Ekologiczne życie na co dzień. 365 zielonych zmian na 365 dni w roku, czyli małe kroki we właściwym kierunku. Przez rok, każdego dnia, zamierzam wprowadzać w swoje miejskie życie jedną pro-ekologiczną zmianę. Zmiana raz wprowadzona będzie kontynuowana aż do końca roku. A dalej? Się zobaczy. Zaczęłam w czerwcu 2008, trzynastego w piątek, na szczęście, więc trzymajcie kciuki.
| < Wrzesień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

Liczniki bez rejestracji

transport

sobota, 02 maja 2009

Z okazji Święta Pracy i ja powracam do swojego porzuconego obowiązku – szerzenia świadomości pro-ekologicznej wśród ludu pracującego miast i wsi ;-)

Świetnym pomysłem na długi majowy weekend jest wycieczka za miasto. Wybieramy więc jakieś ciekawe miejsce, pakujemy koszyk piknikowy, stertę książek, dobry humor i w drogę! :-)  Oczywiście, w żadnym razie samochodem!

Dlatego na majówkę wybrałam się pociągiem osobowym relacji Łódź-Skierniewice. I było cudnie!

[zdjęcie magnolii japońskiej w rozkwicie ze strony arboretum w Rogowie, które znajduje się niecałe 50 km od Łodzi na wyżej wymienionej trasie]

środa, 01 kwietnia 2009

Kupując mieszkanie trzeba się liczyć z różnymi uwarunkowaniami – liczebnością rodziny, rozmieszczeniem pokojów, ale przede wszystkim ceną. Nie zawsze, niestety, można sobie pozwolić na to, czego by się chciało/potrzebowało. Z mieszkaniami do wynajęcia jest też o tyle łatwiej, że decyzja o wynajmie nie wiąże rąk na najbliższe 30 lat. No i można powybrzydzać ;-)

W ramach marudzenia postawiłam proekologiczny warunek – musi być w odległości pieszego spacerku od pracy, żeby ograniczyć ilość przejazdów benzynożernych. I tak sobie teraz codziennie spaceruję w tę i z powrotem :)

Od początku mojego tu pobytu jedyne podróże jakie w mieście odbywam nie na własnych nogach to przejazdy taskówką z dworca z walizkami. Uważam więc, że eksperyment się powiódł :-)

Aha, nie. Jeszcze raz wróciłam w nocy z klubu taksówką. Ale to kolega zamówił, a ja się załapałam na podrzucenie po drodze. To się chyba nie liczy? ;-)

[na zdjęciu widok z „nieba” na anioła]

wtorek, 31 marca 2009

18 lutego 2009, środa

Pierwszą związaną z tym wyjazdem eko-decyzją był wybór środka transportu. Pisałam już wcześniej o tysiącach kilometrów przelatywanych przeze mnie w podróżach służbowych. Tym razem, ku zdumieniu wszystkich w pracy*, zdecydowałam się pojechać pociągiem.

Pociąg wcale nie taki bylejaki, bezpośredni leżankowy o 13:40 z Krakowa Głównego. Toalety pozostawiają nieco do życzenia, ale za to pan konduktor robi pasażerom herbatkę. Więcej czasu się stoi na granicy czekając na zmianę kół i kontrolę celną, niż jedzie (jedyne 8 godzin). Ale ogólnie da się znieść :-)

Dlatego postanowiłam, że do Lwowa nie będę latała samolotem, jeśli nie będzie to niezbędnie konieczne.

