Ekologiczne życie na co dzień. 365 zielonych zmian na 365 dni w roku, czyli małe kroki we właściwym kierunku. Przez rok, każdego dnia, zamierzam wprowadzać w swoje miejskie życie jedną pro-ekologiczną zmianę. Zmiana raz wprowadzona będzie kontynuowana aż do końca roku. A dalej? Się zobaczy. Zaczęłam w czerwcu 2008, trzynastego w piątek, na szczęście, więc trzymajcie kciuki.
| < Czerwiec 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  

Liczniki bez rejestracji

inne

wtorek, 30 sierpnia 2011

Dużo czasu minęło od kiedy ostatnio pisałam, tego realnego czasu. A w internecie to już w ogóle jak inna epoka, prehistoria z czasów mamutów (wiecie, że wtedy w Polsce nie było Facebooka?!) ;-)

Podobno nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, rzeka jest już inna. Ale ja też już jestem inna. Jak czytam te poprzednie wpisy to mam ochotę tej sobie młodszej powiedzieć: "Kochanie, zapracowanie się na śmierć to nie jest dobry sposób na popełnienie samobójstwa, naprawdę".  Dobre zarządzanie własną energią to też wymóg ekologicznego życia. A może nawet jego podstawa?

Tak to teraz rozumiem i postanawiam od dzisiaj żyć w pełni ekologicznie - dbać o zrównoważony rozwój siebie, dodatni bilans energetyczny. Pamiętać co jest dla mnie ważne i co ten blog pomaga mi wyrazić.

Po całym szaleństwie ostatnich trzech lat jeszcze żyję. Ziemia to fajne miejsce i zamierzam tu jeszcze trochę pobyć. Nadal myślę, że warto w międzyczasie zrobić też coś dobrego, dla siebie i innych. A Wy, przyjaciele-czytelnicy, żyjecie jeszcze?

[zdjęcie słońca wschodzącego nad rzeką stąd]

11:10, isia2711 , inne
Link Komentarze (3) »
środa, 14 stycznia 2009
13 stycznia 2009, wtorek
20:25, isia2711 , inne
Link Dodaj komentarz »
12 stycznia 2009, poniedziałek
20:24, isia2711 , inne
Link Dodaj komentarz »
11 stycznia 2009, niedziela
20:24, isia2711 , inne
Link Dodaj komentarz »
10 stycznia 2009,sobota
20:23, isia2711 , inne
Link Dodaj komentarz »
sobota, 10 stycznia 2009

8 stycznia 2009, czwartek

Koniec roku to okres świątecznych imprez firmowych. Różnych tam takich zakrapianych "śledzików" i innych korporacyjnych pseudo-wigilii. W końcu trzeba wykorzystać resztki funduszu socjalnego, żeby nie przepadł ;-)

U mnie było dzisiaj spotkanie noworoczne. Z nieodzownym zestawem motywujących przemówień plus wyżerka i wódka gratis. Niektórzy zachowywali się jakby od tygodnia nic w ustach nie mieli albo jakby ich właśnie wypuścili z odwyku po nieudanej terapii anty-alkoholowej. A później efekty są takie, jakie miałam okazję zaobserwować - większość imprezy spędza się w czułych objęciach klozetu... ;-/

Jaki jest sens spożycia takiej ilości alkoholu, żeby wkrótce potem wszystko zwrócić? Ani to przyjemne, ani ekologiczne. Jedzenia szkoda. A wódki szkoda, tym bardziej ;-)

Nie powiem, też mi się zdarzyło parę razy. Ale od teraz już się będę miarkować :-)

[kotek "z twarzą wtuloną w kotlet schabowy" stąd

22:26, isia2711 , inne
Link Komentarze (2) »
wtorek, 06 stycznia 2009

Zmieniłam już szampon na bardziej ekologiczny i używam go mniej. Zmieniłam odżywkę na bardziej przyjazną dla środowiska. Co jeszcze mogę zrobić? Zmienić włosy ;-)

Z zielonego punktu widzenia im krótsze tym lepsze. Mniej produktów pielęgnacyjnych, mniej wody do mycia i płukania. Ale nie zamierzam ostrzyc się na jeżyka. I bez tego dzisiejsza zmiana będzie dla mnie drastyczna, bo nienawidzę chodzić do fryzjera.

