Ekologiczne życie na co dzień. 365 zielonych zmian na 365 dni w roku, czyli małe kroki we właściwym kierunku. Przez rok, każdego dnia, zamierzam wprowadzać w swoje miejskie życie jedną pro-ekologiczną zmianę. Zmiana raz wprowadzona będzie kontynuowana aż do końca roku. A dalej? Się zobaczy. Zaczęłam w czerwcu 2008, trzynastego w piątek, na szczęście, więc trzymajcie kciuki.
| < Grudzień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            

Liczniki bez rejestracji
niedziela, 07 grudnia 2008

oleje

6 grudnia 2008, Mikołajkowa sobota

Zaniedbuję trochę bloga ostatnio, ale w pracy tak zasuwam, że nie mam nawet czasu taczek załadować* ;-)

Dlatego kalendarzowi niech będą dzięki za Mikołajki i konieczność lekkiego zwolnienia tempa :-) Bo to przecież trzeba pomyśleć, jakieś upominki kupić, imprezkę zorganizować. I od razu odechciewa się myślenia o pracy ;-)

Tegoroczne prezenty mikołajkowe były pod znakiem "rzeczy wielokrotnego użytku". Dla małego M. udało mi się kupić książeczkę ze świątecznymi kolorowankami (bałwanki, choinki, takie tam). Ale jest to bardzo sprytna książeczka - malujemy obrazek, a jak nam się znudzi albo coś nie wyjdzie to ścieramy chuseczką i mamy czysty obrazek do ponownego kolorowania. Bardzo zmyślny patent :-)

Dorosłym natomiast podarowałam... ocet i olej ;-) Odkryłam w Manufakturze sklep Vom Fass, wyglądający tak jak na zdjęciu. W glinianych beczułkach czekają różne rarytasy, które można degustować na miejscu, a można też kupić na wynos w szklanej butelce. Oleje najrozmaitsze, od truflowego po mandarynkowy. Octy od imbirowego po malinowy. Orgia smaków :-)

A jak już się takiego zabierze do domu i skonsumuje z bagietką smakowicie mlaskając, to wystarczy umyć butelkę i już można popędzić po kolejny eksponat do degustacji :-) Taki produkt rozlewany na miejscu do szklanej butelki to bardziej eko-opcja niż fabrycznie pakowany w plastik, no nie? :-)

[Tutaj można przeczytać artykuł o sklepie tej sieci w warszawskim Blue City. A zdjęcie wypożyczyłam z innego artykułu]

*Jak ktos nie zna tego dowcipu to na życzenie dopiszę :-)

sobota, 06 grudnia 2008

płyn do prania

5 grudnia 2008, piątek

To jest jedna z najfajniejszych zalet dostawania komentarzy od czytelników - wybijają z własnego rytmu, zmuszają do myślenia :-) Wielkie dzięki madziaq :-D

Dużo dzisiaj myślałam o motywacjach ludzi (dlaczego pro-eko) i usprawiedliwieniach (dlaczego nie). I zauważyłam coś ciekawego...

  1. Ludzie z organizacji pozarządowych, młodzi gniewni ekolodzy, pełni zapału, idealiści w wieku okołostudenckim często słyszą: "Ty sobie tego futra nie kupisz, bo i tak cię nie stać. Komunikacją miejską jeździsz, bo nie stać cię na samochód. Łatwo ci mówić. Ale gdybys mial kasę to byś inaczej śpiewał. A w ogóle to do roboty się weź, a nie będziesz się głupotami zajmował". No i czasem naprawdę tak jest - młodzi idealiści idą do pracy, mają kasę i ich ideały idą w kąt.
  2. Ale czasem jest wprost przeciwnie. Idą do pracy, zarabiają i nadal wierzą w swoje ideały, i starają się wprowadzać je w życie. I wtedy słyszą: "No tak, jak bym miał tę kasę co ty to też bym się przejmował głupotami, środowisko chronił czy co tam. Wiesz ile takie ekologiczne produkty kosztuja? Mnie na takie coś nie stać".

Czy Wy też widzicie tę niespójność? Te same zachowania spotykają się z krytyką z dwóch przeciwstawnych frontów...

