Ekologiczne życie na co dzień. 365 zielonych zmian na 365 dni w roku, czyli małe kroki we właściwym kierunku. Przez rok, każdego dnia, zamierzam wprowadzać w swoje miejskie życie jedną pro-ekologiczną zmianę. Zmiana raz wprowadzona będzie kontynuowana aż do końca roku. A dalej? Się zobaczy. Zaczęłam w czerwcu 2008, trzynastego w piątek, na szczęście, więc trzymajcie kciuki.
| < Październik 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        

Liczniki bez rejestracji
wtorek, 29 lipca 2008

Choroba kogos bliskiego to bardzo stresujaca sytuacja. Odczuwam duze napiecie, zwlaszcza ze to ja jestem tym "rodzinnym twardzielem" co to zawsze wie co zrobic i wszystkich wspiera. No i efekt jest taki, ze przez ostatnie dni kiepsko sypiam. W poniedzialek nawet przyszlam pozniej do pracy, bo po bezsennej nocy powalila mnie poranna migrena i nie bylam w stanie podniesc sie z lozka.

Dlatego wczoraj wieczorem postanowilam zrobic cos dla siebie, dla swojego lepszego samopoczucia i lepszego spania - duzy kubek herbatki z melisy plus polgodzinna sesja w cieplej wannie z babelkami. Mmmm...

Gdy przygotowywalam kapiel przypomnialo mi sie, ze na stan napiecia dobrze robi tez olejek cytrynowy i ze akurat mam taka naturalna cytrynowa swieczke. Zapalilam ja, przynioslam do lazienki... A gdyby tak zgasic gorne swiatlo? Okazalo sie, ze swieczka zapachowa i rzadek pieciu tea-lightow daja wystarczajaco duzo swiatla na bezwypadkowe wykonanie wszelkich koniecznych ablucji. No i nastroj jest nieporownywalny, poczulam sie naprawde odprezona :-)

Kapiel w wannie sama w sobie nie jest moze zbyt ekologiczna, ale jak spiewal Stuhr "czasami czlowiek musi, inaczej sie udusi". Od dzisiaj wiec jak juz bardzo bede tego potrzebowala to wezme dluuuuuga ciepla kapiel w wannie - przy swiecach.

Razem z niewlaczaniem swiatla rano, moze sie niedlugo okazac, ze zarowki w lazience w ogole moge wykrecic ;-)

22:36, isia2711 , dom
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 lipca 2008

W szpitalu obowiązuje zmiana obuwia. Można przynieść kapcie na zmianę, jak w szkole, ale są też automaty z takimi jednorazowymi ochraniaczami na buty. Nie ma to zapewnić aseptyki, tylko czystszą podłogę i mniej pracy dla pań salowych. Ochraniacze są z dość grubego plastiku, na gumkę. Po jednorazowym użyciu zwykle nie są dziurawe, tylko trochę zakurzone. Ale to nie przeszkadza.

Postanowiłam więc, że tę parę którą mam będę przynosić ze sobą, żeby nie kupować codziennie kolejnych. Aha, i widziałam na korytarzu panią, która buty obwiązała jednorazowymi foliówkami, prawdziwy recycling ;-)

BTW okazuje się, że w szpitalu też jest teraz selekcja odpadów - na korytarzu stoją duże pojemniki z napisami: plastik, odpady medyczne, papier, resztki jedzenia, zużyte pampersy. Prawie pruski porządek ;-)

27 lipca 2008, niedziela

W niedzielę nie było lajtowego wpisu. Bo w niedzielę wcale nie było lajtowo... W sobotę wieczorem siedząc na imprezie imieninowej mój Tata miał wylew. Po którym stracił mowę - nazywa się to afazja. Po prostu połączenia w mózgu przestają funkcjonować i myśli nie dają się przełożyć na słowa.

Taaak. Mój wygadany na każdy temat, nie dający się przedyskutować i będący zawsze duszą towarzystwa Tata nie potrafi mówić...

Od wczoraj spędzam dużo czasu w szpitalu, a moją jedyną myślą jest nadzieja, że podobno takie zmiany czasem się samoistnie cofają albo można polepszyć stan ćwiczeniami logopedycznymi. Wiem, nie ma to wiele wspólnego z ekologią (chociaż akurat moja ostatnia z nim rozmowa była o ulotce dla starszych mieszkańców osiedla wyjaśniającej jak prawidłowo segregować odpady). Ale postanowiłam, że moim pro-ekologicznym postanowieniem na niedzielę będzie kontynuowanie tego blogowego projektu, pomimo niesprzyjających okoliczności.