Postanowiłam zredukować długość włosów o połowę, co wyniesie dokładnie 34 cm. Wielbicielki fryzurek stylizowanych na Sinnead O'Connor mogą się śmiać z mojego poświęcenia, ale ja naprawdę nie pamiętam kiedy ostatnio miałam takie krótkie...

Pójdę jutro. Opublikowanie zmiany przed jej dokonaniem jest po to, żebym już nie mogła się wycofać. Gdyby kolejny wpis się nie pojawił to będzie oznaczało, że zeszłam na zawał po zobaczeniu efektów ;-(

[zdjęcie stąd]

23:04, isia2711 , inne
Link Komentarze (4) »
niedziela, 04 stycznia 2009

1 stycznia 2009, czwartek

Nadszedł nowy rok a wraz z nim jakiś brak natchnienia do pisania (bo pomysłów na zmiany nadal mi nie brakuje). Staram się teraz wypoczywać od pracy i obowiązków. Czyżbym gdzieś tam w środku, nieświadomie, zaczęła uważać pisanie bloga za kolejny nudny obowiązek...?

Nieee, to jednak ciągle duża przyjemność :-)

***

Tegoroczna impreza sylwestrowa, jak pewnie u wielu z Was, upłynęła pod hasłem "Jak się fajnie zabawić, a za dużo nie wydać", czyli domówkowo. Własnej roboty drinki, jakieś przegryzki, niezły film i fajerwerki na rozgwieżdżonym niebie oglądane z balkonu. Może brzmi niespecjalnie wystrzałowo. Ale w końcu i tak najważniejsze jest z kim się ten czas spędza :-)

W pewnej chwili padła propozycja, która wzbudziła lekką konsternację - "zagrajmy w coś". Hmmm... tylko w co? Czy jeszcze potrafimy grać w coś, co nie jest grą komputerową?

Jak byłam dzieckiem ciągle graliśmy w jakieś gry, całą rodziną. A jak trochę podrosłam to głównie w karty: w wojnę, w makao, w tysiąca. Swoją drogą fajnie wychodzą na jaw różne paskudne cechy charakteru przy grze. Mama zawsze oszukiwała przy liczeniu punktów i zaglądała dzieciom w karty, tata złościł się jak przegrywał, a ja nie umiałam przyznać się do błędu. To były czasy :-)

Zagrajmy więc w karty. Dzieci w Czarnego Piotrusia. Dorośli w rozbieranego pokera. Dla każdego coś miłego ;-)

Następnym razem jak przyjdzie mi ochota na jakąś odmóżdżającą strzelankę też zagramy razem w karty. Albo chociaż pasjansa sobie postawię :-)

[obrazek z XIX-wiecznej talii kart stąd]

PS Wszystkiego dobrego i zielonego w Nowym Roku :-)

18:45, isia2711 , inne
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 29 grudnia 2008

28 grudnia 2008, niedziela

Zawsze gdy mam więcej wolnych dni, nigdzie nie wyjeżdżam i nie mam dodatkowych obowiązków, mój rytm dobowy przechodzi sam z siebie w ten najbardziej dla mnie naturalny. Jem kiedy jestem głodna, kładę się spać kiedy poczuję się śpiąca i wstaję jak się wyśpię :-)

Co oznacza pobudkę w południe, spokojne śniadanko o pierwszej, kolację przed północą i grasowanie po domu do czwartej :-) Wiele razy od różnych rannych ptaszków (rannych w główkę ;-) ) słyszałam, że spanie do południa to przejaw skrajnego lenistwa i gnuśności. Tylko nie biorą zwierzątka owe pod uwagę, że gdy im się oczęta o 22 kleją, ja się dopiero rozkręcam i czeka mnie jeszcze parę godzin twórczej pracy :-) A tak w ogóle to dobrze mi z tym :-)