Ja teraz należę do typu drugiego. Stać mnie już na samochód, futro z norek i wakacje w Tajlandii. Ale na szczęście stać mnie również na odrzucenie konsumpcyjnych pokus :-) Teraz próbuję znaleźć też takie eko-zachowania, które byłyby dla mnie oczywiste, gdybym musiała żyć oszczędnie. A ponieważ nie muszę, to działania takie w pewnym sensie są poza zakresem mojej wyobraźni. Wymaga to ode mnie skupienia i namysłu.

Na przykład robiłam dzisiaj pranie, końcówkę płynu wlałam do miski i sięgnęłam po następną butelkę. Plastikową butelkę przed oddaniem do recyclingu trzeba wypłukać, więc nalałam wody, pochlupałam i... Normalnie to bym tę wodę wylała. Ale gdybym nie miała w zapasie kolejnej butelki? Gdybym musiała oszczędzać? W takich popłuczynach można jeszcze jakieś małe coś wyprać, prawda? :-)

Prawda! Dwa biustonosze i dwie pary rajstop. Będę płukać :-)

18:19, isia2711 , dom
Link Komentarze (4) »
piątek, 05 grudnia 2008

notatki

4 grudnia 2008, czwartek

W komentarzu pod poprzednim wpisem madziaq zarzuciła, że produkty bardziej ekologiczne są 2-3 razy droższe i że to hobby dla ludzi zamożnych. Z jednej strony trochę racji ma, ale z drugiej to już nie bardzo ;-)

Niektóre są droższe, bo nienawożona pestycydami gleba daje mniej plonów, a za wynagrodzenie rzetelnie opłacanego rolnika również musi zapłacić końcowy nabywca. Ale jak widzę ile zaoszczędziłam na środkach do sprzątania, ograniczeniu zakupów ubraniowych, bardziej efektywnym organizowaniu posiłków - to na te 10 zł miesięcznie na biodegradowalne wkładki mogę sobie spokojnie pozwolić. To w końcu cena tylko jednego kolorowego miesięcznika albo dwóch filiżanek espresso :-)

Ale OK. Krytykę przyjmuję do serca i dzisiaj będzie zmiana zupełnie bezkosztowa :-)

***

Z wyjazdu do Krakowa przywiozłam mnóstwo notatek, kilkanaście zapisanych stron, jakieś wydruki, prezentacje i całą masę różnych przydatnych papierów. I dopiero teraz widzę jaki popełniłam błąd :-/ Pracowicie przepisuję zapiski do komputera, żeby na tej podstawie przygotować materiały szkoleniowe. Ile pracy bym sobie zaoszczędziła (i ilu zużytych kartek) gdybym notatki od razu robiła w formie elektronicznej. Głupia ja... ;-(

Od dzisiaj zatem będę zawsze trzymała klawiaturę na podorędziu, żeby szybko zapisać jeśli przypadkiem ktoś coś mądrego powie ;-)

[zdjęcie stąd]

22:12, isia2711 , praca
Link Komentarze (2) »
czwartek, 04 grudnia 2008

wkładki

3 grudnia 2008, środa 

Wraz z przejściem naszego kraju ze świata gospodarki centralnie sterowanej do świata gospodarki rynkowej (aka dzikiego kapitalizmu) nastąpił wysyp towarów w sklepach. Niektóre to zbędne gadżety, niektóre całkiem bezużyteczne duperele. Ale bez części z nich już nie wyobrażam sobie życia. Do tej ostatniej kategorii należą właśnie wkładki higieniczne.

Nie wiem jak kiedyś mogło ich nie być??? Za bardzo nie będę się rozpisywać na ten temat, bo dla kobiet to dosyć oczywiste, a panowie i tak nie zrozumieją ;-) W każdym razie zużywam około 25 sztuk miesięcznie, więc przestawienie się na bardziej ekologiczną opcję robi różnicę.

