Ekologiczne życie na co dzień. 365 zielonych zmian na 365 dni w roku, czyli małe kroki we właściwym kierunku. Przez rok, każdego dnia, zamierzam wprowadzać w swoje miejskie życie jedną pro-ekologiczną zmianę. Zmiana raz wprowadzona będzie kontynuowana aż do końca roku. A dalej? Się zobaczy. Zaczęłam w czerwcu 2008, trzynastego w piątek, na szczęście, więc trzymajcie kciuki.
| < Grudzień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            

Liczniki bez rejestracji
poniedziałek, 07 lipca 2008

6 lipca 2008, niedziela

Jakoś mi się rozjechał kalendarzyk blogowy z rzeczywistym :-/ W każdym razie to jest wpis niedzielny, który nie doszedł do skutku, bo cały dzień spędziłam poza domem.

Co robiłam? Ćwiczyłam jogę w parku, na przykład. Na kocyku. Pierwszy raz w życiu. I było super! :-) O ile oczywiście te śmieszne ruchy, które próbowałam powtórzyć można nazwać jogą ;-) A prowadzący wszystko dokładnie tłumaczył i pokazywał, rozśmieszał nas, żebyśmy się rozluźnili, i w ogóle był fantastyczny. I ludzie dookoła niego uśmiechali się i byli zadowoleni, nawet jeśli nie udało im się zrobić asany jakiejś-tam-jakiejś.

Postanowiłam więc też się częściej uśmiechać i rozśmieszać innych w miarę swoich skromnych możliwości - niech wzrasta w ludziach radość z życia :-)

Zacznę od Was, proszę :-)

Mały Jasio wraca do domu i od progu woła do mamy:

  • Mamo, mamo! Tylko ja jeden z klasy odpowiedziałem na pytanie pani!
  • A jakie to było pytanie?
  • Kto nie odrobił pracy domowej?
23:08, isia2711 , inne
Link Komentarze (6) »
niedziela, 06 lipca 2008

5 lipca 2008, sobota

Z bestią zakupową próbuję walczyć różnymi sposobami, a czasami najlepszą metodę można odkryć przypadkiem :-) 

W sobotę miałam zaplanowany dzień prostych miejskich rozrywek ;-) Buszowanie na ciuchowych wyprzedażach, kolacja w restauracji, kino. Ze względu na 2 ostatnie punkty programu ruszyłam w miasto w pełnym "rynsztunku" (fryzura, makijaż, ubranie) jednym słowem wyglądałam naprawdę fajnie. I okazało się to być rewelacyjną metodą na ograniczenie zakupów! Brałam do przymierzalni dziesięć ekstra rzeczy i oddawałam z powrotem dziesięć. Bo we wszystkim wyglądałam gorzej niż w tym co miałam na sobie jak weszłam do sklepu, he he :-)

W każdym razie efekt czterogodzinnego polowania w Manufakturze to dwie letnie sukienki o idealnym kroju i rozmiarze. Yes, yes, yes!!! ;-)

Od tej pory więc postanawiam na zakupy stroić się jak na imprezę :-)

22:29, isia2711 , dom
Link Komentarze (4) »
sobota, 05 lipca 2008

4 lipca 2008, piatek

Nie bede brala udzialu w dyskusji o ekologicznej wyzszosci zmywarki nad myciem naczyn recznie lub odwrotnie. Nie mam zmywarki, bo mi sie nie zmiescila do kuchni. Ale gdyby tylko bylo na nia miejsce to wstawilabym od razu, bo nie cierpie zmywac najbardziej ze wszystkich innych niecierpianych prac domowych ;-) A poki z musu zmywam recznie to zmienmy to w dzialanie jak najbardziej przyjazne srodowisku.

Nie zmywam pod biezaca woda tylko nalewam goraca wode z plynem do jednej komory zlewu i splukuje w drugiej. Namaczam chwile naczynia, zeby nie trzeba bylo szorowac i uzywac zracych proszkow.

