Ekologiczne życie na co dzień. 365 zielonych zmian na 365 dni w roku, czyli małe kroki we właściwym kierunku. Przez rok, każdego dnia, zamierzam wprowadzać w swoje miejskie życie jedną pro-ekologiczną zmianę. Zmiana raz wprowadzona będzie kontynuowana aż do końca roku. A dalej? Się zobaczy. Zaczęłam w czerwcu 2008, trzynastego w piątek, na szczęście, więc trzymajcie kciuki.
| < Wrzesień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

Liczniki bez rejestracji
wtorek, 25 listopada 2008

kalendarz Miśka

Ja już mam piękny kalendarz na 2009, ale może ktoś jeszcze nie ma, a chciałby. Zwłaszcza jeśli, w odróżnieniu ode mnie, ma zielone pojęcie kto to jest Paweł Małaszyński ;-)

Sympatyczny ten człowiek uświetnił swoją osobą najnowszą edycję kalendarza "Wybierz Miśka", który wydawany od kilku lat propaguje ideę adopcji bezdomnych zwierząt. Dochód ze sprzedaży przeznaczony jest dla organizacji niosących pomoc zwierzętom.

Kalendarz za jedyne 20 złotych można kupić tutaj.

W zwiazku z Dniem bez Futra stowarzyszenie Empatia zaprasza dzisiaj na akcje w Krakowie.

Dołącz do nas 25 listopada 2008 w Krakowie, możesz pomóc tym, które są bezbronne i cierpią dla ludzkiego kaprysu! Przemaszeruj z nami, rozdaj z nami ulotki, podpisz petycję! Każdy głos się liczy! Dowiedz się więcej na temat, co tak naprawdę kryje się za każdym naturalnym futrem! (wiecej tutaj)

Na stronie Empatii mozna sie rowniez zapoznac z raportem o hodowli zwierzat na futra w Polsce.

poniedziałek, 24 listopada 2008

Pozwolę sobie zacytować ekologiczny wątek z ostatniego wpisu Luki, najfajniejszego psa Rzeczpospolitej (bo może nie wszyscy zaglądają, a szkoda by było przegapić taką perełkę):

Trwała audycja ekologiczna, której gościem była pani reprezentująca ludzkie Ministerstwo Środowiska. Pani z przejęciem opowiadała, jakie działania resort, w którym pracuje, podejmuje, aby społeczeństwo ludzkie stawało się coraz bardziej proekologiczne. Po pierwsze happeningi. To mogę zrozumieć. Fajnie, że są tacy, którzy lubią się powygłupiać w słusznym celu. Po drugie wlepki. Może powtórzę dużymi literami: WLEPKI. Tak, wlepki z ekologicznymi hasłami, które rozklejają w tramwajach i autobusach, i w ogóle gdzie się tylko da. O tym, że owlepkowany autobus wygląda niechlujnie, brudno i wiele trudu kosztuje oczyszczenie go z tej tfurczości, nie wspomniano. Ale co tam, ja jestem pies i na komunikacji publicznej mogę się nie znać. Korzystam zupełnie sporadycznie. Kolejne przedsięwzięcie spowodowało, że mojej pani wypadł kubek z ręki, a mi kości z pyska. Ministerstwo - doniosła dumnie przedstawicielka - zakłada profile ekologiczne na naszej-klasie! Klękajcie narody! Dlaczego nie wpadliśmy na to wcześniej? To przecież takie proste! Po co się trudzić nad zmianą bubli prawnych, nad przygotowywaniem odpowiednich ustaw, nad tworzeniem programów, które pomogą właściwie spożytkować pieniądze na ekologię przeznaczone? Wystarczy założyć profil ekologiczny na naszej-klasie i wio!

To co, zamiast się męczyć i kombinować w ramach następnej zmiany założę ekologiczny profil, hę? ;-)

PS Na ten wpis to powinnam utworzyć specjalną kategorię, bo ciekawostki nie pasują - powinno być kurioza ;-/

certyfikat

Eco Garantie to belgijska marka nadawana kosmetykom i środkom czystości, które spełniają ściśle określone wymagania przyjazności dla środowiska. Produkt z takim znaczkiem gwarantuje, że:

  • nie zawiera składników syntetyzowanych chemicznie ani opartych na surowcach petrochemicznych
  • składniki roślinne pochodzą z upraw ekologicznych
  • jest całkowicie biodegradowalny
  • nie zawiera GMO
  • nie jest toksyczny
  • nie wywołuje alergii
  • nie był testowany na zwierzętach

