Ekologiczne życie na co dzień. 365 zielonych zmian na 365 dni w roku, czyli małe kroki we właściwym kierunku. Przez rok, każdego dnia, zamierzam wprowadzać w swoje miejskie życie jedną pro-ekologiczną zmianę. Zmiana raz wprowadzona będzie kontynuowana aż do końca roku. A dalej? Się zobaczy. Zaczęłam w czerwcu 2008, trzynastego w piątek, na szczęście, więc trzymajcie kciuki.
| < Wrzesień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

Liczniki bez rejestracji

zwierzęta

niedziela, 23 listopada 2008

lisek

Dzisiaj tytuł poważny, bo i sprawa bardzo serio. Dla wielu zwierząt fakt, że natura obdarzyła je pięknym puszystym futerkiem oznacza śmierć. I nie jest to szybka śmierć od strzału myśliwego nagle kończąca wolne życie w lesie. Człowiek w swoim okrucieństwie wymyślił fermy hodowlane, gdzie zwierzęta futerkowe umierają gwałtowną i bolesną śmiercią po pełnym cierpień życiu w klatce. Czy potraficie sobie wyobrazić jakikolwiek sensowny argument za utrzymywaniem takiego stanu rzeczy?

25 listopada obchodzimy Międzynarodowy Dzień bez Futra. Można przyłączyć się do demonstracji przed sklepami sprzedającymi futra, można podpisać petycję lub napisać list do redakcji czasopism o modzie. W Polsce akcje organizują:

  • Stowarzyszenie Empatia - Dzień Bez Futra 2008
  • Viva! - Antyfutro

Dużo ciekawych materiałów i informacji (po angielsku) jest również na stronie organizacji PETA - Fur is dead

Co "produkcja" futer ma wspólnego z ekologią zapytacie może? A to:

  • Zagrożenie gatunków - polowania na zwierzęta z powodu ich futer doprowadziły wiele gatunków do wyginięcia lub na jego skraj. Konwencja Waszyngtońska, której Polska jest sygnatariuszem, zakazuje handlu dzikimi gatunkami zagrożonymi wyginięciem, ale czarny rynek futrzarski wciąż egzystuje.
  • Przenikanie do środowiska obcych gatunków - część zwierząt ucieka z hodowli. Jeśli uda im się zasiedlić pobliskie środowisko, często stanowią znaczne zagrożenie dla rodzimych gatunków. Bardzo ciężko z nimi walczyć, ponieważ nie mają naturalnych przeciwników. Przykładem może być tu norka amerykańska, której udało się zasiedlić praktycznie wszystkie kraje naszego kontynentu i prawie zupełnie wyparła stamtąd swoją krewniaczkę – norkę europejską.
  • Zanieczyszczenie środowiska - odchody wymywane przez deszcz i wsiąkające w glebę mogą doprowadzić do jej skażenia. Również futro, zanim trafi do kuśnierza i na sklepowy wieszak, musi zostać a oczyszczone i wygarbowane - chemikalia do tego używane są bardzo szkodliwe dla środowiska.

(źródło empatia.pl)

To że nie noszę futer naturalnych jest chyba oczywiste. Sama nigdy bym nie kupiła i konsekwentnie odmawiam przyjęcia czegoś takiego w prezencie. Ale często argumentem zwolenników obdzierania zwierząt ze skóry jest fakt, że produkcja futerek sztucznych jest bardzo nieekologiczna i zanieczyszcza środowisko (jakby ich to cokolwiek obchodziło, swoją drogą...).

Wiecie jaka jest odpowiedź? W ogóle nie trzeba nosić żadnych futer! :-) W ramach dzisiejszej zmiany postanowiłam nie kupować więcej futer, ani prawdziwych, ani sztucznych. I na pewno zimą nie zmarznę. Zresztą widział ktoś himalaistę w futrze? ;-)

[zdjęcie stąd]

czwartek, 30 października 2008

Yang

Kot to drapieżnik, stworzenie wybitnie mięsożerne. To że koty chcą jeść suszone chrupki to naprawdę ukłon z ich strony w kierunku zapracowanych ludzi, którzy nie mają czasu na codzienne kupowanie świeżego mięsa.

A tak, tak. Bo mięso dla kota musi być świeże. Kot nie da się oszukać byle czym. To nie padlinożerny pies, którego można nakarmić mocno przechodzonym truchełkiem, a on się cieszy. Mięso dla kota musi być baaardzo świeże.

Ponieważ z oczywistych względów na mięsie się nie znam, więc raz zdarzyło mi się popełnić niewybaczalny błąd - kupiłam mięso w supermarkecie... Kot podszedł do wyłożonego rarytasu, powąchał i jego mina wyrażała głęboki niesmak. Spojrzał na mnie spod oka, spojrzał na mięso i ostentacyjnie, z wyprężonym ogonem, nie oglądając się za siebie wyszedł z kuchni. To co nastąpiło później można wytłumaczyć tylko jednym - kot uznał, że chciałam go otruć... Nie odzywał się do mnie, nie przychodził, odsuwał się gdy tylko próbowałam go dotknąć. Obraził się śmiertelnie :-(

Jakoś go z czasem ugłaskałam, supermarketowy przysmak zjadł pies sąsiadów, a ja już nigdy więcej nie kupię tego świństwa. Mam nauczkę do końca życia.