Firma Natracare założona w 1989 oferuje szeroką gamę produktów higienicznych. Obok wkładek również tampony i podpaski. Wszystkie są wykonane z organicznej niechlorowanej bawełny, nie zawierają syntetycznych składników i są biodegradowalne :-)

Na próbę wybrałam klasyczne, w kształcie prostokąta i nie mam zastrzeżeń do funkcjonalności, tylko do kształtu. Po prostu następnym razem wybiorę te wykrojone anatomicznie (w kształcie klepsydry) :-)

[zdjęcie ze strony firmowej producenta]

środa, 03 grudnia 2008

sorry

Zamiast mózgu wata, uszami wysypują się trocinki. Jedenaście godzin przed kompem w pracy. I wystarczy!

wtorek, 02 grudnia 2008

szczęka 

Już wcześniej oświeciło mnie na temat jednorazowych gadżetów, które dają w hotelu i niezużyte do końca zapewne lądują w koszu. Dlatego tym razem wzięłam ze sobą napoczęte maleńkie mydełko i na wpół zużytą miniaturkę żelu pod prysznic. Zawsze to oszczędność zasobów, nawet jeśli tyciunieczka ;-)

Tym razem nocowałam w innym hotelu niż zwykle i nie było tu jednorazowych kapciuszków, niestety. Za to gościom serwuje się obrzydliwie nieekologiczny wynalazek - jednorazowy plastikowy kubeczek do mycia zębów. Żeby było jeszcze bardziej higienicznie (i nieekologicznie!) każdy kubeczek zapakowany dodatkowo w folię... :-/

Ale mnie nie przechytrzą. Jeśli myślą, że wygeneruję aż tyle plastikowego śmiecia, żeby trzy razy umyć zęby to się grubo mylą! Wystarczyło przenieść z sypialni do łazienki szklankę do wody, żeby się zamieniła w śliczny, ekologiczny, wielorazowy kubeczek do płukania zębów. Ha, górą nasi! ;-)

[śmieszny obrazek stąd]

22:38, isia2711 , inne
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 01 grudnia 2008

pudełka

Siedzę sobie w pokoju hotelowym z pięknym panoramicznym widokiem na podświetlony Wawel i zamiast nadrabiać zaległości w pracy to nadrabiam zaległości na blogu. Ale jakby nie było - jakieś zaległości zostaną nadrobione ;-)

To był miły dzień. Dzięki podpowiedziom czytelniczek nie padłam z głodu, bo przypomniały mi o barze Vega na Krupniczej (pyszna zupa cebulowa plus zaskakujące małe grzanki z razowca z kminkiem). W pracy udało się mnóstwo spraw uzgodnić i jest nadzieja, że będzie nam się świetnie współpracowało (tfu, tfu, tfu, odpukać). A na koniec kolega wybierał się do Ikei i mogłam zabrać się razem z nim :-)

Pewnie część z Was powie: "Eee, IKEA, wielki mi rarytas". I pewnie będzie miała rację... Ale ja akurat lubię skandynawskie wzornictwo, trafiają się tam czasem bardzo fajne drobiazgi, a w Łodzi sklep IKEA buduje się od 10 lat (słownie: dziesięciu)! I jeszcze się pobuduje z jedenasty rok... Dlatego jak już raz od wielkiego dzwonu trafi się okazja to korzystam :-)

A swoją drogą IKEA to szwedzka firma, więc koncepcje ochrony środowiska nie są im obce. Torby na zakupy mają tylko papierowe albo wielorazowego użytku. Sporo rzeczy zrobiono z surowców odnawialnych - drewna lub papieru. Segregują odpady i zbierają elektro-śmieci. Dają dobry przykład.

Bardzo staram się ograniczać ze zbędnymi zakupami, więc po całym wielkim łażeniu wybrałam tylko nową konewkę do podlewania kwiatów i pluszowego słonika dla najmniejszej M. W ramach współpracy z UNICEF za każdego sprzedanego pluszaka koncern przekaże 1 euro na edukację dzieci. Czyli to nie wydatek tylko inwestycja ;-)

Chciałam też kupić parę składanych kartonowych pudełek do przechowywania różnych różności. Ale przyszedł mi do głowy pomysł na całkiem inne rozwiązanie, własnoręczne i recyclingowe :-) Mam parę pudełek po butach, okleję ładnie kolorowym papierem i praktyczne różnoróżnościowe pudełka gotowe! :-)

Bardzo się cieszę- rzekł Puchatek uszczęśliwiony - że podarowałem ci Praktyczną Baryłeczkę, w której można przechowywać Różne Różności.