Takie właśnie restrykcyjne warunki spełnia płyn do czyszczenia WC firmy Sonett. Moc czyszczenia zapewnia kwas cytrynowy i środki myjące otrzymane z oleju kokosowego. Delikatny "leśny" zapach daje organiczny olejek cedrowy. Nie dusi smrodem chloru, a jest zadziwiająco skuteczny. Zwłaszcza pozostawiony na pół godziny w muszli, żeby się "przegryzł" ;-)

Jak dla mnie jedyny mankament to jasny kolor - nie widać gdzie już się polało. Ale można z tym żyć. Zostaje :-)

***

Jeśli komuś wydaje się za drogi, a chciałby nieco "zazielenić" swoją toaletę, to można wybrać mojego dotychczasowego faworyta - żel lawendowy Frosch z naturalnym olejkiem. Biodegradowalny w 98%, nie zawiera chloru.

Ale ma środki powierzchniowo czynne (chociaż niewiele) i nie ma żadnych certyfikatów, więc w zasadzie producent może sobie pisać co chce :-/

21:48, isia2711 , dom
Link Komentarze (1) »
niedziela, 23 listopada 2008

lisek

Dzisiaj tytuł poważny, bo i sprawa bardzo serio. Dla wielu zwierząt fakt, że natura obdarzyła je pięknym puszystym futerkiem oznacza śmierć. I nie jest to szybka śmierć od strzału myśliwego nagle kończąca wolne życie w lesie. Człowiek w swoim okrucieństwie wymyślił fermy hodowlane, gdzie zwierzęta futerkowe umierają gwałtowną i bolesną śmiercią po pełnym cierpień życiu w klatce. Czy potraficie sobie wyobrazić jakikolwiek sensowny argument za utrzymywaniem takiego stanu rzeczy?

25 listopada obchodzimy Międzynarodowy Dzień bez Futra. Można przyłączyć się do demonstracji przed sklepami sprzedającymi futra, można podpisać petycję lub napisać list do redakcji czasopism o modzie. W Polsce akcje organizują:

  • Stowarzyszenie Empatia - Dzień Bez Futra 2008
  • Viva! - Antyfutro

Dużo ciekawych materiałów i informacji (po angielsku) jest również na stronie organizacji PETA - Fur is dead

Co "produkcja" futer ma wspólnego z ekologią zapytacie może? A to:

  • Zagrożenie gatunków - polowania na zwierzęta z powodu ich futer doprowadziły wiele gatunków do wyginięcia lub na jego skraj. Konwencja Waszyngtońska, której Polska jest sygnatariuszem, zakazuje handlu dzikimi gatunkami zagrożonymi wyginięciem, ale czarny rynek futrzarski wciąż egzystuje.
  • Przenikanie do środowiska obcych gatunków - część zwierząt ucieka z hodowli. Jeśli uda im się zasiedlić pobliskie środowisko, często stanowią znaczne zagrożenie dla rodzimych gatunków. Bardzo ciężko z nimi walczyć, ponieważ nie mają naturalnych przeciwników. Przykładem może być tu norka amerykańska, której udało się zasiedlić praktycznie wszystkie kraje naszego kontynentu i prawie zupełnie wyparła stamtąd swoją krewniaczkę – norkę europejską.
  • Zanieczyszczenie środowiska - odchody wymywane przez deszcz i wsiąkające w glebę mogą doprowadzić do jej skażenia. Również futro, zanim trafi do kuśnierza i na sklepowy wieszak, musi zostać a oczyszczone i wygarbowane - chemikalia do tego używane są bardzo szkodliwe dla środowiska.

(źródło empatia.pl)

To że nie noszę futer naturalnych jest chyba oczywiste. Sama nigdy bym nie kupiła i konsekwentnie odmawiam przyjęcia czegoś takiego w prezencie. Ale często argumentem zwolenników obdzierania zwierząt ze skóry jest fakt, że produkcja futerek sztucznych jest bardzo nieekologiczna i zanieczyszcza środowisko (jakby ich to cokolwiek obchodziło, swoją drogą...).