I będzie to najtrudniejsze z dotychczasowych zadań...

22:59, isia2711 , inne
Link Komentarze (2) »
sobota, 26 lipca 2008

Za oknem klimat podzwrotnikowy suchy, znękana upałem wyobraźnia podpowiada kolonialne klimaty i kręcący się leniwie pod sufitem wiatraczek, jak na filmach z amerykańskiego południa. Po kilkunastu chłodniejszych dniach  powrót słońca stał się naprawdę nieznośny i zaczęłam dojrzewać do myśli o konieczności zakupu elektrycznego wentylatora, takiego jak mam w pracy, również do użytku domowego.

Konieczności? Na wczorajszym konwencie dostałam w ramach gadżetów reklamowych... wachlarz! Urody nienachalnej, plastikowe kółeczko na plastikowej rączce. Dosyć badziewne szczerze mówiąc ;-) ale sprawdziło się doskonale! Zwłaszcza, że spotkania odbywały się na dworze, pod wiatą i jakiekolwiek dmuchawki i tak nic by tu nie pomogły.

Dlatego zabrałam go do domu i postanowiłam używać zamiast wentylatora. A jak się zużyje to kupię sobie wachlarz do flamenco (i mam nadzieję, że będę wyglądać tak pięknie jak ta pani :-) ).

23:14, isia2711 , dom
Link Dodaj komentarz »
piątek, 25 lipca 2008

Natomiast dzisiaj zamiast jak zwykle pomaszerować do pracy, spędziłam nie mniej pracowity, ale za to jakże przyjemny dzień na NewConnect Convention 2008. W końcu do pracy iść można codziennie, a taka okazja zdarza się raz do roku ;-)

Inwestowaniem na giełdzie zajmuję się hobbystycznie i na małą skalę z większymi lub mniejszymi sukcesami. A ostatnio prawie w ogóle bez sukcesów ;-( Ale na takim rynku to raczej nie ma mądrych :-/

Wysłuchałam bardzo ciekawych wykładów o tym jak analizować wyniki spółek, w które chce się zainwestować, aby wybrać tę dobrą. Taką która ma duży potencjał wzrostu i rokuje nadzieje na godziwe zyski przy w miarę rozsądnym ryzyku. Super. Ale powstaje pytanie jaka jest definicja dobrej firmy dla mnie. Czy to będzie taka spółka? A może taka? Czy zyski z takiej inwestycji określiłabym jako godziwe...?

Nie, nie wydaje mi się. Dlatego nie będę kupować akcji tego typu firm. Od dzisiaj zatem przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych będę wkładać również zielone okulary. Ktoś słyszał o jakimś super-ekologicznym extra-zyskownym biznesie do zainwestowania? ;-)

22:45, isia2711 , inne
Link Komentarze (1) »

24 lipca 2008, czwartek 

Czwartkowy wpis nie doszedł do skutku we czwartek, bo nie odważyłam się włączyć komputera - burza dała niezłego czadu! A zresztą i tak już było po północy jak wróciłam do domu ;-)

Ale wcześniej zrobiłam zakupy w Tesco, żeby mieć z czego zrobić dzisiaj kanapki. I co zwróciło uwagę mojego nowego, eko-świadomego spojrzenia? że nie ma takiej opcji, jak kupienie tam pieczywa nie opakowanego w folię. Nawet niektóre pojedyncze bułki są w swojej własnej foliówce! I nie ma możliwości zrezygnowania z opakowania, bo one już na półkach leżą szczelnie zafoliowane.

Dlatego postanowiłam rozejrzeć się za piekarniami i sklepami w okolicy, gdzie chlebek można kupić luzem i zawinąć w przyniesiony płócienny woreczek. I pewnie takie pieczywo będzie też smaczniejsze :-)

środa, 23 lipca 2008

Caly dzien spedzilam dzisiaj na szkoleniu. Bardzo ciekawym zreszta, o prawidlowej i efektywnej organizacji czasu. Nie wiem czy wplynie to pozytywnie rowniez na czestotliwosc i regularnosc pisania bloga, ale mam taka nadzieje :-)

Organizatorzy zapewnili kawe i przekaski, a ja kocham kawe. Zwlaszcza ze smietanka. Zwlaszcza o dziewiatej rano :-)

Smietanka, jak zwykle w takich razach, zostala podana w tych maciupcich pojemniczkach na jeden lyk. No i tak, osiem godzin szkolenia, dwie kawy na osobe, srednio 2 pojemniczki na kawe razy 15 osob = ile? Tak, nie mylicie sie 60 (slownie: szescdziesiat) plastikowych foremek, 60 aluminiowych zaslepek, 6 plastikowych torebek (bo smietanki sa pakowane dziesiatkami). Nie brzmi bardzo ekologicznie, prawda? :-/

