Ekologiczne życie na co dzień. 365 zielonych zmian na 365 dni w roku, czyli małe kroki we właściwym kierunku. Przez rok, każdego dnia, zamierzam wprowadzać w swoje miejskie życie jedną pro-ekologiczną zmianę. Zmiana raz wprowadzona będzie kontynuowana aż do końca roku. A dalej? Się zobaczy. Zaczęłam w czerwcu 2008, trzynastego w piątek, na szczęście, więc trzymajcie kciuki.
| < Czerwiec 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  

Liczniki bez rejestracji

praca

czwartek, 18 grudnia 2008

 

15 grudnia 2008, poniedziałek

Żeby ograniczyć wagę bagażu nie zabieram ze sobą wydrukowanych materiałów z Polski, tylko przychodzę wcześniej do biura i drukuję na miejscu. Ale tym razem nie dałam rady.

W niedzielę późno dojechałam do hotelu. Zmęczona, chora, zasmarkana. Z powodu zapchanego nosa w samolocie rozbolało mnie ucho. W ogóle do kitu. Po lekach spałam długo i rano całkiem nie mogłam się pozbierać. Na śniadanie jedzenie było obrzydliwe i drapało w gardło. Dobrze chociaż, że mogłam wybrać kisiel ;-)

Dlatego do pracy wpadłam w ostatniej chwili przed spotkaniem. Zdążyłam tylko w przelocie złapać kubek wody i musiałam już iść. Radośnie i na luzie, bez żadnej dokumentacji, bez żadnych notatek. Pełen profesjonalizm, prosto ze Wschodu... ;-/

No i pewnie, że profesjonalizm! :-) Osiem osób wokół stołu, każdy poza mną ma przed sobą pięćdziesiąt parę zadrukowanych stron i tylko ja mam jakieś sensowne merytorycznie komentarze :-) Może dlatego, że zaglądam siedzącej obok koleżance w wydruki, a jak się patrzy z boku to więcej widać? ;-)

Konkluzja: kto potrzebuje drukowanych materiałów? bo ja na pewno nie! :-)

[groźna drukarka stąd]

23:06, isia2711 , praca
Link Dodaj komentarz »
piątek, 05 grudnia 2008

notatki

4 grudnia 2008, czwartek

W komentarzu pod poprzednim wpisem madziaq zarzuciła, że produkty bardziej ekologiczne są 2-3 razy droższe i że to hobby dla ludzi zamożnych. Z jednej strony trochę racji ma, ale z drugiej to już nie bardzo ;-)

Niektóre są droższe, bo nienawożona pestycydami gleba daje mniej plonów, a za wynagrodzenie rzetelnie opłacanego rolnika również musi zapłacić końcowy nabywca. Ale jak widzę ile zaoszczędziłam na środkach do sprzątania, ograniczeniu zakupów ubraniowych, bardziej efektywnym organizowaniu posiłków - to na te 10 zł miesięcznie na biodegradowalne wkładki mogę sobie spokojnie pozwolić. To w końcu cena tylko jednego kolorowego miesięcznika albo dwóch filiżanek espresso :-)

Ale OK. Krytykę przyjmuję do serca i dzisiaj będzie zmiana zupełnie bezkosztowa :-)

***

Z wyjazdu do Krakowa przywiozłam mnóstwo notatek, kilkanaście zapisanych stron, jakieś wydruki, prezentacje i całą masę różnych przydatnych papierów. I dopiero teraz widzę jaki popełniłam błąd :-/ Pracowicie przepisuję zapiski do komputera, żeby na tej podstawie przygotować materiały szkoleniowe. Ile pracy bym sobie zaoszczędziła (i ilu zużytych kartek) gdybym notatki od razu robiła w formie elektronicznej. Głupia ja... ;-(

Od dzisiaj zatem będę zawsze trzymała klawiaturę na podorędziu, żeby szybko zapisać jeśli przypadkiem ktoś coś mądrego powie ;-)