*Dział obsługi wyjazdów zagranicznych uważa mnie teraz za pomyloną wariatkę, ale co mi tam ;-)

[bylejaki pociąg stąd]

poniedziałek, 05 stycznia 2009

 

5 stycznia 2009, poniedziałek

Za oknem minus 15 stopni. Ciągle mam wolne, więc mogłabym leniuchować, czytać i rozmyślać przy kubku ciepłej herbatki i stercie świątecznych pierniczków. Ale za bardzo lubię moje konwersacje z angielskiego, żeby nie iść do pracy tylko dlatego, że jestem na urlopie ;-)

Ruszyłam się poza najbliższą okolicę pierwszy raz od nastania mrozów. Tramwaje i autobusy, oczywiście, niedogrzane. Autobus na ogrzewanie emituje dodatkowe ilości CO2. Myślę, że mogłyby być ciutkę cieplejsze, bez szkody dla środowiska, gdyby wszyscy postanowili robić to co ja - wsiadać tymi samymi drzwiami co inni, żeby niepotrzebnie nie wietrzyć wnętrza na przystankach.

[a na zdjęciu przykład co jeszcze można zrobić z autobusem miejskim, żeby się choć trochę rozgrzać]

sobota, 20 grudnia 2008

 

18 grudnia 2008, czwartek

Zasuwam w pracy od rana do nocy. Zresztą zimą o to nietrudno ;-) Biuro od domu dzieli dziesięć przystanków tramwajowych. Dzisiaj przeszłam najpierw dwa, bo musiałam po drodze wstąpić do banku. Potem na przystanku okazało się, że ławeczki nie ma a następny tramwaj będzie dopiero za 10 minut, więc podjęłam decyzję, że zamiast chodzić wokół słupka pójdę do przodu. I tak przeszłam kolejne dwa przystanki. Następnie przejechałam cztery, ale tramwaj skręcał w inną stronę. Dlatego wysiadłam i ostatnie dwa przystanki znowu zaliczyłam "perpedesem" ;-)

I maszerując tak w stronę ciepłej herbaty i kolacji uświadomiłam sobie, że więcej szłam niż jechałam. A skoro nie mam czasu na jogę, na flamenco, na pływanie, wracanie do domu piechotą pozostaje jedną z nielicznych szans na trochę ruchu w środku tygodnia.

Jak powszechnie wiadomo chodzenie pieszo to najbardziej ekologiczny ze środków transportu. Może nie dam rady na co dzień, ale od dzisiaj co najmniej raz w tygodniu wracam do domu spacerkiem :-)

[nocny widok pałacu Poznańskiego stąd]

piątek, 31 października 2008

taxi

Dzisiejsza zmiana - nie pisać bloga po pijaku ;-) Dlatego wpis będzie jutro...

O tym jak świętowałam Halloween, nie do końca na trzeźwo, a potem zamiast taksówką wróciłam do domu tramwajem. I żyję :-)

A teraz dobranoc Państwu :-)

***

I już jest jutro :-)

Jakiś czas temu obiecałam wpis wyjaśniający dlaczego wolę jeździć po mieście tramwajem niż samochodem. Jednym z elementów tej układanki jest fakt, że kiedykolwiek potrzebuję skorzystać z samochodu - biorę taksówkę :-) Wpis się do tej pory nie wpisał, więc na razie musicie mi uwierzyć na słowo ;-)

Obserwując swoje zachowania zauważyłam, że te moje potrzeby są jednak dosyć rozbudowane... Rezygnację z powrotu do domu komunikacją publiczną tłumaczę sobie późną porą i nieznajomością trasy nocnego autobusu, stanem znietrzeźwienia, paskudną pogodą, niechęcią do dźwigania większych zakupów, itd, itp. Dużo tego...

O ile ciężki ładunek można zrozumieć to późna pora jest dość kiepskim wytłumaczeniem. Zwłaszcza jeśli akurat wiem gdzie szukać autobusu. Dlatego w ramach tej zmiany postanowiłam zrewidować swoje potrzeby i brać taksówkę tylko wtedy, gdy naprawdę jej potrzebuję :-)

W niedzielę znowu wylatuję do Szwecji. Będę testować nowo uruchomione połączenie Łódź-Sztokholm. Dopadła mnie gorliwość neofity, więc postanowiłam również na lotnisko pojechać autobusem, co wymaga przesiadki, z walizką u nogi. Ale co, kurczę blade, ja nie dam rady?! ;-)