O zakupach zrobionych w sklepie Floreo juz pisalam. Przyszla pora na przetestowanie ekologicznego plynu do mycia naczyn. Sklad bardzo zachecajacy. Plyn wydaje sie za rzadki, ale to chyba wina lat przyzwyczajenia do tych sztucznie zageszczanych. Przepieknie pachnie, jak dla mnie to cytryna z nutka imbiru. Co ogromnie wazne - nie niszczy rak. Umycie poimprezowej gory brudnych naczyn nie wymaga wizyty u kosmetyczki na zabiegu parafinowym ;-) No i jest skuteczny, naczynia sa czyste. Dlatego plyn ten zagosci juz na stale w mojej kuchni :-)

Aha, i zapomnialabym dopisac - jest tez wersja mini, 120 ml, w sam raz do wlasnorecznego przetestowania :-)

************************************************************************

A tutaj buddyjskie podejście do zmywania. Chyba nie jestem na nie jeszcze gotowa ;-)

Myjemy naczynia po to, żeby świadomie przeżywać każdy moment mycia naczyń. (więcej tutaj)

12:55, isia2711 , dom
Link Komentarze (1) »
piątek, 04 lipca 2008

3 lipca 2008, czwartek 

Już chyba każdy słyszał, że jednorazowe foliówki są be. Obchodziliśmy w Łodzi nawet "Dzień bez foliówki", a inicjatywa obywatelska w sprawie zakazu rozdawania w sklepach plastikowych torebek zebrała 90 tysięcy podpisów (to nadal o 10 tysięcy za mało, ale i tak niezły wynik).

Zainspirował mnie wątek na forum dla wystarczająco dobrych pań domu (Pozdrawiam! :-) ), z którego wynika, że jednak nadal wiele osób przekonania do eliminacji jednorazówek nie ma. Do mnie przemawia fakt, że w naszym kraju bardzo niewielki odsetek torebek foliowych jest odzyskiwany, a reszta zalega na polach, drzewach i jeziorach. Niestety.

Od kilku lat, wzbudzając zdumienie a czasem i popłoch u sprzedawców, używam wytrzymałej torby wielorazówki, która zgrabnie się składa w mały pakiecik, akurat do torebki. Ale czasem zakupów mam więcej i wtedy z konieczności pakuję pozostałe w plastik, a póżniej sterta foliówek piętrzy się w kuchni :-(

Od dzisiaj, jeśli juz wezmę jednorazową torebkę, postaram się wykorzystać ją ponownie. Na przykład jako worek na inne plastikowe śmieci czy do pakowania kanapek. Ale przede wszystkim postaram się ich więcej nie brać. Może powinnam też dokupić więcej eko-toreb?

************************************************************************

A dla rozrywki ostatni pomysł radnego Piątkowskiego, który próbuje się politycznie wylansować na foliówkach :-)

00:55, isia2711 , dom
Link Komentarze (2) »
środa, 02 lipca 2008

Jest takie podejście (i u siebie też, niestety, je zauważyłam), że jak coś jest wspólne to tak naprawdę jest niczyje. Nikt się specjalnie o to nie troszczy, ani nikt nie zwraca uwagi.

Pamiętam o wyłączaniu swojego biurkowego komputera jak wychodzę z pracy. Zawsze gaszę monitor jak odchodzę na dłużej niż 5 minut, a prawie zawsze go wyłączam całkiem wychodząc. Zostaje na noc działający, jak muszę bardzo szybko wyjść (rzadko), albo jak będę go potrzebować natychmiast po przyjściu następnego dnia rano (jeszcze rzadziej, bo moja niechęć do konferencji zaczynających sie przed dziesiątą jest powszechnie znana ;-) ). I tu się spisuję dobrze.

Natomiast mamy jeszcze wspólne komputery z dostępem do innej sieci, po jednym na kilka osób. Nikt o nie nie dba i raz włączone chodzą, dopóki im prądu starczy. Postanowiłam położyć temu kres i dogadałam się z kolegą, że dbanie o oszczędzanie energii tego komputera to będzie nasza wspólna sprawa :-) On będzie go uruchamiał przychodząc do pracy, ja będę zamykała wychodząc, a w ciągu dnia oboje będziemy dbali, żeby monitor był wyłączony jak nikt nie korzysta.

22:01, isia2711 , praca
Link Komentarze (2) »

1 lipca 2008, wtorek 

Mam teraz radarek wystawiony na pro-ekologiczne zmiany i wpadaja mi do glowy rozne pomysly (mniej i bardziej dziwne ;-) ). Ten chyba bardzo dziwny nie jest?