[zdjęcie stąd]

22:12, isia2711 , praca
Link Komentarze (2) »
środa, 26 listopada 2008

mobilki

W ramach potwierdzania prawdziwości przysłowia o szewcu chodzącym bez butów telefonu używam do (surprise, surprise!) rozmawiania przez telefon. Dlatego nie potrzebuję szpanować najnowszym modelem, który śpiewa, tańczy, recytuje i jeszcze tylko kawy nie parzy ;-)

Telefon mam służbowy, więc wymiana na nowszy model nic mnie nie kosztuje poza zgłoszeniem się w odpowiednim miejscu i powiedzeniem, że chcę. Ale nie tak robią przyzwoite zielone ludziki ;-)

Staram się używać jednego modelu jak najdłużej. Zwłaszcza, że baterie telefoniczne również są odpadem niebezpiecznym i chciałabym ich jak najmniej zużyć. Ale sytuacja, gdy naładowana na maksa komórka nie wytrzymuje trzydniowego pobytu za granicą i wymaga wożenia ładowarki nie jest akceptowalna.

Już-już miałam się poddać i zamówić nowy telefon, prawie po trzech latach używania dotychczasowego. Ale chodziłam po firmie użalając się nad nieszczęsnym środowiskiem zatruwanym milionami baterii i spotkałam wybawcę ;-) Dostałam od kolegi jego stary telefon, nieużywany od dawna, identyczny jak mój, ze sprawną baterią. Jupi! :-)

Mój staroć pociągnie jeszcze trochę na baterii z odzysku. A środowisko - uradowane ;-) 

[zdjęcie stąd]

PS Jeśli ktoś ma ochotę wysyłać urodzinowe kartki, powinszowania, bukiety i prezenty to zapraszam jutro :-)

21:23, isia2711 , praca
Link Komentarze (10) »
wtorek, 04 listopada 2008

biurko z widokiem

Podobno w Stanach to wielkie wyroznienie w hierarchii zawodowej, jak juz sie czlowiek dochrapie biurka przy oknie. W Polsce pani od BHP by nas rozjechala jak czolg* i zostawila tylko mokra plame, gdyby jakis pracownik nie mial dostepu do swiatla dziennego ;-) Szwedzkie przepisy chyba nie sa az tak bardzo restrykcyjne. W kazdym razie czesc biurek stoi w duzej sali, gdzies pod sciana, w strefie mroku.

Tutaj nie mam swojego miejsca ani swojego komputera, siada sie przy pierwszym wolnym. Przyszlam wiec od rana do pracy i usiadlam przy pierwszym z brzegu. Sprawdzilam poczte, przeczytalam pare podeslanych dowcipow, odpowiedzialam na pare sluzbowych maili i zamierzalam przystapic do wlasciwej pracy - oceny wydrukowanej wersji raportu.

Siegnelam do wlacznika swiatla i nagle mnie olsnilo. Po co w ogole siedze w tym ciemnym i ponurym kacie?  Przeciez moge sie przesiasc do rownie wolnego biurka pod oknem, gdzie bede mogla pracowac nie zapalajac swiatla!

No to sie przesiadlam. Mam biurko z widokiem na oszroniony trawnik, a lampe wlaczam dopiero poznym popoludniem :-)

[zdjecie stad]

* Nie przesadzam. Pani od BHP jest fajna, ale hmmm... specyficzna. Zostalismy wyzwani od "smiertelnego zagrozenia zycia i zdrowia" za podlaczenie wentylatora do przedluzacza tak, ze kawalek kabla lezal w poprzek przejscia. Z pania od BHP nie ma to tamto, porzadek musi byc ;-)

15:34, isia2711 , praca
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 października 2008

papierki 

Jak słusznie w komentarzu do jednego z poprzednich wpisów zauważyła madziaq "ekologizacja" postępowania wymusza bardziej uporządkowany tryb życia. Kolejna dziedzina, za którą się zabrałam to praca.

