Ekologiczne życie na co dzień. 365 zielonych zmian na 365 dni w roku, czyli małe kroki we właściwym kierunku. Przez rok, każdego dnia, zamierzam wprowadzać w swoje miejskie życie jedną pro-ekologiczną zmianę. Zmiana raz wprowadzona będzie kontynuowana aż do końca roku. A dalej? Się zobaczy. Zaczęłam w czerwcu 2008, trzynastego w piątek, na szczęście, więc trzymajcie kciuki.
| < Listopad 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    

Liczniki bez rejestracji
czwartek, 16 października 2008

deo 

Tytułowy pogląd cieszy się popularnością w pewnych kręgach. Pozwala upupić i ośmieszyć ideologicznego przeciwnika. Pozwala nie odnosić się do merytorycznych argumentów, bo przecież "Wszyscy wiedzą, że się nie myją, niby oszczędzają wodę, brudasy jedne, he he". I na tym koniec dyskusji...

Dlatego chcę być żywym przykładem, że to bujda na resorach. Jestem umyta, ładnie pachnę, mam czyste ubranie, czyste ręce i czyste serce ;-) I chcę utrzymać ten pozytywny stan również w ciągu następnych dwustu czterdziestu dni :-)

No i właśnie zaliczyłam pierwszą porażkę :-( Bardzo żałuję. Ekologiczny dezodorant, obsypany certyfikatami, wegański, organiczny, wydajny, pięknie pachnący przy nakładaniu. Po prostu ekologiczny cud, miód i orzeszki. Gdyby nie to, że... jakby to delikatnie powiedzieć... no... nie działa. To znaczy oczywiście działa, przez parę godzin na pewno. Ale ja poza domem spędzam codziennie 10-12 godzin, czasem dość intensywnie. I środek, który nie niweluje zapachu potu przez cały ten czas jest absolutnie nieakceptowalny :-(

Dlatego z dezodorantowego zamiennika na razie nici :-( Jest tam jeszcze kilkanaście innych do przetestowania, więc nie tracę nadziei na przyszłość. Jednak dzisiaj zrobię naprawdę maleńki kroczek - będę używać tego ekologicznego, gdy nie mam w planach wychodzenia z domu.

PS Dzisiaj stuknęło 10.000 odwiedzin na stronie! Może jakaś eko-imprezka dla stałych klientów? ;-)

środa, 15 października 2008

Pewnie zauważyliście, że dodaję tu ostatnio różne gadżety, widżety i fidżety. A to wszystko po to, żeby blog był fajniejszy do czytania :-)

Wprowadziłam nowe kategorie Łódź i ciekawostki, żeby łatwiej było nawigować po archiwalnych wpisach.

Chciałam również dodać zabawny suwaczek pokazujący ile dni zostało do końca tego wyzwania. Żebym mogła sobie czasem spojrzeć i szepnąć pocieszająco: "Ach, cóż to jest dwieście trzydzieści dziewięć dni! Przeleci, nawet nie zauważysz" ;-)

Ale wstawiałam suwaczka w różne miejsca i nigdzie mi dobrze nie wyglądał :-/ Dlatego robię dodatkową kategorię wpisu pod tytułem Daleko jeszcze? i tutaj umieszczam suwaczka. Zawsze można kliknąć i sprawdzić :-)

Każdego dnia tramwaj sukcesu jest coraz bliżej krańcówki ;-)

papierki 

Jak słusznie w komentarzu do jednego z poprzednich wpisów zauważyła madziaq "ekologizacja" postępowania wymusza bardziej uporządkowany tryb życia. Kolejna dziedzina, za którą się zabrałam to praca.

Zamiast brać z magazynu nowe spinacze, teczki czy foliowe koszulki na dokumenty postanowiłam zrobić generalne porządki i posegregować stertę papierzysk zalegających zakamarki pokoju. Ufff! Ile tam było kurzu! :-/

Dawno nieaktualne raporty, notatki z prehistorycznych spotkań... Musiałam zaliczyć aż trzy kursy do pojemnika na utylizację dokumentacji służbowej! Ale efekt recyclingowy jest: miseczka spinaczy, 6 teczek, 2 duże segregatory i ponad 20 koszulek. Porządek w papierach - bezcenny ;-)

Przy okazji natrafiłam na coś "obcego" i zapytałam ulubionego kolegę R., brata w ekologii, dlaczego mi podrzuca swoje papiery. Jak nie chce mu się wynosić makulatury to niech powie, a nie tak tajniacko podkłada do moich ;-) Zaśmiał się i odpowiedział: "W zeszłym roku jeden z nowych pracowników rzucił na drukarkę kod źródłowy mojej aplikacji. Ryza papieru poszła, jednostronnie zadrukowana, więc wzięliśmy sobie te kartki, żeby chociaż czystą stronę wykorzystać na notatki. Pamiętasz?"