Wiecie jaka jest odpowiedź? W ogóle nie trzeba nosić żadnych futer! :-) W ramach dzisiejszej zmiany postanowiłam nie kupować więcej futer, ani prawdziwych, ani sztucznych. I na pewno zimą nie zmarznę. Zresztą widział ktoś himalaistę w futrze? ;-)

[zdjęcie stąd]

mrozonki

22 listopada 2008, sobota

Zielone idee krążą w sieci, krążą w świadomości, w różnych miejscach wyłażą na wierzch. W swoim dzisiejszym wpisie o oszczędzaniu energii Frugalistka korzysta z jednego z moich wcześniejszych, to ja sobie teraz wykorzystam jej :-) Wygląda na to, że niedługo utworzymy frugalistyczno-ekologiczne kółko samopomocy ;-)

Zamrażarka to urządzenie cudowne. Znakomicie pomaga zmniejszyć marnotrawstwo jedzenia, zorganizować życie bardzo zapracowanej pani domu, urozmaicić zimowe posiłki o "prawie jak świeże" warzywa. Zamrażarka była moim pierwszym zakupem "na nowej drodze życia" i nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez niej.

To, że trzeba ją regularnie odmrażać to wiem. To znaczy do tej pory wiedziałam, że to przedłuża żywotność sprzętu. Frugalistka pisze:

Szron o grubości 3 mm zwiększa zużycie energii o 10 proc., szron siedmiomilimetrowy o 100 proc.!

Nie wiem ile milimetrów miał mój szron, ale jedna szufladka przymarzła do ściany i nie dawała się otworzyć... :-( Znaczy wiedziałam, że trzeba odmrażać, ale tak jakoś... zapomniałam. Albo coś. Aha, dawno mrozu nie było, żeby mrożona zawartość przetrwała proces rozmrażania.

Zatem w ramach dzisiejszej zmiany mrożonki powędrowały chwilowo na balkon, w odłączonej od prądu zamrażarce słychać jak lody puszczają, a ja sobie przykleję na drzwiczkach kartkę z datą ostatniego rozmrażania, ku pamięci ;-)

[zdjęcie stąd]

Dopisek:

Godzina 2:07. Odmrożone, umyte, woda z podłogi pozbierana. Mrożonki po odśnieżeniu wróciły do zamrażarki. Jestem ze mnie dumna :-)

00:02, isia2711 , dom
Link Komentarze (4) »
piątek, 21 listopada 2008

wieszaki 

Kontynuuję walkę z domowym remanentem ciuchowym. Będzie jeszcze trwała. Jest tego mnóstwo, a wielu rzeczy szkoda mi wyrzucić, bo "przydasię". Nawet jeśli już jest za małe/za duże/za ciaste/za luźne* (*niepotrzebne skreślić). Wyrzucanie to naprawdę ciężka i wyczerpująca emocjonalnie praca ;-/

Przy okazji wyszło na jaw, że mam kosmiczną ilość wieszaków na ubrania. Są stare, często pogięte i obleśnie brzydkie. A poza tym plastikowe i w ogóle paskudne. Robią mi źle w poczucie estetyki ;-(

Wygląda na to, że w najbliższym czasie będę musiała dokupić parę porządnych wieszaków. Eko-opcja - wieszaki drewniane. Nie tylko dlatego, że plastik jest be, a drewno cacy. Również dlatego, że stary i podniszczony drewniany wieszak można łatwo zregenerować, na przykład przy pomocy metody zwanej decoupage :-)

Nie wiem czy są u nas dostępne takie zabawne jak na dzisiejszym zdjęciu, ale może ktoś mi sprezentuje podobne cudeńka? :-) 

20:23, isia2711 , dom
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 listopada 2008

park

Praca w samym sercu miasta ma zdecydowane plusy. Jednym z nich jest z pewnością możliwość wracania codziennie inną drogą, bo w odległości jednej-dwóch przecznic mam do wyboru 6 przystanków, z których mogę się dostać do domu. To są plusy dodatnie ;-)

Są również plusy ujemne - po drodze czyha wiele pokus na nieszczęsną ofiarę zakupoholizmu, która w pocie czoła stara się ograniczać kupowanie zbędnych przedmiotów... Tu promocja, tam wyprzedaż, owam dwa w cenie jednego, a na środku degustacja i rozdają próbki na zachętę ;-/

Jedna droga prowadzi przez Piotrkowską - dużo sklepów. Druga przy Centralu, domu handlowym, wielkiej peerelowskiej dumie Łodzi - jeszcze więcej sklepów. Dwie kolejne przez Galerię Łódzką - prawdziwa orgia sklepów. Powstrzywanie się od zakupów jest w takich warunkach rzeczą nadludzką... Ale jest metoda - wystarczy odsunąć od siebie wszelkie pokusy i wracać przez park :-)