Wczoraj skonczyl mi sie tonik, taki do przemywania twarzy. Myslalam o kupieniu jakiegos organic, eco-friendly, z upraw biodynamicznych, w opakowaniu z recyclingu... I wtedy zaswiecila mi zarowka nad glowa (poczulam sie jak pomyslowy Dobromir ;-) ) - przeciez moge taki tonik zrobic sama! Poszperalam troche w sieci i wyprodukowalam dzielo nastepujace:

TONIK RUMIANKOWO-CYTRYNOWY

  • zaparzylam 2 lyzeczki kwiatow rumianku
  • ostudzilam
  • dodalam 1 lyzeczke soku z cytryny
  • przelalam do butelki po dotychczas uzywanym toniku
  • wstawilam do lodowki

Rumianek ma wlasciwosci lagodzace i kojace, zas cytryna wybielajace i bakteriobojcze, podobno. Na razie uzylam go dwa razy. Moja sucha, wrazliwa i naczynkowa cera dotad nie zglosila zastrzezen (odpukac!). Jesli nadal bedzie reagowac pozytywnie to odtad toniki bede robic sobie sama. Jedyny mankament to krotka trwalosc. Z tego co wyczytalam taki tonik powinno sie zuzyc w ciagu tygodnia. A moze to wcale nie mankament? W koncu nie zawiera zadnych konserwantow :-)

A do tego przemycie skory zimnym plynem, prosto z lodowki, w upalny poranek jest taaaaakie przyjemne :-)

wtorek, 01 lipca 2008

"Zamieszkali pod ziemią, żeby nie zasłaniać sąsiadom widoku na ocean i nie słyszeć hałasu z autostrady."

"Domy podziemne mogą być w 100 proc. samowystarczalne energetycznie. Bez pieców, prądu elektrycznego nie przyczyniają się do emisji dwutlenku węgla. Tak jest w przypadku skupiska domów wybudowanych w angielskim Hockerton. Energię zapewnia im słońce i wiatr przez kolektory słoneczne i turbiny wiatrowe, woda pitna to filtrowana deszczówka. Woda używana do mycia i prania powraca rurami do toalety, a następnie jest filtrowana przez trzcinową oczyszczalnię, która znajduje się w stawie. Jedzenie rośnie w ogrodach, a na dachu ryją krety i pasą się owce."

"Pewni Holendrzy wybudowali swoją polietylenową ziemiankę bez zezwolenia. Do tej pory nie dotarli do nich żadni kontrolerzy, tak dobrze się maskują."

Wiecej tutaj.

Czy to nie super ekologiczny pomysl? :-) W Turcji widzialam cale podziemne miasta wykute w skalach wulkanicznych, niesamowity kontrast pomiedzy rozpalonym powietrzem na dworze a przyjemnym chlodem wewnatrz. Moze to odpowiedz na globalne ocieplenie - kazdy wykopie swoj grajdolek dla ochrony przed sloncem ;-)

poniedziałek, 30 czerwca 2008

Chwaliłam się, że dobrze sobie radzę w temacie RECYCLE. Ale jak się sobie przyjrzałam to wcale nie jest tak idealnie, jakby się mogło wydawać :-/

W domu mam kosze na odpadki szklane, plastikowe, metalowe i pudełko na makulaturę. Segreguję śmieci od lat i mam już taki odruch, że nawet nie muszę o tym myśleć - "samo się" wrzuca do właściwego kosza. Ale poza domem?

Poza domem to zależy jak się trafi. Oczywiście, jeśli mam pod ręką właściwy kosz to wyrzucam tam gdzie trzeba, ale jeśli nie ma? Wtedy śmieci lądują w pierwszym z brzegu śmietniku, niestety. Szklane butelki po sokach, plastikowe butelki po wodzie, aluminiowe i papierowe opakowania - wszystko razem... Bo mi się nie chce... Powinnam się poprawić, prawda?

Czyli od dzisiaj jeśli w miejscu gdzie jestem nie ma pojemników do segregacji to śmieci-surowce wtórne będę zabierać ze sobą, do najbliższego odpowiedniego pojemnika. Nawet jeśli okaże się, że ten najbliższy jest u mnie pod domem.