No, nie pamiętam... Ale już teraz pamiętam :-) Kartki wrzuciłam do wydzielonej szufladki i podpisałam PAPIER DO BRUDNOPISANIA. Wygląda na to, że nie potrzebuję nowych zeszytów przez najbliższe 10 lat ;-)

[obrazek stąd]

19:25, isia2711 , praca
Link Komentarze (2) »
wtorek, 14 października 2008

kominek

Wczoraj założyłam sweter, dżinsy i półbuty, bo wyglądało, że jest chłodno. Zgrzałam się jak parówka w mikrofali. Dzisiaj rano pogoda była taka sama, więc ubrałam się w koszulkę z krótkim rękawem, lżejsze spodnie i balerinki. I prawie zamarzłam czekając na tramwaj. Czy ten świat mógłby się wreszcie zdecydować czy mamy globalne ocieplenie, czy nową epokę lodowcową? Zanim dostanę zapalenia płuc, uprzejmie proszę ;-(

W domu mam cieplutko. Dzięki wysiłkom wspólnoty cały budynek jest ostyropianowany, mamy nowy dach, wszystkie okna na klatkach schodowych są wymienione, a regulowaniem centralnego ogrzewania steruje system elektroniczny, więc płacimy elektrociepłowni tylko za ciepło faktycznie wykorzystane przez mieszkańców. Jest super :-)

Ale przyłapałam się ostatnio na dziwnym myśleniu. Siedzę przy kompie, wymyślam ekologiczne zmiany na bloga, ale jakoś tak mi zimno. Myślę sobie: "Trzeba by wstać i podkręcić ogrzewanie". Dlaczego moje myślenie jest dziwne spytacie?

Bo za oknem jest zaledwie plus dziesięć stopni Celsjusza, a ja siedzę w samej koszuli z krótkim rękawkiem, z gołymi nogami i zamiast myśleć o założeniu swetra i skarpetek, odkręcam kaloryfer. To się nazywa ekologia... :-/

W moim wypadku oszczędzanie na ogrzewaniu nie może mieć motywacji ekonomicznej, bo nie mamy indywidualnych podzielników - każdy płaci swoją część do wspólnej kasy w zależności od metrażu, nie od zużycia. Natomiast ekologiczna motywacja pozostaje w mocy, bo zmniejszając ogrzewanie zmniejszam emisję CO2 do atmosfery.

Zmiana na dzisiaj będzie naprawdę hardkorowa. Ustawię termostat na każdym grzejniku w domu o jedno oczko mniej niż do tej pory. A jak będzie mi zimno to zawsze mogę założyć jeszcze jeden sweter.

***

Jak głupia uśmiecham się do ludzi i niektórzy patrzą z niesmakiem - ale niech się wypchają! ;-) Uśmiecham się dla tych, którzy to docenią i w odpowiedzi też się uśmiechną. Tutaj dawno nie było uśmiechoterapii, dlatego cytat dnia specjalnie dla Was:

Jeżeli spotkałeś kobietę swoich marzeń, to o pozostałych marzeniach możesz śmiało zapomnieć.

[ciepłe zdjęcie stąd]

22:50, isia2711 , dom
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 13 października 2008

pianka 

Ciągle jeszcze nie zrobiłam obiecanego remanentu w szafach ubraniowych, ale musicie mi wybaczyć :-) Trwa właśnie w Łodzi festiwal rozwojowy dla kobiet PROGRESSteron i weekend miałam bardzo pracowity. Uczestniczyłam w warsztacie o współdziałaniu w grupie, który mam nadzieję pomoże mi nie tylko samo-rozwojowo, ale również na płaszczyźnie zawodowej. To ważniejsze niż sprzątanie szafy, prawda? ;-)