Zamiast brać z magazynu nowe spinacze, teczki czy foliowe koszulki na dokumenty postanowiłam zrobić generalne porządki i posegregować stertę papierzysk zalegających zakamarki pokoju. Ufff! Ile tam było kurzu! :-/

Dawno nieaktualne raporty, notatki z prehistorycznych spotkań... Musiałam zaliczyć aż trzy kursy do pojemnika na utylizację dokumentacji służbowej! Ale efekt recyclingowy jest: miseczka spinaczy, 6 teczek, 2 duże segregatory i ponad 20 koszulek. Porządek w papierach - bezcenny ;-)

Przy okazji natrafiłam na coś "obcego" i zapytałam ulubionego kolegę R., brata w ekologii, dlaczego mi podrzuca swoje papiery. Jak nie chce mu się wynosić makulatury to niech powie, a nie tak tajniacko podkłada do moich ;-) Zaśmiał się i odpowiedział: "W zeszłym roku jeden z nowych pracowników rzucił na drukarkę kod źródłowy mojej aplikacji. Ryza papieru poszła, jednostronnie zadrukowana, więc wzięliśmy sobie te kartki, żeby chociaż czystą stronę wykorzystać na notatki. Pamiętasz?"

No, nie pamiętam... Ale już teraz pamiętam :-) Kartki wrzuciłam do wydzielonej szufladki i podpisałam PAPIER DO BRUDNOPISANIA. Wygląda na to, że nie potrzebuję nowych zeszytów przez najbliższe 10 lat ;-)

[obrazek stąd]

19:25, isia2711 , praca
Link Komentarze (2) »
czwartek, 02 października 2008

klipsy

Coraz mniej używam papierowej dokumentacji, staram się nie drukować raportów krótszych niż 20 stron - bo takie jestem jeszcze w stanie ogarnąć czytając z ekranu, mam zieloną stopkę. Ale na pewno ciągle jest sporo miejsca na eko-poprawki w pracy biurowej.

Po powrocie z delegacji muszę przedstawić rachunki za wydatki slużbowe wraz z potwierdzeniem płatności, tym takim wydruczkiem z karty. Dział obsługi delegacji bardzo się piekli, jak nie połączymy razem odpowiedniego rachunku z właściwym wydruczkiem. Więc pracochłonnie łączę je parami i każdy zestaw zagryzam zszywaczem (dyskretnie pod nosem obrzucając wyzwiskami pracowników wyżej wymienionego działu).

Tym razem poszło pięć zszywek. Niby niewiele, ale pomnożyć przez liczbę wyjazdów, znowu pomnożyć przez liczbę pracowników - i w końcu wyjdzie karton zszywek rocznie na samo łączenie rachunków! Do tego zszywki powinny zostać usunięte zanim papier wyląduje na stercie makulatury, a na pewno nikt tego nie robi :-/

Dlatego od dzisiaj postanowiłam do łączenia dokumentów stosować staroświeckie może i niemodne, ale za to wielokrotnego użytku - spinacze biurowe. Zaś zszywacz resztę roku spędzi w szufladzie :-)

A swoją drogą ciekawe co by koledzy w pracy powiedzieli na strony raportu złączone różowym serduszkiem... ;-)

[obrazek stąd]

21:19, isia2711 , praca
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 30 września 2008

kubki

Szwecja to generalnie bardzo pro-ekologiczny kraj. Recycling maja posuniety do absurdu, skazujac na wysoka grzywne staruszke, ktora nie wrzucila zlomu do wlasciwego pojemnika. Za jednorazowe torebki w marketach sie placi, wiec duzo ludzi nosi wlasne. Na rowerach jezdzi sie zawsze i wszedzie, zdarzylo mi sie nawet widziec rowerzyste w sniezycy.

