Ekologiczne życie na co dzień. 365 zielonych zmian na 365 dni w roku, czyli małe kroki we właściwym kierunku. Przez rok, każdego dnia, zamierzam wprowadzać w swoje miejskie życie jedną pro-ekologiczną zmianę. Zmiana raz wprowadzona będzie kontynuowana aż do końca roku. A dalej? Się zobaczy. Zaczęłam w czerwcu 2008, trzynastego w piątek, na szczęście, więc trzymajcie kciuki.
| < Wrzesień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

Liczniki bez rejestracji

dom

piątek, 16 stycznia 2009

Dzisiaj ostatni odcinek zainspirowany ukraińskimi kłopotami z gazem, bo już wróciłam do domu :-)

Co oczywiście nie zwalnia mnie z obowiązku wymyślania kolejnych sposobów na oszczędzanie gazu. Tylko muszę zastosować blogowy płodozmian, zanim temat całkiem nam się przeje ;-)

Od pół roku gazu używam wyłącznie do gotowania, więc pomysły oszczędnościowe są siłą rzeczy związane z przygotowaniem posiłków. Zauważyłam, że ze względów organizacyjnych często gotuję jakąś potrawę dzień wcześniej, żeby następnego dnia "przyjść na gotowe". Ale nie jest to najbardziej efektywny sposób z punktu widzenia zużycia gazu. Gotuję, zostawiam, stygnie - będę musiała ponownie podgrzać zanim zjem. Marnotrawstwo. Nawet pomimo odgrzewania na raz tylko pojedynczej porcji.

Dlatego postanowiłam od dzisiaj zracjonalizować cały proces. Będę tak planować gotowanie, żeby przynajmniej jedną porcję zjeść zaraz po przyrządzeniu. No i podobno jedzenie świeżo przygotowanych posiłków jest zdrowsze ;-)

[zdjęcie wraz z przepisem na pikantny gulasz, idealnie rozgrzewający zimową porą, można znaleźć tutaj]

21:50, isia2711 , dom
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 15 stycznia 2009

Nadal na Ukrainie, więc nadal o gazie. Niezawodna Podagrycznik jak zawsze słusznie prawi o używaniu pokrywek podczas gotowania. Przy użyciu garnka z pokrywką potrawa gotuje się nieco znacznie szybciej, a zupa utrzymuje się w stanie wrzenia na mniejszym gazie. Czyli zdecydowana oszczędność. Ważne jest również, żeby pokrywka była szczelna i dostosowana rozmiarem do wielkości garnka.

Ja niby o tym wszystkim wiem, ale pokrywki trzymam rzucone luzem w najgłębszy kąt kuchennej szafki i z wrodzonego lenistwa zwykle nie chce mi się po nie sięgać. Od dzisiaj zatem wyznaję swój grzech zaniedbania i postanawiam poprawę. Może dla przypomnienia powinnam sobie powiesić nad piecykiem wyszywaną makatkę "Każda żona tym się chlubi, że gotuje ... pod pokrywką"? ;-)

[A zdjęcie pochodzi z artykułu, po angielsku, wyjaśniającego jak przy pomocy kilku elementów, powszechnie dostępnych w sklepach typu majsterklepka, własnoręcznie skonstruować wieszak na pokrywki. Może ktoś się pokusi o wypróbowanie? ;-) ]

PS Nie mogłam się pozbyć z głowy naprędce skleconego wierszyka "Każda żwawa ekolożka nie może żyć bez pierożka". Doskonale podsumowuje moje tutejsze posiłki ;-)

22:37, isia2711 , dom
Link Komentarze (6) »
środa, 14 stycznia 2009

14 stycznia 2009, środa

Jak widać na blogu powrót do normalnego trybu życia po urlopie jest ciężki. Mózg wyjałowiony dziesięcioma godzinami pracy nie ma natchnienia do pisania. Oby do weekendu! ;-/

Na pocieszenie znowu jestem we Lwowie. Ukraina jest ostatnio na czołówkach serwisów informacyjnych całej Europy w związku z rosyjskim gazem. Na szczęście moja praca nie jest związana z przemysłem gazowo-energetycznym, bo wtedy na pewno nie miałabym czasu na pisanie dla przyjemności ;-)

Ale postanowiłam się zainspirować poradami unijnych ekspertów, że powinniśmy ograniczyć zużycie paliw gazowych o co najmniej 20%. Poszperałam wśród porad na oszczędzanie gazu i zamierzam je po kolei wdrażać w życie.