Jedną z fantastycznych rzeczy, o których mówiliśmy, jest zjawisko synergii grupowej. Powoduje ono, że wiedza grupy jest większa niż suma wiedzy każdego z jej członków z osobna. Ludzie nawzajem się inspirują do osiągania większych celów, współpracują, pomagają sobie. I z tego wychodzą rewelacyjne efekty :-)

Mam nadzieję, że razem tworzymy już taką synergiczną grupę. Że inspiruję Was tak samo, jak Wy inspirujecie mnie. Mogę czerpać pomysły z komentarzy i korespondencji mailowej, wprowadzać w życie idee, które mnie samej do głowy by nie przyszły. A może moje wpisy też kogoś zaskakują? W każdym razie ja od kontaktu z czytelnikami czuję się trochę mądrzejsza ;-)

Dzisiejszy wpis ponownie został zainspirowany blogiem oszczędnej Frugalistki. Napisała o wykorzystaniu resztek mydła, które już trudno utrzymać w dłoni, do innych celów: można z kilku starych kawałków zrobić nowe mydełko albo zetrzeć na płatki mydlane do prania (rozwiązania z kryzysowych lat 80-tych).

Jakiś czas temu, jeszcze zanim zaczęłam tego bloga, zamieniłam łazienkowe mydło w płynie na tradycyjną kostkę. Ze względów ekologicznych (dużo mniej opakowania, łatwiejsze i bardziej oszczędne dozowanie), ale też dlatego, że kupiłam artystyczną ręcznie robioną mydelniczkę i było mi szkoda, żeby stała nieużywana ;-)

Teraz kupuję pięknie pachnące mydełka w ilościach hurtowych, a ze sklepu Stendera Ziepju Fabrika trudno mnie wyciągnąć. Już sama nazwa tej łotewskiej firmy mnie fascynuje ;-) W związku z tym resztek mydlanych Ci u mnie dostatek. I do tej pory lądowały po prostu w koszu :-/

Frugalistyczne pomysły wydały mi się jednak zbyt pracochłonne. Postanowiłam więc ruszyć głową i zastosować prawa fizyki na usługach wynalazcy. A oto przedstawiony w punktach proces badawczy:

  1. Co robi mydło w wodzie?
  2. Mydło w wodzie się rozpuszcza.
  3. Zalewamy mydło ciepłą wodą.
  4. I otrzymujemy mydło w płynie.
  5. QED

Wynikiem niezwykle udanego eksperymentu okazała się miseczka recyclingowanego mydlanego płynu do zastosowań różnych. Nawet jeden płatek mydła się nie zmarnował :-)

[mydlana piana spłynęła stąd]

23:08, isia2711 , dom
Link Komentarze (8) »
niedziela, 12 października 2008

targi 

W przyszły weekend odbędą się Dni Naturalnej Żywności NATURA FOOD 2008.

W programie konkurs żywności regionalnej "Łódzki Tygiel Smaków", konkurs dla mistrzów kuchni na najlepsze danie z produktów ekologicznych, spotkania z Kevinem Ainstonem pod hasłem "Polska kuchnia w oczach Anglika" i stoiska producentów, gdzie zapewne będzie można podegustować małe co-nieco.

Gorąco zapraszam do Łodzi w dniach 18-19 października, hala nr 1 przy ul. Stefanowskiego 30.

Czy myślicie, że mogę ubiegać się o kartę dla profesjonalistów? ;-)

cherry

The Body Shop - proste logo na zielonym tle, które od lat wywołuje przyspieszone bicie serca każdej kosmetycznej maniaczki :-) Założona w 1976 przez Anitę Roddick firma "z duszą", która odniosła ogromny światowy sukces. Jej filozofia obejmuje holistycznym spojrzeniem nie tylko zdrowie i piękno kobiecego ciała, ale również pochodzenie użytych w kosmetykach składników. Dostawcami większości są małe lokalne spółdzielnie z krajów Trzeciego Świata, które mają obowiązek zapewnić godziwe wynagrodzenie swoim pracownikom (fair trade, community trade). Produkty nie są testowane na zwierzętach, są w 100% odpowiednie dla wegetarian - ze składników odzwierzęcych mają tylko wosk pszczeli i miód. Czysty miód na ekologiczne serca :-)

