego nieekologiczne (papier na kolejną przesyłkę, tranport z daleka).

Chwała zatem dzielnym lobbystkom i pogromczyniom niedouczonych ekspedientek, że dzięki ich wysiłkom i niustannemu mękoleniu coraz więcej jest stacjonarnych sklepów, gdzie można swoje obfitości wygodnie przyodziać i naprzymierzać się do woli :-)

Podobno już nawet polscy producenci wiedzą, że kobieta z trzydziestoma centymetrami rożnicy pomiędzy obwodem w biuście i pod nim to nie jest jakieś monstrum, które powinno zainwestować w minimizer albo upchnąć połowę objętości pod pachami ;-)

Dlatego zaopatrzona w standardowe wygodne Tango II Panache, w rozmiarze absurdalnym i nieistniejącym ;-), wyruszyłam na poszukiwanie polskich odpowiedników. A jeszcze lepiej - łódzkich odpowiedników. I proszę bardzo:

  • COMEXIM
  • MILENA

Zaczęłam w kolejności alfabetycznej. Pani z Comeximu była przemiła i pomocna. Zamówiłam sobie cudną koszulkę z modelowanymi miseczkami - szytą na wymiar! w cenie standardowej!!! Do tego pani powiedziała, że każdy model jaki będzie mi pasował uszyją z dowolnej, dostępnej u nich koronki!!!!! (normalnie wykrzykniki mi się skończyły ;-) ).

Jak ja mam na miejscu taki full wypas to od dzisiaj przestawiam się na wspieranie lokalnych producentów. Będę kupować bieliznę szytą wyłącznie w Łodzi. Oby więcej takich przyjemnych zmian, życie jest piekne!* :-)

*A zaboli dopiero na wiosnę, w sezonie wyprzedazy ;-/ ale co ja sie bede martwic na zapas.

[fotka ze strony firmowej Mileny, doskonale pokazująca jak nie powinien leżeć biustonosz]

23:13, isia2711 , zakupy
Link Komentarze (7) »
sobota, 13 września 2008

Prezenty

Urodziny S. Zwlekłam się z łóżka jak zwykle z trudem, chociaż w sumie nie powinnam być niewyspana. Po zażyciu wczorajszego wieczora jakiegoś musującego przeciwprzeziębieniowego świństwa przespałam jednym ciągiem prawie 12 godzin. Ale jakże bym mogła opuścić taką imprezę :-) 

Zwłaszcza, że miałam już dla niej przygotowany fajny prezent. Z organicznymi wyciągami roślinnymi, nietestowany na zwierzętach żel pod prysznic w jej ulubionym malinowym zapachu (a ten pachnie naprawdę obłędnie!). Do tego puchata rękawica kąpielowa, która oprócz przyjemności sprawia, że żelu zużywa się mniej i oszczędniej, w jej ulubionym pomarańczowym kolorze. A wszystko zapakowane w eleganckie papierowe pudełko, nadające się zarówno do powtórnego użycia, jak i recyclingu. Eko-ekstrema ;-)

Rozpoczyna się sezon imprezowo-urodzinowy. Jakimś dziwnym trafem prawie wszyscy moi krewni i przyjaciele mają prezentowe okazje w ostatnich miesiącach roku. Zwykle zaczynam kompletowanie paczek, również gwiazdkowych, pod koniec sierpnia, żeby ze wszystkim zdążyć i nie zbankrutować ;-) Nie wiem czy uda mi się dotrzymać tak wysoko ustawionych zielonych standardów przy obdarowywaniu innych, ale mam zamiar zrobić wszystko co w mojej mocy, żeby każdy dostał coś eko-fajnego :-)

************************************************************************

Przy okazji zanurkowałam w jej kolekcję filmów bollywoodzkich i pożyczyłam stertę DVD. Będę się grzać w indyjskim słońcu w chłodne jesienne wieczory :-)

Ciekawe czy zaoszczędzę na ogrzewaniu? ;-)