Na pierwszy ogień (nomen omen) pójdzie dobieranie właściwego palnika do rozmiaru garnka. Kuchenka ma cztery różne palniki, a ja z przyzwyczajenia i tak używam w kółko tych samych dwóch...

Za mały ogień sprawia, że garnek zbyt wolno się rozgrzewa. Trwa to dłużej i powoduje zwiększone zużycie gazu.

Za duży - niepotrzebnie ogrzewa boki garnka albo powietrze wokół. Gaz również się marnuje.

Dlatego od dzisiaj postanawiam zwracać uwagę na wielkość garnka i odpowiednio do niego dostosowywać palnik i płomień.

[zdjęcie stąd]

21:02, isia2711 , dom
Link Komentarze (4) »
sobota, 10 stycznia 2009

 

9 stycznia 2009, piątek

W ramach wyzwania czytelniczego czytam sobie "Targowisko próżności" Thackeraya. Rzecz dzieje się nie tak dawno temu, cóż to jest dwieście lat w historii wszechświata, a tak wiele się zmieniło...

Można sobie wyobrazić świat, gdzie żeby mieć ciepło trzeba najpierw narąbać drwa. Żeby się umyć trzeba nanosić wody w wiadrze. Żeby poczytać wieczorem trzeba kupić dużą ilość świec. To zupełnie zmienia perspektywę myślenia o zasobach.

Na przykład, czy zużywałabym taką samą ilość wody, gdybym każdy litr musiała wnieść na trzecie piętro na własnych plecach? Przypuszczam, że wątpię ;-)

Wiele już zmian wprowadziłam, aby oszczędzić wodę (szybkie prysznice, powtórne wykorzystanie). Co jeszcze mogę zrobić?

Wydaje mi się, że wystarczy odkręcać kran minimalnie, tak jak na zdjęciu. Bo przy pełnym otwarciu zaworu, a przy kranach "z wajchą" o to nietrudno, sporo wody po prostu przecieka przez palce. Dosłownie.

Zatem od dzisiaj będę zwracać na to baczną uwagę i odkręcać tylko ciut-ciut :-)

[pijący ptaszek stąd

22:37, isia2711 , dom
Link Komentarze (8) »
środa, 07 stycznia 2009

 

Wizytę u fryzjera przeżyłam, chociaż o mały włos bym zrezygnowała z uwagi na śnieżycę. Ale skoro obiecałam na blogu, to już niehonorowo by było się migać. Dzięki przesympatycznej pani Kasi, która wykazała maksimum zrozumienia dla mojej irracjonalnej fobii i postarała się, żeby cały proces trwał jak najkrócej, nie było nawet tak strasznie. Zmianę można uznać za zaliczoną :-)

***

Przy takich mrozach jak teraz odkręcone na full* kaloryfery ogrzewają, ale jednocześnie bardzo wysuszają powietrze. Dla skóry w tym czasie niezbędny jest dobry krem nawilżający, a dla całego organizmu - odpowiednie nawilżanie wdychanego powietrza.

Dzisiejszy pomysł Frugalistki:

- zamiast kupować nawilżacz powietrza - powieś na kaloryferze wilgotny ręcznik;

u mnie nie zadziała, bo nawilżacz już mam kupiony ;-) Za to mogę go od dzisiaj po prostu nie używać.

[na zdjęciu wilgotny las deszczowy]

*Fakt, że w moim domu jest to (full - 1), sytuacji znacząco nie poprawia...

22:30, isia2711 , dom
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 05 stycznia 2009

 

4 stycznia 2009, niedziela

Odkurzacz chyba usłyszał, że ma być rzadziej używany i postanowił zdecydowanie zaprotestować ;-( W połowie sprzątania okazało się, że worek jest przepełniony, zapasowe były ale wyszły, a tu pełno kociej sierści, rozsypanego żwirku wokół kuwety i pokruszonych ciastek u stóp fotela.