Firma jest kochana przez klientki za hasło reklamowe: "Na świecie są 3 miliardy kobiet, które nie wyglądają jak supermodelki i tylko osiem, które tak wyglądają" oraz cudownie pachnące i odżywcze masło do ciała z mango ;-)

Od kilku lat również w Polsce można kupić ich kosmetyki, na przykład w sklepie firmowym w Galerii Łódzkiej. A skoro nie mogłam kupować ubrań, to przecież musiałam się gdzieś podziać, prawda? ;-)

Co roku jesienią nachodzi mnie nastrój na nowe perfumy, na zmianę zapachu. Potrzebuję wtedy jakiś słodki, sweterkowo otulający, który ogrzeje swoim ciepłem długie wieczory.

I bingo! W sklepie, czule nazywanym "bodyszopem", znalazłam coś jakby stworzonego specjalnie dla mnie na potrzeby tego bloga:

  • szklana butelka do recyclingu
  • metalowa zakretka (zero plastiku)
  • brak zbędnego opakowania - nie ma pudełeczka kartonowego ani folii
  • zapach uroczy i pięknie się na mnie rozwija

Czegóż chcieć więcej? :-) W zimie będę pachnieć jak cała ulica japońskiej wiśni, a na wiosnę poszukam czegoś równie przyjaznego środowisku :-)

Agnieszka Osiecka miała chyba jasnowidzenie...

Szare ulice, szare balkony,
z  widokiem  na  inne  szare balkony.
Szare żony, szare spódnice, 
z widokiem na nowe szare spódnice.
Gdzieniegdzie jeszcze kocie łby, 
a w kocich łbach kocie sny.

Ulica japońskiej wiśni, 
niech ci się przyśni co jakiś czas. 
Ulica japońskiej wiśni, 
niech się  wymyśli w purpurze gwiazd.
 

sobota, 11 października 2008

mopy 

Podoba mi się następująca w moim życiu ekologiczna reakcja łańcuchowa. Jedna zmiana prowadzi do drugiej, druga do następnej, ta do jeszcze kolejnej i stopniowo, małymi kroczkami osiągam eko-ekstremizm. Niezauważalnie i bez wysiłku :-)

Do procedury zmywania naczyń wprowadziłam pierwszy element - płyn biodegradowalny. Później zaczęłam wodę od mycia owoców używać do podlewania kwiatków. Ponieważ zbieranie za każdym razem wody do salaterki było dość uciążliwe, dokupiłam plastikową miskę o rozmiarach jednej komory zlewu. Od tej chwili mogłam zapomnieć o podstawianiu naczynia, woda łapała się sama :-)

Przy kolejnym zmywaniu nie miałam gdzie odstawić miski, więc nałapało się dużo wody od płukania naczyń. Niestety, nienadającej się do podlewania, bo z resztkami płynu. Wodę zużyłam do spłukania nadmiaru sody po szorowaniu.

Z czasem jednak nauczyłam się ile sody trzeba wziąć, żeby nie powstawały zacieki i po spłukaniu w misce było jeszcze sporo wody. Na którą nie miałam dalszego pomysłu, więc po wypłukaniu ścierek i czyścików woda już bezużytecznie spływała do rur...

Ale od dzisiaj już nie :-) Zamiast do zlewu wlałam wodę do wiadra i wymopowałam kuchenną podłogę. Czysto, pachnąco, pięć litrów wody zaoszczędzone - tak trzymać! :-)

23:41, isia2711 , dom
Link Dodaj komentarz »

waciki 

10 października 2008, piątek

Szatan konsumpcjonizmu czyha na zbłąkane ekologiczne owieczki, a imię jego promocja. Ledwie wpisałam, że nie będę już kupować zbędnych ciuchów, a tu łup! z grubej rury. Noc Zakupów w Galerii Łódzkiej, mnóstwo ofert specjalnych i wyprzedaży. Zakupoholiczne eldorado! O ile tylko nie jest się na odwyku... :-(

A na dodatek nie mogłam pójść po linii najmniejszego oporu i zignorować eventu, siedząc w domu i obgryzając eko-paluszki, bo obiecałam D. konsultacje przy zakupach odzieżowych na pierwsze dni w nowej pracy. Naturalną koleją rzeczy garderoba młodej mamy po urlopie macierzyńskim często składa się z poplamionych koszulek, poplamionych bluzek i niepoplamionych rzeczy o dwa numery za małych. Jeśli dodać do tego ukochaną Isię, od której złożliwie dostaje się na urodziny biustonosz we właściwym rozmiarze i nawet  te poplamione bluzki przestają się dopinać z przodu, to mamy pełen obraz tekstylnej nędzy i rozpaczy. Sami rozumiecie, musiałam iść, poczucie winy by mnie zabiło jak bym zostawiła ją samą.