Koty na szczęscie poza chrupkami akceptują również mięso z puszki. Jeden koci posiłek to około 100 gram mięsa, koty mam dwa, czyli łatwo policzyć, że 400-gramowa puszka ma stanowić dwa pełne posiłki. Tak głosi teoria.

Praktyka natomiast wskazuje, że przed chwilą otwarta puszka jest suuuper smaczna, natomiast ta sama puszka po 12 godzinach stania w lodówce jest niejadalna. No, ewentualnie trochę można zjeść. Ale niechętnie. Z obrzydzeniem. Z miną "robię to tylko dla Ciebie i zobacz jak się poświęcam".

Chyba koty mnie lubią, bo zwykle zjadają większość z tej drugiej połowy puszki - ale zawsze przynajmniej łyżkę musze wyrzucić :-( Przyszło mi do głowy, przez analogię z ugotowaniem wielkiego gara zupy, która pierwszego dnia jest pycha, drugiego może być, a trzeciego by się ją najchętniej wylało, że skoro na problem z zupą pomaga zamrożenie - to może na problem z puszką też?

Wykonałam eksperyment i zamrożenie pomaga! :-) Wybredne kocie towarzystwo mięso zamrożone po otwarciu puszki i rozmrożone następnego dnia traktuje jak świeże. To znaczy wsuwa aż im się uszy trzęsą, nic nie zostaje :-)

Od dzisiaj więc będę mrozić drugą połowę puszki. Tylko musze pamiętać, że w pudełku z napisem "lody orzechowe" nie ma lodów orzechowych ;-)

[Wpis ilustrowany zdjęciem kota Yang (taką mam tapetę w telefonie :-) ). Jest to hiper-męski macho, w typie bez kija nie podchodź. Ulubione rozrywki - walka na ostro - styl "przyczajony tygrys, ukryty smok", pogonienie kota Yin, aż jej w pięty pójdzie i aportowanie rodzynek. Prawdziwy koci twardziel. Jego nieustraszone serce nie boi sie niczego (poza weterynarzem, odkurzaczem i moją mamą - ale na te trzy rzeczy nie ma mocnych). Lubi tuńczyka w sosie własnym, wściekle rozszarpuje surową wątróbkę, a raz nawet upolował mysz. Po zgaszeniu światła przychodzi się przytulić i cichutko mruczy mi prosto do ucha, ale nikomu nie mówcie, bo mu zepsujecie starannie pielęgnowany imidż ;-)]

sobota, 04 października 2008

kot 

Dzisiaj Światowy Dzień Zwierząt. Moje futrzaki chyba o tym wiedzą, bo zapotrzebowanie na głaski i przytulanki jakby się podwoiło. Gdzie się nie ruszę jak cień podąża za mną co najmniej jeden koci pyszczek. Czyżby spodziewali się jakiejś "imieninowej" niespodzianki? :-)

Już pisałam o tym, że ludzie mają opory przed sterylizacją swoich domowych ulubieńców. Jakoś nie przychodzi im do głowy, że ma to związek z tysiącami niekochanych, nikomu niepotrzebnych, wyrzuconych z domów gdy tylko przestały być "małymi słodkimi szczeniaczkami/kiciusiami" psów i kotów, które co roku umierają w schroniskach...

Po kocie łatwo poznać, że nie jest to dzikusek, tylko kot domowy: na dzwonek domofonu biegnie do drzwi, nie boi się dźwięków z telewizora, miauczy w kierunku lodówki i siusia do kuwety. Opisze Wam przypadek przykładowy:

Śliczna mała koteczka, śnieżnobiała puchata kuleczka, nakolankowa ulubienica całej rodziny. Minęło kilka miesięcy. Kotka dojrzała i zaczęła mieć ruję. Była uciążliwa dla domowników. Łatwiej było pozbyć się problemu razem z kotem. Bo przecież sterylizacja jest "taka niehumanitarna"...

Po kilku tygodniach błąkania się po ulicach zamieniła się w wychudzony szkielecik obciągnięty brudnoszarym futrem. W uszach miała świerzbowce, więc były brudne i śmierdzące. Złapała pchły. Złapała grzybicę skóry, od której wychodzą włosy i ma się łyse swędzące placki pokryte strupkami... Ale nie zapomniała jakie to fajne uczucie być czyimś ukochanym kotkiem. Więc biegała po podwórkach w środku miasta i molestując przechodniów próbowała znaleźć te kolanka do przytulania...

Ktoś chętny do przytulenia brudnego śmietnikowca z grzybem...?

Dlatego mówię i nadal będę powtarzać - chcesz mieć domowe zwierzątko? Nie popieraj rozmnażania, adoptuj! Bezdomne zwierzęta są do wyboru do koloru. Chcesz maluszka, będzie maluszek. Chcesz rudzielca, będzie rudzielec. Chcesz czarną dziewczynkę - proszę bardzo.