Chciał nie chciał, musiała złapać za miotłę i ogarnąć chociaż to, co się ogarnąć dało. Tak naprawdę większość mieszkania, bo dywan mam tylko w sypialni. Inspirujące doświadczenie :-)

Postanowienia na dzisiaj:

  1. Kupić worki do odkurzacza
  2. Odkurzać tylko dywan, a resztę zamiatać

[na obrazku miotła wyścigowa z turbo doładowaniem]

23:56, isia2711 , dom
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 04 stycznia 2009

2 stycznia 2009, piątek

Podagrycznik, która jest tutaj na etacie oficjalnej muzy-natchniuzy i wsparcia duchowego, podrzuciła w komentarzu do jednego z poprzednich wpisów pomysł. Jak zwykle genialny w swej prostocie :-)

przypomniało mi się, że w czasach listów pisanych, którymi kiedyś przesyłano sobie wiadomości, robiłam coś co można dziś nazwać recyklingiem. (listów nie oddawałam na makulaturę). Zawsze robiłam kolorowe koperty ze starych kalendarzy albo jakiś ładnych kolorowych gazet.

Właśnie dzisiaj zdejmowałam zeszłoroczne kalendarze ze ścian i szkoda mi je było wyrzucać, bo takie piękne (charytatywne sierściuchy, mroczne klimaty krakowskiego Kazimierza i fotki małego M). Mam dwie rączki, obie lewe, ale mam nadzieję, że zrobienie takiej koperty nie jest zadaniem przerastającym moje skromne umiejętności ;-)

W kopertach trzymam rachunki, pokwitowania za zakupy, które podlegają reklamacji, wizytówki, których nie potrzebuję mieć stale przy sobie. Przydadzą się na pewno :-)

Obrazkami z kalendarza można też przyozdobić przekładki w segregatorze albo teczki na ciekawe wycinki z gazet. Ktoś ma jeszcze jakieś pomysły? :-)

[kartka z kalendarza robotniczego 2007 stąd]

19:50, isia2711 , dom
Link Komentarze (10) »
czwartek, 01 stycznia 2009

31 grudnia 2008, środa

Jest taki przesąd, który każe wysprzątać cały dom w ostatnim dniu roku, wynieść wszystkie stare śmieci, oddać długi, wynagrodzić krzywdy, pogodzić się z nieprzyjaciółmi. Tak żeby w nowy rok wejść z "czystą kartą", dosłownie i w przenośni.

Podoba mi się ta symbolika. Może nie aż tak, żeby robić generalne porządki właśnie w sylwestrowy wieczór ;-) Ale ma w sobie coś oczyszczającego - nowy rok, nowy rozdział. Można wyrzucić stare przekonania i rozpocząć wszystko od nowa :-)

To znaczy sprzątać też można, oczywiście ;-) Kto ma zwierzaka o dłuższym futrze ten wie, że sprzątać można w kółko. W zasadzie nie warto chować odkurzacza, jeśli chce się mieć czysto w domu. W przeciwnym razie jakby znikąd pojawiają się kłęby sierści, puchate chmurki włosów... Pomysł na dzisiaj - rzadziej używać odkurzacza, częściej szczotkować kota.

Kot nie została zapytana o zdanie. Sama wiem, bez pytania, że nie podoba jej się ani opcja z odkurzaniem, ani z czesaniem. Oj, nie lubi ona się czesać... Ale jak mus to mus. Niech wie, że w Nowym Roku przyszło nowe ;-)

[słodki kiciuch stąd]

21:04, isia2711 , dom
Link Dodaj komentarz »

29 grudnia 2008, poniedziałek

Ciągle leniwie się obijam. I dobrze mi z tym :-) Czytam, myślę. Człowiek czasem potrzebuje tego zresetowania, braku przymusu. To też jest "święty" czas...

Bardzo mnie korciło, żeby chociaż zadzwonić do pracy. Bo ja tu wypoczywam, a oni tam, beze mnie, jak sobie radzą... Ale wiem, że to wstęp do pracoholizmu, więc byłam twarda i NIE ZADZWONIŁAM :-)

Starałam się za to angażować w codzienne czynności, myśleć o tym co robię, być "tu i teraz". Wbrew pozorom jest to dość trudne zadanie. Umysł ze swojej natury wybiega myślą w przód, planuje co będzie robił potem, wspomina co robił chwilę wcześniej. Trudno się skoncentrować na rzeczy choćby tak prostej jak krojenie mozarelli do zapiekanki. Ale postarałam się. I prawie się udało ;-)

Bo w trakcie przyszedł mi do głowy pomysł pro-eko. Skoro potrawa zawierała makaron, jajka i przyprawy, i do żadnego z tych składników nie potrzebowałam deski do krojenia, to może do krojenia sera też nie potrzebuję deski = mniej zmywania?