Było to dla mnie ciężkie emocjonalnie doznanie. Poinformowałam D. i wszystkie napotkane po drodze przyjaciółki, że mam na czole wielki napis: "NIE POTRZEBUJĘ ŻADNYCH CIUCHÓW!" i jakbym o nim zapomniała to proszę mi przypomnieć. I spotkał mnie totalny brak zrozumienia i wiary w moją silną wolę. Zero wsparcia i podśmiechujki - nienawidzę tych potworów! ;-( Powiedziałam, żeby się wypchały, bo będę robiła zakupy według listy, a tak w ogóle to mam 300 dolarów i przyszłam tu po waciki! ;-)

W Rossmannie musiałam się przebić przez ekipę telewizyjną, która z absolutnym brakiem wyobraźni rozłożyła się w takim gorącym momencie między półkami, zanim dotarłam do poszukiwanych skarbów. Wacików tam dostatek: białe i kolorowe, okrągłe i kwadratowe, płaskie i puchate. Które wybrać? Czy są też bardziej i mniej ekologiczne? Miałam nadzieję na jakieś z makulatury albo organicznej bawełny, ale takich nie ma. Najbardziej "zielone" okazały się niemieckie Lilibe produkowane z bawełny wybielanej bez użycia chloru (1,99 za 70 sztuk).

Odtąd będę zwracać na to uwagę. A może następnym razem trafię jednak na te organiczne? :-)

czwartek, 09 października 2008

pck

Rzeczywistość przypuściła zmasowany atak na moją blogerską cnotę i słabą silną wolę... W ciągu 24 godzin od postanowienia o kupowaniu wyłącznie bielizny od lokalnych łódzkich producentów dostalam trzy newslettery ze sklepów internetowych i SMSa o dostawie kolejnych modeli do niedawno odkrytego sklepu stacjonarnego. Eeeech...

Ale twardym trzeba być, nie miętkim. Mam przecież komodę pełną niepasujących już biustonoszy, niektóre nawet jeszcze z metkami :-( To mnie powinno oduczyć bezsensownego kupowania. Ale co ja poradzę jak po prostu lubię fajną bieliznę, no!

Udało mi się już znacznie ograniczyć  kupowanie zbędnych ubrań przez oddawanie po przemyśleniu sprawy, strojenie się na zakupy i niespacerowanie po centrach handlowych w niedzielę. Od czerwca nie przybyła mi ani przybyła mi tylko jedna błękitna bluzeczka, czyli i tak jest postęp :-) Ale jak spojrzę sobie samej głęboko w oczy to muszę przyznać, że nadal po tych wszystkich zmianach kupuję więcej ciuchów niż naprawdę potrzebuję :-/

Ponieważ motywacja oszczędnościowa działa na mnie średnio, a ekologiczna jak najbardziej dlatego podejmuję to wyzwanie w celu ograniczenia zużycia zasobów naturalnych. Li i jedynie. I piszę to tutaj, żebym już się nie mogła wycofać* W weekend zrobię totalny remanent w szafach ubraniowych, zrobię listę ewentualnie brakujących elementów garderoby i od tej pory mogę kupić tylko to co będzie na liście. Howgh! powiedziałam.

Zaś niepasujące a nieużywane rzeczy sprzedam na Allegro, przyzwoite używane oddam na PCK, a szmaty pójdą do odpowiedniego kontenera. Się nie zmarnują, a może ktoś przy okazji skorzysta :-)

*Trochę zabrzmiało jak z mitingu anonimowych zakupoholików :-/ Ale nie jest ze mną tak najgorzej, prawda...?