************************************************************************

A poniżej przykład tego, co można zrobić z odpadów. Chyba najbardziej mi się podoba ta, co wygląda jak kłąb zielonych macek :-)

W Szczecinie rozstawiono 15 niekonwencjonalnych ławeczek z surowców wtórnych. Wykonała je szczecińska rzeźbiarka Monika Szpener.  Więcej tutaj.

niedziela, 29 czerwca 2008

Jest takie słynne pro-ekologiczne hasło REDUCE, REUSE, RECYCLE (w wolnym tłumaczeniu: "kupuj mniej, używaj ponownie, przetwarzaj"). Z tych trzech największy kłopot mam z pierwszym. Podobno też jest takie święto "Dzień bez Zakupów". Na samą myśl moje zakupoholiczne JA włącza dzwonek alarmowy, gdzieś z tyłu głowy słyszę "ale jak ci będzie smutno to co, nie będzie terapii zakupowej?" "ale jak ci będzie wesoło to co, nie uczcimy tego jakoś?" "ale jak będzie super-wyprzedaż, minus 1000%, to co, darujemy sobie?"

Tak, mała. Trzy razy wielkie TAK. Jeden dzień w tygodniu bez łażenia po sklepach i robienia zakupów - dasz radę. A zresztą napisane - zaklepane. Teraz już musisz :-)

No i obraziło się i poszło, moje zakupoholiczne JA, gmerać w dopiero co zakupionych koszyczkach (czterech, bo była wyprzedaż; teraz chodzi i myśli po co jej one...). Przynajmniej są ekologiczne - z wikliny i lnu, chociaż tyle :-)

Ze względów logistycznych najbardziej na ten dzień pasuje mi niedziela. A więc od dzisiaj 'Dzień bez Zakupów" obchodzimy 52 razy do roku, obie ;-) 

************************************************************************

Rzadko mi z tymi panami po drodze, ale tutaj akurat się zgadzamy :-)

"Solidarność" rozpoczęła walkę o całkowity zakaz handlu w niedzielę. Więcej tutaj.

21:34, isia2711 , dom
Link Komentarze (3) »

28 czerwca 2008, sobota

W sobote się popisałam ;-( Pamiętacie, kilka dni temu zaczęłam koci żwirek spuszczać w toalecie - no i świetnie się to sprawdza, naprawdę. Pod warunkiem, że się do sedesu nie wrzuci za jednym zamachem całej zawartości dużej, głebokiej, "dwuosobowej" kuwety! To nie może się udać! Nie próbujcie robić tego w domu!!!

Rany, gdzie ja miałam rozum? Pół godziny przepychania rury, kilkanaście spłukań oraz szorowanie i dezynfekcja sedesu... rozrywka w sam raz na sobotnie popoludnie, dobrze chociaż, że nie miałam gości ;-(

************************************************************************

Pocieszyłam się świeżo odebraną paczką ze sklepu Floreo - nie mówiłam nigdzie, że rzucę zakupoholizm, będzie to na razie zakupoholizm bardziej ekologiczny ;-) W sklepie obsługa sympatyczna, ceny niewygórowane (porównałam z kilkoma innymi) i dostawa też w rozsądnym czasie. Będę opisywać nabytki w miarę testowania. Na pierwszy ogień zaś poszedł krem do rąk. Godny następca tego z "uciętym końcem" :-) Jest na bazie masła shea i oleju migdałowego, więc trochę się obawiałam, że będzie bardzo gęsty i ciężkowchłanialny - ale nie, wsiąka szybko i dokładnie. Ma bardzo delikatny, przyjemny zapach, a skóra jest gładka i miękka. Jednym słowem - mniamniuśny ;-) Do tego jest wegański, a większość składników roślinnych pochodzi z certyfikowanych upraw ekologicznych - więc mniamniuśny do kwadratu. Od dzisiaj zatem będzie mi wszędzie towarzyszył i dopieszczał swoim eko- moje paluszki :-) TYm bardziej, że istnieje też mini wersja 30 ml, idealna do torebki.