22:34, isia2711 , zakupy
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 28 sierpnia 2008

farbkiMoja Mama po osiagnieciu wieku emerytalnego po pierwsze urzadzila impreze urodzinowa, po drugie wreszcie sie wyspala, bo mogla spac do jedenastej*, nastepnie wysprzatala caly dom od gory do dolu, odpoczela, posprzatala jeszcze raz. I nagle stwierdzila, ze ile mozna sprzatac, i odkryla w sobie dusze artystki :-)

Najwidoczniej tlumiona latami kreatywnosc zdecydowala sie nagle wybuchnac dziesiatkami produkcji. A ze zawsze nature miala hojna i gest szeroki, wiec wszystkich dookola obdarowuje efektami swojej tworczosci, takimi jak:

  • wyklejanki z suszonych lisci
  • teczowo kolorowe wloczkowe papucki
  • ludziki z kasztanow
  • wielkanocne kaczuszki z masy solnej
  • laleczki-pacynki ze starych skarpetek

I tak dalej, i tym podobnie. Okoliczne dzieci ja uwielbiaja :-)

Nieopatrznie obdarowana zestawem farbek do ceramiki ozdobila cala domowa zastawe kwiatkami, a jak talerze i kubeczki sie skonczyly to wymalowala wszystkie dostepne przedmioty o wystarczajaco gladkiej powierzchni. Mamy kilkanascie kwiecistych sloikow do przechowywania roznych roznosci! :-)

Jej ostatnie hobby to dekoracje z masy solnej i roznych nasionek. Dostal mi sie wisiorek-slonecznik: solne ciasteczko plus pestka z brzoskwini w srodku plus osiem pestek ze sliwek dookola. Brzmi moze troche dziwnie, ale jest naprawde ladny :-) Przy okazji poskarzyla sie, ze nie ma juz farb do kolorowania kolejnych prac i obiecalam cos kupic. Farbki, kredki, plasteline - cale wyposazenie dla mojego "przedszkolaka" ;-D

W sklepach jest tego zatrzesienie. No coz, szczyt sezonu przygotowan na pierwszy dzien w szkole. Mozna przebierac i wybierac. Oczywiscie, pod warunkiem stoczenia zwycieskiej walki o dostep do polek z tabunem rodzicow prawdziwych przedzkolakow ;-) Kiedys Mama kupowala dla mnie kredki Bambino, przyszedl wiec czas na rewanz ;-)

I tu powstala kolejna szansa na ekologiczna zmiane. Materialy plastyczne dostepne w naszych sklepach sa rozne. Najczesciej, glownie ze wzgledu na najnizsza cene, ludzie wybieraja te "made in China". Poza cena charakteryzujace sie jaskrawymi kolorami i zadziwiajaca dominacja plastiku. Zatem moje zakupy beda polegaly na wyborze najbardziej ekologicznej alternatywy: kredki raczej drewniane niz plastikowe, zapakowane w kartonowe pudelko zamiast w foliowke, najchetniej z zastosowaniem surowcow pochodzacych z recyclingu i wyprodukowane w Polsce (niskie koszty transportu). Chetnie bym tez kupila bloki rysunkowe z papieru makulaturowego, widzial takie ktos?

*Jak widac na zalaczonym obrazku jestesmy zywym przykladem na poparcie tezy, ze bycie "sowa" lub "skowronkiem" jest genetycznie uwarunkowane ;-)

 [Zdjecie pozyczone stad]

17:27, isia2711 , zakupy
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 sierpnia 2008

18 sierpnia 2008, poniedziałek

kocia miska

Dzisiaj wzięłam sobie dzień wolnego, żeby wreszcie odpocząć po tych całych wakacjach ;-) A tu jeszcze przed dziewiątą przeraźliwy dzwonek domofonu wyrwał mnie ze słodkich objęć Morfeusza, albo Posejdona, albo obu na raz (hmmm, czy tu aby jest napisane "dozwolone od lat 18"? ;-) )

Dzwoniło głośno, zdecydowanie i natarczywie. Z trudem sturlałam się z łóżka, a w głowie kołatała jedna myśl: "Jeśli znowu ktoś chce książeczkę opłat z administracji, tylko mu się, ojej przepraszam, guziczek pomylił, to będę lać wrzący olej z balkonu na głowy moich ciemiężycieli, a potem zatańczę na ich grobach". Ale jednak nie. Ich szczęście.