Dlatego od dzisiaj jesli smietanka do kawy zostanie podana w jednorazowych foremkach to bede pila czarna. To nie jest wielki wysilek podac smietanke w dzbanuszku, nieprawdaz? A o ile bardziej elegancko :-)

19:35, isia2711 , praca
Link Komentarze (3) »
wtorek, 22 lipca 2008

Wlasnie drukowalam formularze wnioskow sadowych pobrane ze strony Ministerstwa Sprawiedliwosci. Formularze maja standardowo ustawione, ze kazda strona drukuje sie na osobnej kartce (oczywiscie!). Ale... zadzwonilam do kancelarii i okazalo sie, ze nie ma przeciwwskazan do drukowania obustronnego :-)

Zatem od dzisiaj bede bardziej uwaznie drukowac wszelkie urzedowe papierki - jesli tylko prawo na to zezwala. Bo inne teksty juz od dawna drukuje dwustronnie, a nawet czasem 4 strony na jednej kartce (niektorzy koledzy daja z siebie wszystko i wciskaja 8 stron w kartke - ale wtedy to ja juz nie jestem w stanie tego przeczytac :-/).

BTW Zrobilam 2 egzemplarze wnioskow, na wypadek gdybym sie pomylila przy wypisywaniu. Jesli jednak nie bedzie mi potrzebny - zostawie druczek w kancelarii, moze komus sie przyda :-)

16:16, isia2711 , praca
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 21 lipca 2008

Kilka dni temu podawalam na forum przepis na domowa produkcje jogurtu. I nagle zaczelam sie zastanawiac - dlaczego ja juz nie robie go sama? Odpowiedz jest prosta - "sie mi nie chce", tak samo jak wielu innych rzeczy nie robie z wygodnictwa. A przeciez przygotowanie jogurtu jest takie proste!

Do tego zawsze na zakupach spedzam dluzsza chwile na wybraniu wlasciwego jogurtu i przestudiowaniu skladu, zeby ustalic czy przypadkiem producent znowu nie "wzbogacil" go o urocze dodatki typu zelatyna wieprzowa czy koszenila. Zreszta ze wzgledu na te ostatnia, cukier i rozne inne E-cos-tam, ktorych mi sie nie chce rozszyfrowywac przy kazdych zakupach, od dawna nie kupuje jogurtow owocowych, tylko robie swoje wlasne - kubek jogurtu plus garsc prawdziwych owocow (lub lyzka dzemu w zimie). Mniam! :-)

Poza wszechogarniajacym leniem na usprawiedliwienie dodam, ze jogurt z platkami jem zwykle na sniadanie w pracy i to jest problematyczne, zeby ten jogurt domowy przynosic. Ta, problematyczne, akurat. Sie wlewa do sloiczka, sie zakreca, sie zabiera. Wielki mi problem ;-)

Do tego sklepowe jogurty sa zapakowane w jednorazowe plastikowe pojemiczki, z aluminiowa czapeczka, a moj bedzie w szklanym sloiku wielokrotnego uzytku. Czysta ekologia :-)

Od dzisiaj wiec zakladam domowa mleczarnie. Moze nawet ozdobie sloiki rysunkiem slicznej krowki? :-)

Ewentualnie kupie jedno opakowanie w sklepie jak mi sie "zacier" wykonczy (ale to juz naprawde w ostatecznosci).

niedziela, 20 lipca 2008

Zamieniłam już płyn do mycia naczyń na bardziej przyjazny środowisku (patrz wpis (22)), ale jakby tak w ogóle pozbyć się zmywania... Hmmm... marzenia ;-) Jednorazowe naczynia z oczywistych względów odpadają, ale może jakoś ograniczyć ich ilość? Co powiecie na jedzenie z patelni?

Buuuu, ohyda, bezguście, brak wychowania, urok akademików. Z tym mi się kojarzy. Ale gdyby podejść do zagadnienia od pro-ekologicznej strony? Ograniczenie tłustych talerzy do zmywania - duży plus.

To może zmienić punkt widzenia? Niedzielna jajecznica ze szczypiorkiem, pajda wiejskiego chleba z masłem, ogórek małosolny prosto z beczki, widelec z drewnianym trzonkiem. Nie ohyda tylko styl rustykalny, powrót do piastowskich źródeł. Czyż nie fajna zmiana? :-)

A jajka na jajecznicę, oczywiście, ze znaczkiem "0" lub "1".