Na każdej stronie adopcyjnej pojawiają się codziennie ogłoszenia o zwierzętach szukających domu... Codziennie cudowni ludzie z forum MIAU czy z fundacji KOCIA MAMA wkładają mnóstwo pracy, serca i pieniędzy, żeby bezdomne futrzaki zgarnąć z ulicy i doprowadzić do stanu przyzwoitości. Czyste, zdrowe i zadbane koty czekają na chętnych :-)

A dla tych, którzy z różnych względów zwierzaka mieć nie mogą są adopcje wirtualne, inaczej zwane sponsoringiem ;-) W ramach dzisiejszej zmiany zamierzam zasponsorować jakiegoś biedaka, bez szans na normalną adopcję. Może dzięki mnie znajdzie dom u kogoś, kto ma więcej serca niż pieniędzy :-)

Nie przejmujcie się, to jest bajka z happy endem. Ktoś jednak był chętny i tak Kopciuszek zamieniła się w księżniczkę :-)

[Na zdjęciu siedmiotygodniowy słodki Feluś, ma trójkącik na klacie jak prawdziwy Superman :-) Śpi i pewnie śni mu się własny domek... Do wzięcia od zaraz]

Dopisek:

Ta bajka tez ma happy end. Felek juz znalazl dom :-)

piątek, 18 lipca 2008

Zaczepila mnie w pracy na korytarzu kolezanka tymi slowy: "Wiesz, jakos trafilo mi w koncu do przekonania to co mowilas o sterylizacji kotow i poszlam ze swoja kotka na zabieg". Super! :-)

Moim hobby nie jest chodzenie i opowiadanie ludziom o kontroli urodzin u zwierzatek domowych ;-) Dziewczyna sama mnie zapytala jak to jest, wiedzac ze mam doswiadczenie z kotami. Ale skoro moje mowienie dziala, to chyba zaczne :-)

Nie bede tutaj przytaczac wszystkich argumentow jakich uzylam. Obejrzyjcie filmik, koniecznosc sterylizacji powinna trafic do przekonania nawet najbardziej zatwardzialym przeciwnikom 'okaleczania' zwierzat - tylko ostrzegam, jest drastyczny!

http://www.brightlion.com/InHope/InHope_pl.aspx

Jesli ktos ma nadal watpliwosci albo chcialby, ale sie boi to zapraszam na priva - w ramach mojego nowo podjetego obowiazku chetnie wszystko wyjasnie :-)

wtorek, 15 lipca 2008

Na stronie Animalii pojawił się bardzo ciekawy test zwirków drewnianych: http://artykuly.animalia.pl/artykuly.php?id=415

Już wiem jaki błąd popełniam przy wyrzucaniu żwirku do toalety - trzeba wrzucić i poczekać chwilę, żeby namókł. Od dzisiaj się poprawię :-)

piątek, 20 czerwca 2008

Zwierządka moje, koty dwa, w pełni podzielają tę opinię Kaczki Katastrofy - dźwięk odkurzacza je irytuje, świeżo umyta podłoga zniesmacza, a zapach środków czystości wręcz brzydzi. Ale nie o tym chciałam.

Mając w domu zwierzęta niewychodzące trzeba im zapewnić możliwość załatwiania potrzeb fizjologicznych w taki sposób, żeby jednocześnie ludzkich współmieszkańców nie ogarnęło obrzydzenie i niesmak. Dlatego sprytni ludzie wynaleźli żwirki do kuwety i niech im dobry los w zdrowych kotach wynagrodzi :-)

Przez kilka lat używaliśmy żwirku bentonitowego, który po wykorzystaniu lądował w foliowym woreczku, a następnie w koszu na śmieci, z którego był zabierany na wysypisko przez odpowiednie służby.

Potem, za sprawą małego głupiego kotka, który uznał mineralny żwirek za doskonałe uzupełnienie diety, zmieniliśmy żwirek na tzw. "drewniany". Produkowany z włókien roślinnych, w 100% biodegradowalny - po prostu sam miód na ekologiczne serca. I ten również po wykorzystaniu ląduje w foliowym woreczku, a następnie w koszu na śmieci, z którego jest zabierany na wysypisko. Dlaczego owijamy go w folię, skoro na opakowaniu jest napisane, że spokojnie może być użyty na kompost albo spuszczony w toalecie? Dlaczego bez sensu zużywamy 3 foliówki tygodniowo???

Zatem dosyć tego. Dzisiejsza porcja żwirku pięknie i bez śladu spłynęła w kanalizacji i tej metody będziemy się teraz trzymać :-)

Sponsorem odcinka była literka C jak Cat's Best Eco Plus ;-)

Przy okazji polecam gorąco sklep Animalia. Świetna obsługa i bardzo bogaty asortyment. Wydaliśmy tam już ponad tysiąc złotych, a koty twierdzą, że to jeszcze nie koniec ;-)