W pracy tez widac duzo takich dzialan:

  • stojaki na rowery przed biurem
  • swiatlo w toalecie zapala sie na czujnik ruchu
  • ekologiczna kawa w firmowym ekspresie

Duzo ludzi przynosi do pracy swoje wlasne kubki. To zawsze milej, bardziej domowo, a i indywidualnoscia mozna sie przy okazji popisac ;-) Natomiast dla tych, ktorzy wpadaja tylko na pare spotkan, jak ja, sa jednorazowe kubeczki papierowe. Buuuu, shame on you! (bo w Polsce mamy dla gosci porcelanowe filizanki, ha! :-) )

Do tej pory korzystalam z tych jednorazowek (okolo 4 sztuki na jeden dzien pracy), bo nie chcialam podkradac komus jego prywatnego kubeczka. Ale co tu skrepowanie ma do rzeczy, jak chodzi o srodowisko i marnotrawienie zasobow?! Dlatego bede brac z polki ceramiczny kubek. Postaram sie taki z glebi szafki - duza szansa, ze nikt sie nie upomni. No i przeciez umyje po uzyciu :-)

[obrazek stad]

16:55, isia2711 , praca
Link Dodaj komentarz »
sobota, 13 września 2008

12 września 2008, piątek 

Moje subtelne kuchenne napomknienia do pracowych kolegow, ze jak juz mamy te selekcje odpadow, to dobrze by bylo skorzystac z kosza na plastik czy szklo, zwlaszcza gdy stoja tuz obok smietnika "ogolnego", spotykaja sie z rozna reakcja. Czasem ze znaczacym spojrzeniem spod oka, czesto niestety, ale tez niekiedy z roztargnionym:" Ojej, zapomnialem. Ale tak w ogole to ja ZAWSZE wrzucam". Aha, juz to widze ;-) Ale cierpliwoscia i dobrym przykladem budujemy nowa, swiecka tradycje :-)

W firmie mamy dwa rodzaje zbiorki papierow. Kontenery na "scisle tajne przez poufne przed przeczytaniem spalic" i pudelka na makulature niesluzbowa, strategicznie rozmieszczone w roznych punktach. Ale akurat w kuchni takiego nie ma.

Ja jestem juz prawie recyclingoholikiem ;-), wiec nie stanowi dla mnie zadnego problemu, zeby papierowe opakowanie po herbacie zabrac z kuchni i wrzucic w odpowiednie miejsce. Ale wez tu przekonaj innego czlowieka do segregacji, jesli zamiast wrzucic smiecia do kosza bedacego w zasiegu reki kaze mu sie dralowac 10 metrow korytarzem. To przeciez ponad sily spracowanego ludu! Nie mozna miec takich dzikich wymagan, nie? ;-)

Ale wpadlam na pomysl racjonalizatorski i zamowilam ustawienie kolejnego pudelka na makulature - stoi sobie od wczoraj w kuchni i juz mozna wrzucac :-)

Teraz jeszcze tylko musze przygotowac kartke z napisem:"Mokre papierowe recznik NIE SĄ makulatura!!!" ;-)

21:48, isia2711 , praca
Link Dodaj komentarz »
środa, 27 sierpnia 2008

26 sierpnia 2008, wtorek

Rozpoczelam nowa sesje warsztatow flamenco. To byl bardzo dobry wybor, zeby jeszcze raz powtorzyc te sama choreografie. Z inna trenerka, a co wazniejsze z kondycja podbudowana przez wakacje, idzie mi duzo lepiej. Bo smutna prawda jest taka, ze moja inteligencja ruchowa jest taka, no... malo inteligentna ;-( Wiedza o tym, ze po obrocie nalezy wyladowac z ciezarem ciala na prawej nodze, zeby nastepny krok moc zrobic lewa, ma znaczenie, oczywiscie. Niezwykle trudne pytanie, na ktore w trakcie obrotu nalezy blyskawicznie odpowiedziec brzmi: ktora to jest prawa???! Pozostaje sie tylko pocieszac, ze w innych typach inteligencji nadrabiam ;-)