12:30, isia2711 , dom
Link Komentarze (1) »
sobota, 19 lipca 2008

Obudziłam się w sobotni poranek... tak mógłby się zaczynać ten wpis, ale nie oszukujmy się, w czyim słowniku określa się "porankiem" godzinę jedenastą??? OK, w moim ;-) Zatem po uściśleniu definicji zacznijmy od nowa (a kto chce niech "poranek" zastąpi "przedpołudniem").

Obudziłam się w sobotni poranek, poprzeciągałam trochę i zwlekłam z łóżka. Następnie poczołgałam się w kierunku łazienki, zapaliłam światło... STOP! wróć! Czy ja nie zauważyłam, że w łazience mam okno, jest środek lata i o 11:30 to już NAPRAWDĘ jest widno? No jakoś do tej pory nie... :-/ Co prawda okno jest wysoko i prowadzi do kuchni, ale jednak jest wystarczająco jasno, żeby nie trafić szczoteczką w oko ;-)

Od dzisiaj zatem zamierzam monitorować ilość światła dopływającą przez okno i włączać oświetlenie tylko wtedy gdy jest absolutnie niezbędne. Co zapewne nie będzie zbyt częste, bo w tygodniu i tak lunatykuję z zamkniętymi oczami, wstając w środku nocy  (czytaj o 7:30).

(dzisiejszy wpis z dedykacją dla Larsa von Triera ;-) )

20:03, isia2711 , dom
Link Komentarze (4) »
piątek, 18 lipca 2008

Zaczepila mnie w pracy na korytarzu kolezanka tymi slowy: "Wiesz, jakos trafilo mi w koncu do przekonania to co mowilas o sterylizacji kotow i poszlam ze swoja kotka na zabieg". Super! :-)

Moim hobby nie jest chodzenie i opowiadanie ludziom o kontroli urodzin u zwierzatek domowych ;-) Dziewczyna sama mnie zapytala jak to jest, wiedzac ze mam doswiadczenie z kotami. Ale skoro moje mowienie dziala, to chyba zaczne :-)

Nie bede tutaj przytaczac wszystkich argumentow jakich uzylam. Obejrzyjcie filmik, koniecznosc sterylizacji powinna trafic do przekonania nawet najbardziej zatwardzialym przeciwnikom 'okaleczania' zwierzat - tylko ostrzegam, jest drastyczny!

http://www.brightlion.com/InHope/InHope_pl.aspx

Jesli ktos ma nadal watpliwosci albo chcialby, ale sie boi to zapraszam na priva - w ramach mojego nowo podjetego obowiazku chetnie wszystko wyjasnie :-)

Podobno wzrok odciaza patrzenie w dal i na zielonosc. Dlatego moja ulubiona tapete - psychodelicznie fioletowa cytryne - postanowilam zastapic jedna z takich.

W koncu wybralam "Darkness to Light", ale myslalam tez o "The right way" (czy te nazwy musza byc takie znaczace? ;-) ).

17 lipca 2008, czwartek 

Osiem godzin w pracy przed komputerem, dwie godziny przerwy (powrot do domu i zasada nr (4)), szesc godzin w domu przed komputerem. I co z tego, ze w obu miejscach mam nowoczesne LCDki, podobno bezpieczne dla oczu? Dla zadnych oczu nie jest dobrze sleczec tyle godzin przed monitorem. I efekt jest taki, ze wstaje rano i wygladam jak krolik chory na wscieklizne ;-) Albo jak bym naduzyla napojow wysokoprocentowych poprzedniego wieczoru. A zadna z tych opcji nie robi profesjonalnego wrazenia, wiec przed pojsciem do pracy trzeba zapuscic krople do oczu, zeby ludzi nie straszyc.

Krople - kartonowe opakowanie, w srodku papierowa ulotka z instrukcja obslugi kropli, plastikowa butelka. I dopiero sam lek. Wkrapia sie 1-2 kropelki w kazde oko, tylko wtedy gdy potrzeba. Ale produkt i tak trzeba wyrzucic po dwoch tygodniach, bo od momentu rozhermetyzowania pojemnika namnazaja sie w nim bakterie. Zawsze wiec wyrzucam co najmniej polowe zawartosci opakowania, nawet jak kupie najmniejsze 5 ml.

Dlatego od dzisiaj mam szlaban na komputer w dni robocze - moge wgapiac sie w monitor najwyzej 9 godzin, wliczajac czas spedzony w pracy. I moze krople nie beda juz potrzebne.

(hmmm... czuje sie troche jak nastolatka, ktora ma kare od rodzicow, znaczy raczej kijowo ;-/ )

11:34, isia2711 , dom
Link Komentarze (2) »