Ale w ramach ekologicznej świadomości zauważyłam, że mój rytm niestety ma się nijak do rytmu słońca - zwłaszcza teraz w zimie większość dnia przesypiam, a potem długo siedzę przy zapalonej lampie (a kilowaty lecą). Chciałam podjąć jakieś postanowienie w stylu "będę wstawać najpóźniej godzinę po wschodzie słońca", ale wystarczy spojrzeć w kalendarzyk i od razu widzę, że byłoby to postanowienie nierealizowalne. Co najwyżej w czerwcu mogę się kłaść o jutrzenki brzasku ;-)

Zatem daję słońcu spokój. Po prostu w wolne dni będę wstawać nie później niż o 9-tej rano, żeby jak najefektywniej wykorzystać światło dnia.

[wschód słońca stąd]

19:34, isia2711 , inne
Link Komentarze (5) »
czwartek, 25 grudnia 2008

24 grudnia 2008, środa, Wigilia

Sympatyczna Marta z Galerii Koszka zrobiła dla mnie na specjalne zamówienie piękne kartki z choinkami. Super-ekologiczne, z recyclingowanych materiałów, a przy tym eleganckie i gustowne. I "dzięki" wzmożonym przedświątecznym wysiłkom Poczty Polskiej kartki wysłane do mnie priorytetem nie dotarły na czas :-(

Najzieleńsza kartka świąteczna to... brak kartki, niestety :-(

Zamiast kartek były więc świąteczne telefony i maile z życzeniami. Mogą być, chociaż trudno je ustawić na kominku ;-/

Mam nadzieję, że śliczne kartki od Marty zdążę jeszcze wysłać do tych, którzy obchodzą święta 7 stycznia. A pozostałe? No cóż, za rok znowu będą święta... ;-)

[obrazek stąd]

23:49, isia2711 , inne
Link Dodaj komentarz »
środa, 24 grudnia 2008

23 grudnia 2008, wtorek 

Mieszkanie wysprzątane przy pomocy różnych mieszanek sody i octu. Panforte siedzi w piekarniku. Można sobie zrobić w pełni zasłużoną szklaneczkę grzanego wina i zasiąść do najprzyjemniejszej części świątecznych przygotowań – pakowania prezentów :-)

W ramach ekologizacji życia codziennego tegoroczne postanowienie zostanie dotrzymane. Nie kupiłam żadnych nowych kolorowych wstążeczek, woreczków, ozdobnych papierków. Zapakuję prezenty przy pomocy tego co już posiadam w domu. Choćbym miała je owijać w gazetę i przewiązywać starymi pończochami ;-)

[zdjęcie stąd]

00:57, isia2711 , inne
Link Komentarze (2) »
środa, 10 grudnia 2008

Dzisiaj jeszcze będą wspomnienia o lataniu :-) W samolocie LOTu nadal podają malutkie zestawy kanapkowe. Kiedyś-gdzieś słyszałam, że podawanie posiłków w czasie lotu wprowadzono po to, żeby odwrócić uwagę pasażerów od stresującej sytuacji "bycia w niebie" ;-)

Moja uwaga nadal jednak pozostała wyostrzona na nieekologiczne marnotrawstwo. Jeśli się nie zużyje zaserwowanych w pudełku dodatków w trakcie lotu to one po prostu lądują w śmieciach. Maciupcie saszetki z pieprzem, torebeczki keczupu, wszystko na zmarnowanie...

Już wystarczająco nie-eko jest zapakowanie w aluminiową torebkę jednej łyżeczki sosu, żeby jeszcze dokładać Ziemi swoje i całość wyrzucać do kosza. Dlatego wzięłam torebeczki ze sobą i zamierzam wykorzystać. Może podam po powrocie specjalne danie - "anielską strawę z podniebnym pieprzem"? ;-)

***

A we Lwowie jest nieustająco pięknie :-) Nie miałam czasu rozejrzeć się za aspektami ekologicznymi, bo bardzo ciężko pracuję (albo piję ze współpracownikami, co na jedno wychodzi ;-) ). Jedyne co udało mi się zaobserwować to, że miasto oszczędza prąd - w bocznych uliczkach prawie nie ma latarni... Na szczęście mieszkam w samym centrum samego centrum, nigdzie nie mam daleko, a na nocleg prowadzi mnie rozświetlony neon z napisem HOTEL. Hotel, dla odmiany, nie oszczędza prądu ;-)