Zajecia zaczynaja sie o 19, wiec czasu mam za malo, zeby wrocic do domu. Ale z kolei wyjscie w miasto rownaloby sie chodzeniu po sklepach, dlatego wole posiedziec dluzej w pracy. I dzisiaj mialam okazje zaobserwowac jak nasza przemila pani sprzataczka oproznia podbiurkowe kosze na smieci. Zdejmuje pokrywke, zaglada do srodka i jak cos tam jest to zwija caly worek do duzego wora, a kosz wysciela nowym workiem. Nawet jesli zawartosc kosza uzbierana przez caly dzien to - tak jak u mnie - dwa woreczki po herbacie i kilka smarkatych chusteczek. Czyli codziennie nieswiadomie generuje kolejny plastikowy odpad! Bez sensu :-(

Dlatego od teraz wszystkie smieci bede wynosic do duzego kosza w kuchni. Tak samo zreszta jak wynosze wszystkie inne odpady. Bo w mojej firmie obowiazuje* system zarzadzania srodowiskowego ISO 14001 i w kuchni mamy odpowiednie pojemniki do segregacji. Wot, kakaja Jewropa! ;-)

*Moze nie wszyscy o tym wiedza (poza dzialem ISO), a z tych co wiedza nie wszystkich to obchodzi (poza dzialem ISO), ale kropla drazy skale. A poza tym mnie akurat obchodzi, wiec bede swiecic zielonym przykladem. Chociaz nie jestem z dzialu ISO ;-)

12:11, isia2711 , praca
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 sierpnia 2008

Powrót z wakacji pozwala świeżym okiem spojrzeć na rzeczywistość i znowu łapać się na różnych nielogicznych przyzwyczajeniach. Kończę pracę, sprzątam papierzyska z biurka, brudne naczynia odnoszę do kuchni i zmywam, wycieram ręce, idę do toalety, robię co mam do zrobienia i kolejny raz myję ręce. A przecież wystarczy tylko lekko zmodyfikować kolejność. Wyrzucanie, siusianie, zmywanie - i już jedno mycie rąk mniej! ;-)

Tak naprawdę do dzisiejszego wpisu zainspirowała mnie notka z bloga Moniki i Przemka z Melbourne. O australijskiej firmie, która dzięki nakłonieniu pracowników do niewycierania rąk w jednorazowe ręczniki zaoszczędziła w ciągu miesiąca 77 000 pojedynczych papierów. W zamian ludzie mieli korzystać z elektrycznych suszarek, co moim skromnym zdaniem z ekologicznego punktu widzenia jest nieco bez sensu.

Dlatego ja raczej pójdę za wezwaniem Marcina z komentarza poniżej: "Bądź ekologiczny, wycieraj ręce w spodnie!" ;) No, może niekoniecznie w spodnie, chyba wystarczy lekko strzepnąć nadmiar wody, a potem to już same wyschną :-)

23:36, isia2711 , praca
Link Komentarze (2) »
środa, 23 lipca 2008

Caly dzien spedzilam dzisiaj na szkoleniu. Bardzo ciekawym zreszta, o prawidlowej i efektywnej organizacji czasu. Nie wiem czy wplynie to pozytywnie rowniez na czestotliwosc i regularnosc pisania bloga, ale mam taka nadzieje :-)

Organizatorzy zapewnili kawe i przekaski, a ja kocham kawe. Zwlaszcza ze smietanka. Zwlaszcza o dziewiatej rano :-)

Smietanka, jak zwykle w takich razach, zostala podana w tych maciupcich pojemniczkach na jeden lyk. No i tak, osiem godzin szkolenia, dwie kawy na osobe, srednio 2 pojemniczki na kawe razy 15 osob = ile? Tak, nie mylicie sie 60 (slownie: szescdziesiat) plastikowych foremek, 60 aluminiowych zaslepek, 6 plastikowych torebek (bo smietanki sa pakowane dziesiatkami). Nie brzmi bardzo ekologicznie, prawda? :-/