[zdjęcie stąd]

22:53, isia2711 , dom
Link Komentarze (4) »
środa, 08 października 2008

biust 

Dzisiaj będzie wpis dziewczyński :-)

Już pewnie każda blogoczytaczka i forumka zetknęła się z Biuściastym Lobby i Stanikomanią. Wielka akcja uświadamiania kobiet, że alfabet nie kończy się na D trwa. Nie jest to łatwa lekcja do przyswojenia, po latach indoktrynacji, że rozmiary to są A, B, C, duże C i bardzo duże C, a jak sie nie mieścisz to zamiast 75 weż 85 :-(

Kiedy już dobrze poinformowany człowiek z biustem, zwany kobietą, uświadomi sobie, że to co widzi w lustrze to nie jest "bardzo duże Ce". Przejdzie fazę euforii "ojej, to biustonosz może być wygodny!" Przejdzie fazę depresji "ja nie mam co na siebie włożyć". Wyrusza na łowy zakupowe.

I zderza się ze ścianą. Ściana nazywa się - angielskie rozmiary są takie, francuskie rozmiary są inne, polskie rozmiary są jeszcze inne, a każdy producent i tak robi po swojemu... Wiadomo, trzeba przymierzyć i się upewnić. I wtedy następuje zderzenie ze ścianą numer 2. O tym co mają do powiedzenia sklepikarki na nieśmiałe pytanie o biustonosz w rozmiarze 65G (całkiem niewielki) można poczytać tutaj.

Zostają więc sklepy internetowe. I chociaż można przymierzyć i odesłać/wymienić niepasujące - to jednak ciągłe odsyłanie jest męczące i nieprzyjemne. I do tego nieekologiczne (papier na kolejną przesyłkę, tranport z daleka).

Chwała zatem dzielnym lobbystkom i pogromczyniom niedouczonych ekspedientek, że dzięki ich wysiłkom i niustannemu mękoleniu coraz więcej jest stacjonarnych sklepów, gdzie można swoje obfitości wygodnie przyodziać i naprzymierzać się do woli :-)

Podobno już nawet polscy producenci wiedzą, że kobieta z trzydziestoma centymetrami rożnicy pomiędzy obwodem w biuście i pod nim to nie jest jakieś monstrum, które powinno zainwestować w minimizer albo upchnąć połowę objętości pod pachami ;-)

Dlatego zaopatrzona w standardowe wygodne Tango II Panache, w rozmiarze absurdalnym i nieistniejącym ;-), wyruszyłam na poszukiwanie polskich odpowiedników. A jeszcze lepiej - łódzkich odpowiedników. I proszę bardzo:

  • COMEXIM
  • MILENA

Zaczęłam w kolejności alfabetycznej. Pani z Comeximu była przemiła i pomocna. Zamówiłam sobie cudną koszulkę z modelowanymi miseczkami - szytą na wymiar! w cenie standardowej!!! Do tego pani powiedziała, że każdy model jaki będzie mi pasował uszyją z dowolnej, dostępnej u nich koronki!!!!! (normalnie wykrzykniki mi się skończyły ;-) ).

Jak ja mam na miejscu taki full wypas to od dzisiaj przestawiam się na wspieranie lokalnych producentów. Będę kupować bieliznę szytą wyłącznie w Łodzi. Oby więcej takich przyjemnych zmian, życie jest piekne!* :-)

*A zaboli dopiero na wiosnę, w sezonie wyprzedazy ;-/ ale co ja sie bede martwic na zapas.

[fotka ze strony firmowej Mileny, doskonale pokazująca jak nie powinien leżeć biustonosz]

23:13, isia2711 , zakupy
Link Komentarze (7) »

Chociaz jeden optymistyczny zbieg okolicznosci :-)

Poszlam do Tesco kupic swietlowke dla wspolnoty - a tam akurat promocja. Swietlowka energooszczedna 20W (czyli setka na zwykle) marki General Electric przeceniona z 14,99 na 5,99. Dlatego zaliczkowe 20 zl prawie wystarczylo na cztery sztuki i bedzie ekologicznie we wszystkich korytarzach! :-)

Dodatkowo na zarowki firm Philips i Pila daja 20% rabatu. Oferta wazna do dzisiaj, wiec trzeba sie sprezac :-)

wtorek, 07 października 2008

shower

Podglądam czasem statystyki, które mowią skąd czytelnicy trafiają na bloga. Jest to bardzo rozwijająca działalność, bo przy okazji dowiaduję się o istnieniu tak ciekawych stron jak eko-dzieciak czy Akademia Obywatelska. Z tego samego powodu weszłam pierwszy raz na strone bloga frugalistki, poświęconą oszczędzaniu. Co prawda w aspekcie finansowym, ale czasem jest to mocno powiązane z oszczędzaniem zasobów.