To mój wybawca - pan kurier z przesyłką. Dzielny ten człowiek wtargał prawie 50 (słownie: czterdzieści osiem) kilogramów kociego żarcia (oraz innych kocich gadżetów) na trzecie piętro. Niech mu wszyscy bogowie w sprawnych mięśniach wynagrodzą, że nie ja musiałam to wnosić ;-)

Myślicie, że 50 kilo to dużo? Nie tak bardzo, jeśli podzielić na pięć kocio-osób. Nie, nie, skądże znowu. Na szczęście nie nastąpiło cudowne rozmnożenie mojej żarłocznej parki pod moją nieobecność ;-) Po prostu przyszło mi do głowy przy składaniu zamówienia, żeby znajomym kociarzom zaproponować dołączenie się do zakupów (skoro i tak miałam bezpłatną przesyłkę). A teraz tak sobie myślę, że to bardzo dobre pro-ekologiczne działanie - zamiast trzech paczek w różnym czasie i w różne miejsca przyjechały wszystkie razem. Mniejsze koszty transportu i tylko jedna faktura, zamiast trzech.

Dlatego od dzisiaj będę zawsze informować znajomych o swoich planach zakupowych - może wszystkie paczki będą wieloosobowe? :-)

[Zabawny obrazek stąd]

23:24, isia2711 , zakupy
Link Komentarze (1) »
sobota, 09 sierpnia 2008

Wpadłam na pomysł, że wyjadę dzień wcześniej niż planowałam i spędzę go zwiedzając Koszalin. Ponieważ jest to jeden dodatkowy nocleg i nie wiem jeszcze gdzie mnie los rzuci, będę najprawdopodobniej potrzebowała śpiwora. Tylko, że ja jestem kotek kanapowy, francuski piesek i najleniwszy z leniwców* - cały zwierzyniec w jednym ;-) Mój ideał wakacji to raczej pięciogwiazdkowy all-inclusive w centrum Nowego Jorku i zwiedzanie MOMA niż spanie w namiocie i spływ kajakowy na Mazurach, więc ustrojstwa zwanego śpiworem po prostu nie posiadam. Czy powinnam sobie kupić?

To zależy. Jeśli planuję totalną zmianę osobowości i nagłe odkrycie uroków kajakowania, to jak najbardziej. Ale tymczasem byłby to zakup bez sensu. Po co mieć w domu coś, czego od biedy użyje się raz do roku? To marnotrawienie zasobów! Takie coś można po prostu pożyczyć :-)

Nie wiem czy są u nas wypożyczalnie śpiworów, ale jak zwykle poszłam po najmniejszej linii oporu (patrz *). Zakrzyknęłam: "Dobrzy ludzie, pomóżcie, pożyczcie śpiwór!" i dobrzy ludzie pomogli. Czego i Wam życzę :-)

Skoro raz się udało to zamierzam kontynuować ten proceder. Jeśli będę potrzebowała czegoś tylko na jednorazowe użycie, to postaram się znaleźć kogoś kto już to ma i mógłby pożyczyć, zanim kupię swój własny egzemplarz. I oczywiście ja też będę "dobrym ludziem" dla innych. Mam wiertarkę i odkurzacz piorący dywany - ktoś potrzebuje? :-)

************************************************************************

M. pochodzi z rodziny, w ktorej mama ma samochód, tata ma samochód, babcia ma samochód, dziadek ma samochód, samochód jest najlepszym usypiaczem i samochód jest najukochańszą zabawką. W małym łebku zajarzyła jakaś niespójność rzeczywistości i dzisiaj padło kluczowe pytanie:

  • Ciociu, a czym ty jeździsz?
  • Tramwajem.

Nastąpiła chwila poważnego namysłu.

  • A dlaczego?
  • Bo jest fajny.

Taka odpowiedź na razie zaspokoiła ciekawość trzylatka, ale następnym razem muszę się lepiej postarać ;-) 

19:53, isia2711 , zakupy
Link Komentarze (3) »