Dlatego od dzisiaj jesli smietanka do kawy zostanie podana w jednorazowych foremkach to bede pila czarna. To nie jest wielki wysilek podac smietanke w dzbanuszku, nieprawdaz? A o ile bardziej elegancko :-)

19:35, isia2711 , praca
Link Komentarze (3) »
wtorek, 22 lipca 2008

Wlasnie drukowalam formularze wnioskow sadowych pobrane ze strony Ministerstwa Sprawiedliwosci. Formularze maja standardowo ustawione, ze kazda strona drukuje sie na osobnej kartce (oczywiscie!). Ale... zadzwonilam do kancelarii i okazalo sie, ze nie ma przeciwwskazan do drukowania obustronnego :-)

Zatem od dzisiaj bede bardziej uwaznie drukowac wszelkie urzedowe papierki - jesli tylko prawo na to zezwala. Bo inne teksty juz od dawna drukuje dwustronnie, a nawet czasem 4 strony na jednej kartce (niektorzy koledzy daja z siebie wszystko i wciskaja 8 stron w kartke - ale wtedy to ja juz nie jestem w stanie tego przeczytac :-/).

BTW Zrobilam 2 egzemplarze wnioskow, na wypadek gdybym sie pomylila przy wypisywaniu. Jesli jednak nie bedzie mi potrzebny - zostawie druczek w kancelarii, moze komus sie przyda :-)

16:16, isia2711 , praca
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 lipca 2008

16 lipca 2008, sroda

Moja praca polega miedzy innymi na weryfikacji efektow dzialan innych osob i wyslaniu listy komentarzy co nalezy poprawic. Czysto, elektronicznie, ekologicznie ;-)

Ale pamietam z czasow, kiedy to ja bylam pracownikiem "od czarnej roboty", a ktos pozniej moja prace ocenial, ze bardzo czesto drukowalam te komentarze i zaznaczalam sobie na wydruku co juz zrobilam, a co jeszcze trzeba wprowadzic. Zly zwyczaj :-/

Dlatego do wszystkich swoich sluzbowych stopek, mniej i bardziej oficjalnych, dodalam krociutki tekst:

P Please consider the environment before deciding to print this e-mail

(jakos sie nie chcialo dobrze skopiowac :-/ W kazdym razie w oryginalnej wersji zamiast literki P na poczatku jest rysunek malenkiej zielonej choinki)

Do sluzbowych tylko. Nie sadze zeby komus przyszlo do glowy drukowac prywatne maile ode mnie ;-)

11:05, isia2711 , praca
Link Komentarze (1) »
środa, 02 lipca 2008

Jest takie podejście (i u siebie też, niestety, je zauważyłam), że jak coś jest wspólne to tak naprawdę jest niczyje. Nikt się specjalnie o to nie troszczy, ani nikt nie zwraca uwagi.

Pamiętam o wyłączaniu swojego biurkowego komputera jak wychodzę z pracy. Zawsze gaszę monitor jak odchodzę na dłużej niż 5 minut, a prawie zawsze go wyłączam całkiem wychodząc. Zostaje na noc działający, jak muszę bardzo szybko wyjść (rzadko), albo jak będę go potrzebować natychmiast po przyjściu następnego dnia rano (jeszcze rzadziej, bo moja niechęć do konferencji zaczynających sie przed dziesiątą jest powszechnie znana ;-) ). I tu się spisuję dobrze.

Natomiast mamy jeszcze wspólne komputery z dostępem do innej sieci, po jednym na kilka osób. Nikt o nie nie dba i raz włączone chodzą, dopóki im prądu starczy. Postanowiłam położyć temu kres i dogadałam się z kolegą, że dbanie o oszczędzanie energii tego komputera to będzie nasza wspólna sprawa :-) On będzie go uruchamiał przychodząc do pracy, ja będę zamykała wychodząc, a w ciągu dnia oboje będziemy dbali, żeby monitor był wyłączony jak nikt nie korzysta.

22:01, isia2711 , praca
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2