Nie potrzebuję deski :-) Wywijałam nożem w powietrzu jak samuraj swoim mieczem, osiągnęłam pełne skupienie, stan umysłu zen, pokroiłam mozarellę. Największy sukces - niczego sobie nie obcięłam ;-) Zatem od dzisiaj postaram się nie brudzić deski, jeśli nie będzie to absolutnie konieczne.

[twardziel z mieczem stąd]

20:30, isia2711 , dom
Link Dodaj komentarz »
sobota, 27 grudnia 2008

26 grudnia 2008, piątek

Mój specjalny dzień na "robienie nic". Niczego nie muszę robić, nigdzie nie muszę iść. Dzień spędziłam na czytaniu, wyłącznie dla przyjemności, i różnych innych miłych sercu zajęciach :-)

Całodzienny hedoninzm zakończyłam w wannie pełnej pianki o zapachu świątecznych pierniczków, mmm... to lubię :-) I dopiero wychodząc z kąpieli, grubo po północy, pomyślałam pierwszy raz o ekologii.

Wszystkie ręczniki, czy duże, czy małe, zmieniam i piorę tak samo często. Czyli duży ręcznik kąpielowy (o powierzchni 1 m2) jest mniej efektywny niż mniejszy ręcznik (o powierzchni 0,5 m2). Bo używam go tak samo długo, a wody i środków piorących zużywa się dwa razy więcej. Prosta matematyka. A zatem od dzisiaj duże ręczniki idą w odstawkę.

Chociaż troszkę żal...

[piramida ręcznikowa stąd]

23:46, isia2711 , dom
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 21 grudnia 2008

Słuchanie kolęd to nie jest coś do czego wypada się przyznawać publicznie ;-) Na topie jest mówić, że święta są do obrzydzenia skomercjalizowane, a kolędy puszczane w sklepie wywołują naszą agresję.

Nie wiem jak wasze święta, ale moje nie są komercyjnym kiczem. Nadal są świętem wybaczania i nadziei. Nadal kupuję prezenty jako wyraz mojej miłości do najbliższych. I nadal uwielbiam kolędy :-)

Teraz leci trójkowa płyta "Idą święta", z której dochód przeznaczony jest na rodzinne domy dziecka.

Czy śnieg pada, czy nie pada

To dla karpia zawsze biada

Proszę pań i proszę panów

Nasze życie jest do chrzanu

Empatia jak co roku zorganizowała wczoraj Dzień Ryby, aby zwrócić uwagę na tragiczny los żywych karpi sprzedawanych w sklepach. Zanim się zdecydujecie na taki zakup, zapoznajcie się proszę z informacjami o odczuwaniu bólu przez te wydawałoby się "bezrozumne stworzenia".

Ja z oczywistych względów nie będę kupowała ryb, ani żywych, ani mrożonych :-) Ale moim postanowieniem na dzisiaj będzie pamiętanie o wyłączaniu muzyki, gdy już jej nie słucham, bo zajmuję się czymś innym. Na przykład pisaniem bloga ;-) 

[zdjęcie stąd]

22:20, isia2711 , dom
Link Komentarze (2) »
sobota, 20 grudnia 2008

 

17 grudnia 2008, środa

Przyszła pora na przetestowanie kolejnego wyrobu firmy Sonett. Z wyjazdów przywiozłam może nie górę, ale niezły pagórek brudnych sweterków, więc to dobry moment na sprawdzenie jak działa eko-płyn do prania wełny i jedwabiu.

Jak wszystkie inne produkty tej firmy spełnia wyśrubowane normy certyfikatów EcoControl i EcoGarantie.