piątek, 27 czerwca 2008

Jak wracałam do domu to złapała mnie ulewa, więc postanowiłam sobie darować dzisiejszy prysznic E nie, to tylko taki mały przedweekendowy żarcik. Dzisiaj będzie o czymś innym :-)

Moje domowe klapki zakończyły swój żywot ostatecznie - pękł jeden z pasków i nic już nie trzyma stopy, więc wylądowały w śmieciach. Ale ze względu na lekcje tańca nie miałam czasu iść na zakupy. I wtedy przyszło mi do głowy pytanie - a czy ja przypadkiem nie mam innych odpowiednich butów? Alez mam!* Bardzo wygodne pistacjowozielone letnie klapeczki sprzed dwóch sezonów. Nie noszę ich już, bo kolorystycznie dobrany kapelusz rok temu zostawiłam w samolocie, a letnie spodnie zalałam kawą. I na tym się skończyła lista ciuchów, z którymi klapki owe się komponowały (wiem, miałam lekkie zaćmienie umysłowe jak je kupowałam). Zatem przeżyją teraz drugą młodość jako kapcie domowe, a ja zanim coś kupię będę myślała czy by nie wykorzystać tego co już mam.

*w tym miejscu przydaje się bycie chomikiem i awersja do wyrzucania 'przydasiów'

************************************************************************

I cytat z "Waldena" Thoreau, który akurat wczoraj wpadł mi w oko:

"Człowiek jest bogaty proporcjonalnie do liczby rzeczy, bez których potrafi się obyć."

Daje nadzieję. Jeśli nie będę szczęśliwa, to przynajmniej będę bogata ;-)

czwartek, 26 czerwca 2008

Wlasnie sie przylapalam na czyms absurdalnym. W ogole pisanie tego bloga otwiera mi oczy i zupelnie zmienia percepcje, wiedzialam ze to moze sie zdarzyc, ale nie myslalam, ze az tak...

Meritum - za oknem trzydziesci stopni, w pracy pomimo nekania administracji budynku nadal nie dziala klimatyzacja, pot sie z czlowieka leje, pic sie chce. Co robie? Ide do kuchni, zaparzam wiaderko herbaty malinowej i ... czekam az ostygnie. A przeciez moge sie napic po prostu wody z sokiem i nie czekac na wystygniecie, oszczedzajac energie. Ale tak dziala automatyzm i rutyna zimowych miesiecy :-(

O poranku dostalam maila od P., zupelnie o czyms innym, w calkiem innej sprawie:

"czytam znow to opracowanie Castanedy, wyjatek taki odnosnie oszczedzania energii:
energie pochlaniaja nam zwykle przyzwyczajenia, rytualy, nalogi, w ktorych tkwimy. Oderwanie sie od nich, zmiana warunkow, pozwala uzyskac zasob wolnej energii, ktora mozna wykorzystac tworczo"

Czyz nie pasuje zadziwiajaco? :-)

Zatem odstawiam rutyne, zmieniam przyzwyczajenia i odzyskuje energie. Na razie z herbaty, ale kto wie ;-)

************************************************************************

Wczorajsze stracie zostalo po krotkiej szamotaninie (myslowej) wygrane przez 'Ekologiczne kruche ciasteczka z kawalkami czekolady' oraz wloskie patyczki chlebowe grissini, ktore zostaly kupione w zastepstwie krakersow. Polowa ciasteczek zniknela podczas stania w kolejce do kasy. Chyba sa dobre, ale musze jeszcze pare zjesc zeby sie smaku doszukac ;-)

17:17, isia2711 , praca
Link Komentarze (2) »
środa, 25 czerwca 2008

Zrobiłam dzisiaj małe zakupy w Tesco i przy kasie dostałam ulotkę z napisem 'TESCO Organic, Produkty ekologiczne'. Kilka lat temu, tuż po powrocie z Irlandii, zapytałam w TESCO, dlaczego nie ma w polskim sklepie warzyw z rolnictwa ekologicznego, a w irlandzkim są. Co prawda 2 razy droższe, ale za to pomidory o smaku pomidorów, ogórki o smaku ogórków i nawet truskawki o smaku truskawek się zdarzały ;-) Odpowiedź którą uzyskałam brzmiała: "Nie ma targetu". Co przekładając z marketingoidalnego na polski znaczy - nie ma wystarczająco wielu klientów, żeby opłacało się wprowadzić taki asortyment. Czyżby zatem ulotka była pierwsza jaskółką zwiastującą pojawienie się owego "targetu"?