[łyżeczko-samolocik stąd]

22:26, isia2711 , inne
Link Komentarze (8) »
wtorek, 09 grudnia 2008

wc

Był kiedyś taki film o wycieczce Amerykanów, którzy w dwa tygodnie chcieli zwiedzić całą Europę. Jeśli dziś wtorek to jesteśmy w Belgii. Moje życie ostatnio wygląda jak na karuzeli. Pod koniec roku tempo pracy przyspiesza, wszyscy chcą się spotykać i rozwiązywać problemy, żeby jeszcze do końca roku wyczyścić listę zaległych spraw.

Dlatego jeśli dziś wtorek to jestem... we Lwowie :-) Byłam tu już dwa lata temu w czasie wakacji, przez cztery dni, i bardzo żałowałam, że tak krótko. No to teraz mam okazję :-) Szkoda tylko, że jak wychodzę z pracy to jest już całkiem ciemno.

Dzisiaj pierwszy raz leciałam z nowego terminalu T2 na Okęciu. I myślę, że ktoś powinien beknąć za cały ten projekt. Już abstrahując od sposobu wykonania i innych zastrzeżeń, które się pojawiały. Choćby tak prosta rzecz jak skorzystanie z toalety na lotnisku urasta do rangi poważnego problemu. Toalet jest bardzo mało, umieszczone są w jakichś dziwnych zakamarkach i na dodatek nie ma czytelnego oznaczenia, w którą stronę się kierować, żeby jakąś znaleźć :-(

Zwykle siusiam na lotnisku na chwilę przed wylotem. Nie lubię w samolocie przeciskania się między siedzeniami, więc wolę rozwiązać ten problem u źródła ;-) A tutaj - zonk.

Już bym zrezygnowała z poszukiwania wucetowego Graala, ale przypomniałam sobie, że to też ekologiczny wybór. Obsługa toaletowych potrzeb pasażerów samolotu wymaga dużo więcej energii, wody i środków chemicznych niż ta sama usluga na ziemi. Dlatego z determinacją szukałam aż znalazłam :-)

A jutro z równą równą determinacją postaram się odkryć ekologiczną stronę miasta Lwów ;-)

*Na Feedjit się wyświetliłam jako Lvov, Lvivska Oblast, też fajnie :-)

21:11, isia2711 , inne
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 08 grudnia 2008

oset

Green as a thistle (zielony jak oset) to tytuł bloga, od którego się wszystko zaczęło :-) Na projekt Vanessy natrafiłam, gdy już się zakończył. Ale i tak było miło poczytać o jej pomysłach na 365 zielonych zmian. Poczułam się tak zainspirowana, że postanowiłam spróbować podobnego eksperymentu na własnym żywym organizmie ;-)

Może niezbyt szczęśliwie wybrałam rok na podjęcie wyzwania, bo samo życie dostarcza mi aż nadmiarowej porcji wrażeń :-/ Ale blog pomaga utrzymać rutynę normalności nawet w najcięższych chwilach. A do tego czasem jest jedyną w ciągu dnia okazją do napisania czegokolwiek po polsku. Fajny jest z niego blogasek ;-P

Czasem jak się rozpędzę w pracy to nawet sama do siebie gadam po angielsku. Albo wracając do domu zaczynam w głowie układać kolejny wpis i dopiero po chwili się orientuję, że to nie ten język... Mimo wszystko angielski jest dla mnie językiem obcym i jeszcze dużo się muszę nauczyć. Dlatego w poniedziałki chodzę na konwersacje.

Gadamy o wszystkim: polityce, etyce, mistyce, a ostatnio nawet o seksie :-) I przyszło mi do głowy, że takim małym kroczkiem mogłoby być zaproponowanie rozmowy o eko-zachowaniach i globalnym ociepleniu. Mam nadzieję, że nie tylko mnie ten ten temat ciekawi :-)

PS A jutro będę miała dla Was małą siurpryzę :-)

22:48, isia2711 , inne
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3