[A.A. Milne: "Kubuś Puchatek", rozdział VI, całość tutaj]

czajnik

30 listopada 2008, niedziela 

Pod poprzednią notką stała czytelniczka podagrycznik podała linka do bardzo ciekawej strony o ekologicznym sprzątaniu. Zobaczcie tutaj.

Ja też staram się uekologicznić prace domowe jak mogę, za każdym razem trochę bardziej :-) Od dłuższego już czasu regularnie usuwam kamień z czajnika przy pomocy zwykłego octu spirytusowego. Wystarczy wlać szklankę octu i po pół godzinie można się przeglądać w idealnie czystym dnie jak w lusterku :-)

Procedura wymaga następnie zagotowania pełnego czajnika wody, aby usunąć resztki substancji czyszczącej. Chyba nie ma wielu chętnych na herbatkę octową, więc nienadającą się do niczego wodę wylewałam do zlewu. Ale czy naprawdę do niczego się nie nadaje?

Wystarczy zatkać odpływ zlewu, nalać parę kropli ekologicznego płynu do mycia naczyń, nalać "bezużyteczny" wrzątek, dopełnić zimną wodą i już mamy świetną kąpiel do zmywania, na przykład szklanek. A dodatek octu dodatkowo działa jak nabłyszczacz :-)

[zdjęcie stąd]

21:27, isia2711 , dom
Link Dodaj komentarz »
sobota, 29 listopada 2008

ocet 

Ekologiczne środki czystości to nie zawsze jakieś nowomodne wynalazki za ciężkie pieniądze. Równie często to powrót do zapomnianych babcinych metod :-)

Wystarczy zmieszać pół szklanki octu (cena: 25 groszy) z połową szklanki wody z kranu (koszt pomijalny, no, niech będzie - 1 grosz) i przelać do butelki z rozpylaczem. Tym niezwykle prostym sposobem uzyskujemy doskonały płyn do mycia szyb, luster i innych powierzchni szklanych. I to wszystko za porażającą kwotę dwudziestu i sześciu groszy polskich ;-)

Psiknąć, zetrzeć, przejrzeć się. Szybko, skutecznie i przyjaźnie dla środowiska :-)

[zdjęcie stąd]

21:27, isia2711 , dom
Link Komentarze (4) »
piątek, 28 listopada 2008

bukiet

Takie urodziny to super sprawa. Człowiek się podładuje mnóstwem pozytywnej energii. Tyle dobrych życzeń, tyle ciepłych słów. Całusy i czekoladki. Czy nie mogłabym mieć urodzin częściej? ;-)

W pracy też procesja z życzeniami - nie da się ukryć takich rzeczy od kiedy działają mailowe przypominaczki na naszej klasie ;-) Między innymi dostałam piękną czerwoną różę. OK, to bardzo miłe, ale wiecie co?

Po dwóch dniach w wazonie taka różyczka to się nadaje wyłącznie do kibelkowego pot-pourri :-/ Szkoda kwiatka. A do tego pewnie kosztuje dużo nawozów i energii, żeby kwitnącą różę wyhodować w listopadzie. Mało ekologiczna roślinka :-(

Od dzisiaj zatem uprzejmie proszę o obsypywanie mnie kwiatami... w doniczkach ;-)

[zdjęcie stąd]

PS Czerwone róże, Czerwone Gitary, taki klimat :-)

22:17, isia2711 , inne
Link Komentarze (2) »
czwartek, 27 listopada 2008

 czekoladki

Nów księżyca, tak zwany "martwy księżyc", symbolizuje umieranie przeszłych spraw, ale również odrodzenie. Nowy początek. Regenerację sił życiowych. To bardzo dla mnie znaczące, że w tym roku moje urodziny przypadają akurat na nowiu...