  • wyłącznie roślinne środki powierzchniowo czynne

  • bez surowców petrochemicznych

  • bez dodatków zapachowych, kompleksujących i barwiących

  • bez konserwantów

  • ulega całkowitej biodegradacji

Bardzo przyjemnie pachnie, takim jakby leśnym aromatem (jodła?). Swetry po praniu są czyste, pachnące i miękkie. I nic mi więcej do szczęścia nie potrzeba ;-)

Natomiast jeśli chodzi o cenę, to 31 zł za litr płynu wydaje się dużo. Ale jeden wsad do pralki kosztuje 1,80 zł, a pranie ręczne 0,90 zł. To już tak dużo nie jest, prawda? :-)

[na zdjęciu maleńki jeżyk stąd]

Dopisek 21.12:

Na butelce jak byk stoi napisane, że zawiera olejek lawendowy. Gdzie Rzym, gdzie Krym, gdzie jodła, gdzie lawenda... Tłumaczy mnie chyba tylko to, że nadal mam nos zapchany... ;-/

15:44, isia2711 , dom
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 18 grudnia 2008

 

16 grudnia, 2008, wtorek

Wychodząc z pracy uświadomiłam sobie, że to ostatnia szansa na jakiekolwiek zakupy przedświąteczne w Szwecji. No i ostatnia szansa na kupienie zapasu szwedzkiej czekolady. Bo cóż, prawda jest taka, że bez walizki wypchanej czekoladą nie mam się po co pokazywać w domu ;-)

Więc ostatkiem sił powlokłam się do sklepu, gdzie kupiłam 3 kilo czekolady i kuchenne łapki z bawełny organic, co do końca wyczerpało zapas mojej mocy życiowej przydzielony na ten dzień. Postanowienie noworoczne: jednak trochę przystopować z hiperaktywnością, żebym jednak dożyła końca tego eko-projektu ;-)

Ale łapki fajne :-)

[burozielona łapka stąd]

*A najlepsza szwedzka czekolada? Mmm... Marabou :-)

23:49, isia2711 , dom
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 14 grudnia 2008

Nie chciała zima przyjść do Isi, to musiała Isia przyjść do zimy ;-) Jadąc dzisiaj przez ośnieżone pola i lasy Szwecji uświadomiłam sobie, że święta naprawdę tuż-tuż i pora rozpocząć intensywne przygotowania :-) Że nie mam na nic czasu, termin goni termin, a do tego jestem chora? Rzeczy niemożliwe załatwiamy od ręki, na cuda trzeba chwilę poczekać ;-)

Na szczęście jeszcze tylko tydzień tej zawieruchy a potem prawie 3 tygodnie świąteczno-noworocznej laby, lepienia pierogów i wycinania ciasteczek. Należy mi się :-) Żeby nie w każdej dziedzinie życia stawiać sobie nieosiągalne cele na blogu będzie dzisiaj wpis ulgowy i trochę naciągany - o choince :-) To nie będzie prawdziwa zmiana, bo co roku tak robię i nadal zamierzam. Ale mam nadzieję, że potraktujecie mnie z wyrozumiałością :-)

Święta bez wystrojonej choinki to nie są prawdziwe święta. Howgh! Wiele osób z ekologiczną świadomością postrzega kwestię choinki jako wybór mniejszego zła: sztuczna plastikowa wielorazowa kontra żywa, wycięta z lasu, której kariera kończy się po kilku tygodniach na śmietniku (a w najlepszym razie w piecu). A ja stosuję jeszcze trzeci sposób :-)

Najpierw wypytuję znajomych właścicieli domków z ogródkiem i działek czy nie chcieliby jakiegoś ciekawego iglaka przyjąć w prezencie. Co roku ktoś chętny się znajduje. W sprawdzonym gospodarstwie ogrodniczym znajduję odpowiedni okaz iglastego drzewka w doniczce do wsadzenia i kupuję. Następnie choinka aż do 24 grudnia czeka na balkonie. W Wigilie ubieram drzewko i mam super zieloną choinkę. Potem 6 stycznia rozbieram i wraca na balkon, aż do wiosny.

Zawsze jest mi bardzo szkoda rozbierać choinkę tak wcześnie, ale przetrzymana w domu dłużej zaczyna "myśleć ", że to już wiosna i wypuszcza świeże pędy. Żeby się dobrze przechowała trzeba ją ustawić w dość chłodnym pomieszczeniu (przykręcam trochę kaloryfer), a przed wystawieniem z powrotem na balkon otulić ciepło wokół doniczki, żeby nie zmarzła.

To naprawdę działa. Moja pierwsza choinka, jodła koreańska, już dawno jest wyższa ode mnie :-) Spróbujcie zresztą sami :-)

[Zdjęcie stąd]

23:35, isia2711 , dom
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7