Może będzie trochę nudniej, codziennie tak samo, ale za to niskobudżetowo ;-) 

[jesienne zdjęcie stąd, a tutaj można zobaczyć jak wygląda park w pełnej krasie]

22:47, isia2711 , inne
Link Dodaj komentarz »
środa, 19 listopada 2008

Poprzedni wpis był nieco dołujący, ale dzięki niezawodnym czytelnikom już mi trochę weselej. Zgadnijcie, co pojawia się na szczycie listy po wpisaniu w guglach "małe zielone bez zębów"? :-D

A zatem przedstawiam Wam efekt mojej piątkowej głupawki. Jest mały, jest zielony, nie ma zębów - idealny kandydat na blogową maskotkę ;-)


adopt your own virtual pet!

Dopisek 20 listopada:

Zepsułam zabawę, bo teraz google na szczycie listy linków ma tę notkę :-/ W każdym razie poprzednio był tam również tutejszy blog i odnośnik do wpisu o ekologicznej paście do zębów :-)

Aha, a kurczaka Zenka można karmić. Jak klikniecie w more po prawej stronie to jest tam ukryta torebka z ziarenkami :-)

bateria

Trochę się czuję jak króliczek bez baterii Duracell... Ciemno, zimno, ponuro. Z nieba siąpi jakieś niewyraźne coś. W nocy spadł pierwszy bielutki śnieg, ale do rana się rozpuścił. Znikąd nadziei, energetyczny dół.

Mam nadzieję, że już wszyscy wiedzą, że taka bateria to odpad niebezpieczny. Nie tylko nie nadaje się do recyclingu, poza wyspecjalizowanymi ośrodkami, ale również nie powinna znaleźć się na wysypisku. Pozostawiona sama sobie może spowodować skażenie środowiska.

Pojawiły się już ciekawe inicjatywy lokalne promujące zbiórkę baterii. I ja też będę odnosić zużyte baterie do odpowiednich punktów zbiórki. Ale to za mało...

Jak piszą we wspomnianym serwisie:

90% baterii używanych w Polsce to baterie jednorazowe, najczęściej to baterie cynkowo-manganowe. Baterie alkaliczne są jeszcze w Polsce stosowane stosunkowo rzadko w porównaniu do innych krajów europejskich.

Szacuje się, że na rynek krajowy trafia obecnie ponad 290 milionów sztuk baterii, o łącznej masie ponad 7 tysięcy ton.

Do tej pory baterie-akumulatorki stosowałam wyłącznie do aparatu, ale od dzisiaj każdą zużytą baterię zastąpię wielorazowym akumulatorkiem.

[zdjęcie stąd]

wtorek, 18 listopada 2008

termostworki

Za górami, za lasami, za siedmioma morzami, dawno, dawno temu, gdy byłam jeszcze małą dziewczynką chorującą na zapalenie stawów pokochałam poduszkę elektryczną. Nasza wielka miłość miała swoje wzloty i upadki. Do dzisiaj mam bliznę na kolanie po zaśnięciu na poduszce włączonej na maxa. Ale wszystko ma wybaczone za ukojenie, które przynosi w cierpieniu :-) Teraz używam jej co miesiąc, gdy czuję jak dolny odcinek kręgosłupa zaraz rozejdzie się w szwach, a podbrzusze pulsuje bólem.

Jednak jest to urządzenie elektryczne, a w tym sezonie to brzydkie słowo. Bardzo niecenzuralne ;-) Zatem co w zamian?

Trzeba odwołać się do mądrości przodków - szkandela, podgrzewacz, butelka z ciepłą wodą. A na urodziny poproszę termofor :-)

PS Kocie skórki też się nadają jako ciepły okład, czasem nawet z wkładką wibracyjną, tylko są nieco zbyt chimeryczne ;-)

21:31, isia2711 , dom
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 17 listopada 2008

róża

Są chwile w życiu człowieka, kiedy idzie w ustronne miejsce, robi co ma do zrobienia i... No, powiedzmy sobie szczerze, aromat nie jest najprzyjemniejszy. Sprejom już powiedziałam stanowcze NIE! Ale przecież nie mogę tak całkiem zaśmierdnąć... ;-(

Tutaj w artykule polecają zapachowe świeczki zamiast odświeżacza w psikadełku. I na pewno jest to jakieś rozwiązanie. Ale przyszło mi do głowy jeszcze inne. Wiecie co to jest pot-pourri? :-)

Ususzyłam płatki róż z przywiędłego bukietu (recycling), wsypałam do ładnego koszyczka po owocach (recycling do kwadratu), ustawiłam na półce w ubikacji i skropiłam aromatycznym olejkiem różanym. Zamiast paskudnego aerozolu mam super-eko naturalny aromat.

