Ekologiczne życie na co dzień. 365 zielonych zmian na 365 dni w roku, czyli małe kroki we właściwym kierunku. Przez rok, każdego dnia, zamierzam wprowadzać w swoje miejskie życie jedną pro-ekologiczną zmianę. Zmiana raz wprowadzona będzie kontynuowana aż do końca roku. A dalej? Się zobaczy. Zaczęłam w czerwcu 2008, trzynastego w piątek, na szczęście, więc trzymajcie kciuki.

Liczniki bez rejestracji
Blog > Komentarze do wpisu

(223)Głodnych nakarmić

 

 Prowadzenie ekologicznego życia tutaj jest z jednej strony trudne - nie ma recyclingu opakowań, nie ma zrozumienia dla niechęci do plastikowych torebek*, nie ma zielonych sklepów.

Ale z drugiej niektóre rzeczy „same się” robią – mycie rąk w zimnej wodzie (bo nie ma innej), niekorzystanie z windy (bo w ogóle nie ma, a jak jest to akurat nie działa), szybkie prysznice (bo ciepłej wody w bojlerze wystarcza tylko na chwilę). Jak kiedyś spostrzegawczo zauważyła kasjo.pl, niektóre ekologiczne rozwiązania to po prostu powrót do dawnych zachowań, z biedniejszych czasów.

Dlatego uważnie obserwuję otaczającą mnie całkiem nową rzeczywistość pod kątem czerpania takich właśnie pomysłów. I świetny przykład znalazłam w pracy :-) Codziennie w południe firma cateringowa przywozi obiady. Większość pracowników zamawia tak zwany „zestaw dnia”, czyli zupę, drugie danie i surówkę. Ale czasem ktoś zamówi zestaw, a akurat nie lubi barszczyku; a to komuś się przejadła marchewka po koreańsku co najmniej raz w tygodniu przyjeżdżająca w charakterze surówki; a to ktoś nie ma apetytu po wczorajszym pijaństwie ;-) Na takie okazje stoi w kącie pudełko, do którego można włożyć nadmiarowe dania – zawsze znajdzie się ktoś chętny. Zresztą nic dziwnego skoro trzy czwarte składu firmy stanowią dwudziestoparolatkowie płci męskiej wciągający dowolną ilość pożywienia o dowolnej porze ;-)

Bardzo mi się ta metoda podoba i zamierzam z niej korzystać (zarówno jako dawca, jak i biorca), a po powrocie do Polski zastosować również w naszym biurze :-)

[właśnie Kot w Butach taki jak na zdjęciu, ze swoją słynną błagalną miną, umieszczony jest pod hasłem „podziel się z głodnym kolegą”, po prostu nie można się oprzeć :-)]

*Standardowy dialog ze sprzedawczynią w sklepie:

  • - Dziękuję za torebkę.
  • - Ale ona bezpłatna jest.
  • - Ale ja nie potrzebuję, mam swoją, szkoda tej.
  • - Eeeee, mnie tam nie szkoda [śmiech, a gdyby mogła to by się popukała w głowę…]

Zupełnie jak u nas 10 lat temu ;-/

środa, 01 kwietnia 2009, isia2711

Polecane wpisy

  • (226) Chrupiący poranek

    Chrupiące płatki, domowej roboty jogurt , trochę owoców. Śniadaniowa poezja rozpoczyna się w czerwcu wraz z pierwszymi truskawkami, przez jagody, borówki, wiśni

  • (220)Kocham budyń!

    Gdy za oknem buro, a w duszy ponuro warto zjeść coś miłego. Angielskojęzyczni mają na taka potrawę określenie comfort food , jedzenie na pocieszenie. To musi by

  • (193)Are you nuts?

    22 grudnia 2008, poniedziałek To pytanie niezawodnie ciśnie się na usta przy okazji ostatnich przedświątecznych zakupów. Czyste szaleństwo i zawrót głowy. Mega

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/04/10 23:10:49
bardzo fajny pomysł
I tak mi się przypomniało, że w liceum i na studiach nigdy nie wywalałam do kosza niechcianych kanapek, których mnóstwo przygotowywali mi rodzice. Zawsze w pobliżu byli wiecznie głodni koledzy gotowi zjeść wszystko :)
-
melynda
2009/04/14 08:58:45
O, jak tu fajnie zielono.
Też się wyzbywam chemikaliów i to akurat wiem, jak robić, ale chętnie poczytam o innych rzeczach eko.
Pozdrawiam i idę se zalinkować.
-
2009/04/16 10:35:51
o takiej stronie ostatnio słyszałam i zaczęłam ja przeglądać,. Pasuje trochę do tematu i do tego o czym wcześniej pisałaś
www.niemarnuje.pl/