Ostatni wpis o jej znajomym Angliku zmusił mnie do zastanowienia się w jaki sposób ja biorę prysznic. Co prawda staram się robić to w miarę szybko, zarówno w domu jak i na wyjeździe, ale jednak nie zakręcam wody na czas namydlania/szorowania/pilingowania. Zatem muszę się poprawić, już od dzisiaj :-)

A w ogóle to łatwiej jest znieść myśl o takim drastycznym oszczędzaniu wody do mycia, jak sie przypomni los marynarzy na statkach z książki "Znaczy kapitan" Borchardta. Autor wspomina w niej, że jako jeden z przywilejów oficerskich miał zagwarantowane w umowie pół wiaderka wody dziennie, tylko na swoje potrzeby kąpielowe. Co wzbudzało zrozumiałą zawiść reszty załogi, której przydział ograniczał się do dwóch litrów na łebka (wspominam z głowy, czyli z niczego, więc faktyczna ilość mogła być nieco inna, ale mniej więcej proporcje zostały zachowane).

I pomyśleć, że ja będę miała dwa wiadra wody tylko dla siebie! ;-)

[zdjęcie stąd]

22:36, isia2711 , dom
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 06 października 2008

cfl

Dlaczego świetlówki kompaktowe są bardziej ekologicznym wyborem niż żarówki tradycyjne?

  1. Zwykła żarówka aż 90% pobranej energii przerabia na ciepło. To jest jej ogromna zaleta, gdy chcemy dogrzać węża w terrarium, ale w domowych zastosowaniach jest to energia po prostu zmarnowana.
  2. Świetlówka kompaktowa zużywa pięciokrotnie mniej energii na świecenie z taką samą jasnością jak żarówka - dlatego 20W świetlówki odpowiada 100W żarówce.
  3. Duży minus świetlówek - wysoka cena - jest z czasem rekompensowany znacznie większą wydajnością, długowiecznością i mniejszym zużyciem prądu.

Przekonują mnie te argumenty, dlatego od jakichś trzech lat wszystkie przepalone żarówki zastepuję energooszczednymi, tam gdzie jest to możliwe. Ponieważ takie świetlówki mają swoje wymagania, nie lubią: ściemniaczy, wyłączników czasowych i miejsc gdzie się zapala światło na krótko (jak przedpokój czy toaleta).

Przyszła jesień, wcześniej się robi ciemno i swoim ekologicznym spojrzeniem omiotłam światło wspólne, na klatce schodowej. Typowe klatkowe oświetlenie samo się wyłącza po kilku minutach, więc tutaj nie można szukać ulepszeń. Ale od drzwi wejściowych do schodów prowadzi pokręcony ciemny korytarzyk, z żarówką palącą się non-stop. Idealna kandydatka do wymiany :-)

Poszlam do zarzadu wspolnoty i mowie, ze fajnie by bylo wymienic te zarowke. Przygotowana na stoczenie pro-ekologicznej batalii mialam bojowa mine i liste argumentow w zanadrzu, ale nie udalo mi sie ich wykorzystac. Zarzadca wysluchal mojej propozycji, spojrzal na zarowke i skwitowal krotko:"Taaa, wystarczajaco wysoko, zeby nie dali rady ukrasc. Masz 20 zl, idz i kup. Tylko fakture przynies". To sie nazywa latwa zmiana! ;-)

Wazna uwaga: taka swietlowka prawie cala nadaje sie do recyclingu, ale to co sie nie nadaje jest bardzo silnie trujace - dlatego po zuzyciu nalezy ja przekazac w odpowiednim punkcie, zbierajacym odpady niebezpieczne. Dobrze wiedziec, ze na podstawie ustawy z dnia 29 lipca 2005 o ZSEE art 42 pkt 1 przy zakupie nowej swietlowki mamy prawo stara oddac w sklepie - odpada koniecznosc poszukiwania zbiorki elektosmieci :-)

[zdjęcie żarówki stąd]

20:00, isia2711 , dom
Link Komentarze (1) »
1 ... 6 , 7 , 8 , 9 , 10 ... 20