[zdjęcie stąd]

piątek, 17 października 2008
Z linka znalezionego w mailu*:
Dwa identyczne samochody, dwie kompletnie różne trasy, jeden cel. Jak najsprawniej przejechać ze Szczecina do Wrocławia. Szymon Sołtysik i Piotr Ceran ruszają nowiutkimi Skodami Superb. Pierwszy jedzie typową, polską szosą. Drugi nadkłada 130 km, by z Polski do Polski przejechać niemiecką autostradą. Kto dotrze pierwszy? Wynik zaskoczył nawet nas.
Ekologiczna puenta:
Przejechałem 516 km, Skoda spaliła na całej trasie 50 l benzyny. Ultimate jest po 4,73 zł za litr, więc podróż kosztowała 237 zł. Dwa razy więcej niż w przypadku Szymona. Gorycz zwycięstwa była jeszcze większa, gdy spojrzałem na rozkład jazdy PKP. Pośpieszny ze Szczecina do Wrocławia dotarł o 5 minut szybciej ode mnie. Razem z fotografem za bilety I klasy zapłacilibyśmy 153 zł.
Cały artykuł tutaj.
*żeby nikt sobie przypadkiem nie pomyślał, że czytuję moto.onet ;-)
poniedziałek, 29 września 2008

"Godzina piąta, minut trzydzieści, kiedy pobudka zagra nam!" Tak sobie mogę zaśpiewać. Skończyły się wakacje, wszyscy wrócili do pracy, więc pora się spotkać i pogadać. Jutro rano lecę za morze, muszę więc wstać o takiej chorej godzinie, żeby zdążyć na lotnisko :-(

Każdy kilogram niesiony przez samolot wymaga dodatkowego paliwa, czyli im mniej bagażu tym bardziej eko* Oczywiście, im mniej pasażera tym bardziej eko również, ale nie będę się odchudzać z tego powodu ;-)

Spakowałam walizkę. Przemyślałam sprawę i zmieniłam podejście. Nie wezmę tego co "może się przyda", tylko rzeczy z kategorii "na pewno potrzebuję":

  • nie biorę laptopa - to całe otwieranie i sprawdzanie na lotnisku jest uciążliwe, a trzy dni wytrzymam bez
  • wyjęłam drugi sweter
  • zamiast kremów do twarzy wzięłam próbki
  • zostawiłam tylko jeden żel pod prysznic - nie wiem jak zniosę mycie się kilka razy z rzędu tym samym zapachem ;-/
  • jedną z książek zastąpiłam lżejszym czasopismem
  • biorę tylko jedną parę butów

Zwykle moja prawie pusta walizka to około 12 kilogramów. Ciekawe ile teraz waży...?

Dopisek 30.09: Dolozylam jednak z powrotem drugi sweter - i bardzo dobrze, bo dzisiaj rano bylo tylko 7 stopni. Walizka wazyla 8 kilo i 10 deko, czyli sukces :-)

*Abstrahując od faktu, że latanie w ogóle jest mało eko. Ale co robić, jak mus to mus. Zrobiłam, co mogłam.

środa, 06 sierpnia 2008

Odlatujacy samolot 

Wystarczy zobaczyc to porównanie emisji dwutlenku wegla dla roznych srodków transportu. Podróż po takiej samej trasie przy jeździe autokarem wyemituje pięciokrotnie mniej CO2 niz samolotem!

W ciagu ostatniego roku przelecialam 10 000 km prywatnie i 20 000 km w podrozach sluzbowych. Na sluzbowe za bardzo nic nie moge poradzic. Ale wakacje??? Moja ekologiczna wina jest wielka i nie wiem jak wiele papieru z makulatury musiałabym zużyć, zeby to odpokutować ;-/

Dlatego podjelam bardzo trudne wyzwanie - od dzisiaj, przez nastepne dłuuugie 310 dni, na wyjazdy dla przyjemności będę jeździć wyłącznie autobusem albo pociągiem.

Eeeech, juz mi żal arabskich targowisk i fig rwanych prosto z drzewa...

[Odlatujacy w sina dal samolocik z Free Digital Photos]