Ostatni rok był dla mnie bardzo ciężki. Wiele traumatycznych zdarzeń zachwiało podstawami mojego świata. Wiele złego się stało. Takiego, które już się nie odstanie. Musiałam przemyśleć swoje życie od początku, przebudować je. Dowiedziałam się przy okazji mnóstwa zaskakujących rzeczy o sobie i innych. Mam nadzieję, że starannie odrobiłam tę lekcję i w kolejny rok wchodzę silniejsza i mądrzejsza. Bo przecież co nie zabije, to wzmocni, prawda? ;-)

Najważniejsza lekcja to ta, że warto rozmawiać. Komunikować się z ludźmi. Wykorzystywać efekt synergii. Wyjaśniać swoje motywy. Opowiadać o emocjach. Nigdy nie zakładać, że "przecież wszyscy wiedzą, że...". Prosić o pomoc. A czasem po prostu pogadać :-) Nie śmiejcie się, to trudna praca dla introwertyka.

A teraz czas na mroczne wyznanie ;-) To nie jest mój pierwszy blog. Poprzedni założyłam, pochwaliłam się, rozesłałam informację do wszystkich znajomych i ... pary wystarczyło mi na popisanie przez 2 tygodnie :-/ No cóż, głupio wyszło z tym chwaleniem... Dlatego o tym blogu prawie nikomu nie powiedziałam, żeby znowu nie wyjść na głupka.

Ale Zielona Strona działa już niemal pół roku. Zaliczyła 18 000 wejść. Dorobiła się nawet grona stałych czytelników. Myślę, że teraz już jest się czym pochwalić :-)

W ramach dzisiejszej zmiany zamierzam opowiedzieć również niewirtualnym znajomym o moim projekcie, prosić o wskazówki, a czasem o wsparcie i zachętę. Z nadzieją, że inni pomogą, albo może nawet zarażą się zieloną ideą i zechcą wprowadzać zmiany w swoje życie. Ale nawet jak wyśmieją to przecież nic takiego, prawda? :-)

Zresztą rozmowa to bardzo ekologiczna aktywność - bez prądu ;-)

[a na zdjęciu moje urodzinowe czekoladki dla Was - z czekolady organic, w przyjaznym dla środowiska biodegradowalnym opakowaniu. Częstujcie się :-) ]

23:24, isia2711 , inne
Link Komentarze (6) »
środa, 26 listopada 2008

mobilki

W ramach potwierdzania prawdziwości przysłowia o szewcu chodzącym bez butów telefonu używam do (surprise, surprise!) rozmawiania przez telefon. Dlatego nie potrzebuję szpanować najnowszym modelem, który śpiewa, tańczy, recytuje i jeszcze tylko kawy nie parzy ;-)

Telefon mam służbowy, więc wymiana na nowszy model nic mnie nie kosztuje poza zgłoszeniem się w odpowiednim miejscu i powiedzeniem, że chcę. Ale nie tak robią przyzwoite zielone ludziki ;-)

Staram się używać jednego modelu jak najdłużej. Zwłaszcza, że baterie telefoniczne również są odpadem niebezpiecznym i chciałabym ich jak najmniej zużyć. Ale sytuacja, gdy naładowana na maksa komórka nie wytrzymuje trzydniowego pobytu za granicą i wymaga wożenia ładowarki nie jest akceptowalna.

Już-już miałam się poddać i zamówić nowy telefon, prawie po trzech latach używania dotychczasowego. Ale chodziłam po firmie użalając się nad nieszczęsnym środowiskiem zatruwanym milionami baterii i spotkałam wybawcę ;-) Dostałam od kolegi jego stary telefon, nieużywany od dawna, identyczny jak mój, ze sprawną baterią. Jupi! :-)

Mój staroć pociągnie jeszcze trochę na baterii z odzysku. A środowisko - uradowane ;-) 

[zdjęcie stąd]

PS Jeśli ktoś ma ochotę wysyłać urodzinowe kartki, powinszowania, bukiety i prezenty to zapraszam jutro :-)

21:23, isia2711 , praca
Link Komentarze (10) »