Jeśli tak to postanowiłam dać do zrozumienia, że target (to znaczy ja) istnieje i ma się dobrze. Dać do zrozumienia w najbardziej dobitny sposób, czyli kupując produkty organic*, jeśli tylko jest taka możliwość.

Od czego by tu zacząć testowanie...? Myślę, że na pierwszy ogień pójdą "Ekologiczne ciasteczka orkiszowo-miodowe". A może jednak "Ekologiczne kruche ciasteczka z kawałkami czekolady"? Hmmm... lubię mieć takie dylematy ;-)

************************************************************************

* swoją drogą dość paskudne słowo w polskim kontekście, ale "produkt rolnictwa ekologicznego" też  nie bardzo brzmi

BTW Słownik angielsko-polski tłumaczy organic na organiczny, zaś słownik wyrazów obcych wyjaśnia, że organiczny to "należący do świata zwierząt i roślin". Zatem słownikowo to niemalże 100% naszego  pożywienia jest "organiczne", Nie, organic = organiczny odpada. Jakieś pomysły?

24 czerwca 2008, wtorek  

Znacie? no to posłuchajcie:

Dawno, dawno temu przychodzi niepozorny człowieczek do wielkiego koncernu kosmetycznego i mówi, że koniecznie musi się zobaczyć z najwyższym kierownictwem, bo ma bardzo ważną oferte biznesową. W sekretariacie go wyśmiali, ale tak bardzo nalegał, że umówili mu spotkanie z jednym z pomniejszych kierowników. Kierownik nic nie wskórał. Człowieczek nadal domagał się koniecznie najwyższego szczebla, gdyż jego oferta to super biznes i za pomocą dwóch magicznych słów, praktycznie żadnym nakładem kosztów, zwiększy zyski dwukrotnie. Zaintrygowało to samego prezesa firmy, stwierdził, że w najgorszym razie straci 10 minut dla wariata, a może będzie okazja do śmiechu. Wezwał więc nietypowego "biznesmena" i powiada:

  • To co to za ciekawa propozycja?
  • O, nie, nie! - mówi człowieczek - jesteście wielką firmą, więc na pewno usłyszycie mój pomysł, wykorzystacie go, a ja nic z tego nie będę miał. Tu jest kontrakt, na piśmie, że jeśli dzięki mnie wasz zysk wzrośnie to będę dostawał 50% prowizji od każdego dodatkowo sprzedanego produktu.
  • No cóż, co nam szkodzi podpisać, skoro i tak na pewno nie będziemy chcieli tego pomysłu wykorzystać - zadumał się prezes - Już podpisane. Mów więc.
  • Zobaczcie. To jest szampon produkcji waszej firmy. Jest na nim instrukcja 'nałożyć na włosy, spienić i spłukać'. Wystarczy dodać na końcu 'czynność powtórzyć'.

No i człowieczek w krótkim czasie został miliarderem ;-)

************************************************************************

Skąd mi się wzięło wspominanie starych dowcipów? Tak naprawdę nikt nie wie dlaczego na butelkach z szamponem jest napisane 'czynność powtórzyć'. Nie ma takich napisów na mydle, ani na żelu pod prysznic, ani na płynie do mycia naczyń... Dlaczego automatycznie używamy szamponu dwukrotnie, wie ktoś?

Zmiana dzisiejsza wiąże się z tym właśnie napisem. Ponieważ wieczory spędzam teraz na intensywnym tańcu po jednym dniu nie są już wystarczająco świeże, żeby iść tak do pracy. Dlatego muszę je myć codziennie, chociaż tak naprawdę nie są brudne. Na zwiększone zużycie wody nic nie poradzę, ale przynajmniej rozpuszczę w niej mniej detergentów. "Czynność powtórzyć"? Nie, dziękuję :-)

************************************************************************

A tu filmik zachęcający - jak potrenuję jeszcze z 10 lat to tak właśnie będę tańczyć ;-)