Jak kwitnące rosarium* właśnie przed chwilą podsypane obornikiem ;-)

[zdjęcie stąd]

*Tutaj można zobaczyć parę fotek z rosarium w Ystad. Niesamowity aromat, bo każdy krzaczek jest innej odmiany. Gorąco polecam wycieczkę. To w końcu tylko rzut beretem ze Świnoujścia :-)

22:30, isia2711 , dom
Link Komentarze (6) »
niedziela, 16 listopada 2008

kran

Znowu spędziłam weekend na warsztatach rozwojowych (dalszy ciąg tych od synergii). Mądrość grupy jest niesamowitą sprawą i cieszę się bardzo, że mam okazję tego doświadczać :-)

Ogromna lekcja, którą wyciągnęłam z tej sesji to świadomość, że mogę mieć jak najlepsze intencje, podchodzić do ludzi z głębokim szacunkiem, używać jak najbardziej wyważonych i rozsądnych słów, a i tak część osób źle mnie zrozumie, skrytykuje czy zarzuci złą wolę. Tak po prostu było, jest i będzie, i za bardzo nic nie można na to poradzić.

Zresztą tak się czasem zdarza nawet tutaj, w społeczności webowej. Na blogu zarzuty, że robię za mało i za mało się staram, bo przecież mogłabym robić więcej. Na portalu supermózg czepianie się za przesadny radykalizm i oderwanie od prawdziwego życia, że kolejna nawiedzona pseudo-ekolożka wydziwia, głupia jakaś i pewnie niedomyta ;-(

A propos niedomyta. Może nie mam nerwicy natręctw, ale myję ręce dość często, bo po prostu lubię mieć czyste. W większości miejsc z których korzystam są nowoczesne krany z wajchą, takie że odkręca się wodę jednym ruchem dłoni. Ale organizacja pozarządowa, w której odbywały się zajęcia, jest typu non-profit, czyli nie ma profitów do zainwestowania w hydrauliczną nowoczesność ;-)

Zanim dwoma pokrętełkami ustawi się właściwą temperaturę to spłynie tyle wody, że można by umyć ze trzy razy tyle rąk. Dlatego przez te dwa dni myłam w zimnej. I ręce nadal mam czyste :-)

Podgrzanie wody to dodatkowa emicja CO2, a skoro w tym wypadku nie jest konieczne? Od dzisiaj więc myję łapki w chłodnej, prawie jak źródlanej ;-)

[zdjęcie stąd]

20:34, isia2711 , dom
Link Komentarze (6) »
sobota, 15 listopada 2008

inpost

Jeszcze do końca roku 2009 Poczta Polska ma monopol państwowy na przesyłki ważące do 50 gram. Firma Inpost sprytnie obeszła to ograniczenie "dociążając" lżejsze listy metalową plombą :-) 

Każde przełamywanie monopolu cieszy, zwłaszcza gdy konkurent deklaruje świadomość pro-ekologiczną. Oto co piszą na swojej stronie:

Wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za środowisko i stopień w jaki o nie dbamy. Tylko od nas zależą warunki, w jakich będziemy żyć w przyszłości. Dlatego już dziś, zarówno firmy, jak i osoby prywatne powinny intensywnie angażować się w działalność ekologiczną i dokładać wszelkich starań o to, aby nasze otoczenie nie było zanieczyszczane. Działania InPost w tym zakresie są podwójne. Część z naszych opakowań pochodzi z recyclingu, a w dalszych planach chcemy w jak największym procencie korzystać z tego rozwiązania. Ponadto, plomby znajdujące się przy korespondencji dostarczanej przez InPost są poddawane procesowi "odzyskiwania", co zapobiega potrzebie produkowania kolejnych egzemplarzy.

Dzisiaj dostałam list z plombą i postanowiłam zainteresować się w jaki sposób można by ją ponownie wykorzystać. Otóż wystarczy odnieść ją do najbliższego punktu Inpost. Łatwo, lekko i antymonopolowo! ;-)

Lista punktów tutaj.

[zdjęcie stąd]