Kraków

W przyszłym tygodniu wybieram się na króciutką delegację do Krakowa. Pewnie na miejscu nie będę miała czasu na nic innego niż praca, ale nadzieja matką szczęśliwych ludzi ;-)

Dlatego bardzo proszę krakowskie czytelniczki i czytelników o Wasze typy zielonych miejsc, które koniecznie trzeba odwiedzić - sklepy ze zdrową żywnością, rzeźby z recyclingu, takie rzeczy :-)

Jednym z moich ulubionych krakowskich miejsc jest wegetariański bar MOMO na ul. Dietla. Fantastyczne tybetańskie pierożki z takim pikantnym czarnym czymś w charakterze sosu - pyszności! :-) 

[zdjęcie stąd]

wtorek, 25 listopada 2008

tornado 

Bardzo ciekawy wywiad z profesorem Maciejem Sadowskim z Instytutu Ochrony Środowiska w ostatnim numerze Przeglądu (niestety, nie ma w necie).

Artykuł ilustrowany jest wykresami pokazującymi wzrost temperatury w ciągu ostatnich stu lat w rozbiciu na kontynenty. Średnio jest to około 1°C przyrostu*, w Azji nieco więcej, w Ameryce Południowej trochę mniej.

Profesor nie zaprzecza, że częściowo przyczyną obserwowanych zmian mogą być naturalne procesy, ale konstatuje:

(...)nie wszystkie zmiany zachodzące w klimacie są skutkiem działalności człowieka, ale zmiany naturalne idą z tym w parze. Siła naturalnych trendów jest zwiększona poprzez działania człowieka. Dlatego tak ważne jest np. obniżenie emisji dwutlenku węgla, bo wówczas jeden z niekorzystnych czynników zostałby usunięty.

Dalej mówi:

Z czterech sektorów gospodarki - energetyka, transport, przemysł i rolnictwo - zdecydowanie dominuje [w szkodliwości dla klimatu i środowiska] wpływ energetyki, i to zarówno produkcja energii, jak i jej konsumpcja, także w gospodarstwach domowych. Dla spowolnienia efektu cieplarnianego kluczowe znaczenie ma poprawa efektywności i oszczędzanie energii na poziomie produkcji i zużycia. W oszczędności zużycia surowców energetycznych i zmniejszeniu zanieczyszczeń tkwią ogromne rezerwy ochrony klimatu.

Ciekawe, bo na "zdrowy chłopski rozum" wydawałoby się, że to produkcja przemysłowa jest największym szkodnikiem, a tu proszę. Na produkcję energii nie mam większego wpływu. Przynajmniej do czasu, kiedy można będzie wybierać spośród dostawców energii ze źródeł konwencjonalnych i odnawialnych. Ale może mam jeszcze jakieś rezerwy w nadmiernym zużyciu?

W kilku poradnikach o oszczędzaniu ciepła czytałam, żeby zamknąć na zimę rzadziej używane pomieszczenia i wyłączyć w nich ogrzewanie. No cóż, powiedzmy sobie szczerze, w dwóch pokojach z kuchnią raczej nie wchodzi w grę zamykanie jakichkolwiek pomieszczeń na zimę ;-/ Poradę zignorowałam więc, ale skoro energetyka ma tak znaczący wpływ...

Po gruntownym przemyśleniu sprawy zdecydowałam się na drastyczny krok i... całkiem zakręciłam kaloryfer w kuchni. Gdy gotuję jest tam ciepło, gdy nie gotuję - to mnie tam w ogóle nie ma. Mam nadzieję, że da się z tym żyć :-)

Gdyby z kuchni wiało polodowcowym chłodem to zawsze mogę przecież zasunąć drzwi. Byle zostawić przejście dla jaśnie państwa kotów ;-)

*Jeśli komuś wydaje się, że jeden stopień to mało, to może zaciekawi go informacja, że ostatnie wielkie zlodowacenie na Ziemi spowodował spadek temperatury o... 3°C

[a na zdjęciu tornado z Chicago. Podobne mogą pojawić się w Europie, jeśli klimat nadal będzie się rozgrzewał]

23:13, isia2711 , dom
Link Komentarze (6) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20